tureckie (s)kazania

Przychodzi yabancı do piekarni i mówi: iki sıcak erkek, lütfen.

To słynna w mojej szkole językowej anegdota o studentce tureckiego, która w piekarni zamówiła dwóch gorących facetów zamiast dwa bochenki chleba. Nie wiem czy jest prawdziwa, ale jest w stanie w nią uwierzyć. Dlaczego?

erkek = mężczyzna
ekmek = chleb

Z tureckimi słówkami jest taka sprawa, że jest cały zestaw takich, które różnią się np. tylko jedną literą, a nawet obecnością lub brakiem kropki nad i.

Na to ostatnie należy specjalnie zwracać uwagę, bo w najlepszym przypadku można być niezrozumianym. Tak jak któregoś razu nie zrozumiał mnie taksówkarz, gdy jechałam na ulicę Ihlamur. Poprawna wymowa to yhlamur z y wydobywającym się z głęby gardła, tak że aż grdyka obniża się przy wymawianiu. Natomiast ja wymówiłam jak normalne i. Nic się nie stało, w końcu zrozumiał, ale może być śmieszniej. Na przykład:

sık sık [syk syk] = często
sik sik [sik sik] = penis penis lub pieprz pieprz (czasownik)

Bardzo często na targu mówię, że chcę kupić 20 (yirmi) lub jutro (yarın) zamiast pół (yarım) kilograma czegoś, np. oliwek.

W łaźni tureckiej zamawiam most (köprü), chociaż oferują tylko masaż z pianą mydlaną (köpük), ale i tak dobrze, że nie proszę o psa (köpek) lub łupież, tudzież otręby (kepek).

I tak, przy okazji wkuwania czasowników zwrotnych mam całą listę podobnych kwiatków. Poniżej tylko niektóre przyklady.

aranmak = rozglądać się w około siebie
arınmak = oczyścić się

delinmek = przedziurawić się
dilenmek = błagać

gerinmek = rozciągać się
gezinmek = spacerować

kaçınmak = unikać
kaşınmak = drapać się

sürünmek = pełzać
sürtünmek = nacierać się

takınmak = zakładać, nosić
tıkanmak = zatkać się
tıkınmak = zapchać się
tapınmak = czcić

Itp, itd… tak oto gimanstykuję tę swoją skostniałą masę.


młodzi ambitni wykształceni

Scenka I
Przerwa obiadowa. Czekam na kanapkę, w międzyczasie czytam wydruki z gramatyką turecką. Podchodzi kolega.

Kolega domyśla się, że się uczę: Co czytasz, mogę zobaczyć?

Podaję mu kartki.

Kolega przegląda, z niedowierzaniem kręci głową: Czyli ty jednak na serio masz zamiar tu mieszkać… Nigdy nie zrozumiem ludzi z zachodu, że chcą mieszkać w tym tak bardzo niecywilizowanym kraju…

 

Scenka II
Nadal ta sama przerwa obiadowa, inny kolega. Robię ćwiczenia w zeszycie, przy biurku. Męczę się z odmianą trybu warunkowego przez czasy.

Inny kolega zagląda przez ramię: Mogę zobaczyć? A to jest źle… a nie, czekaj, to jest dobrze, ale jest też inna sytuacja i wtedy byłoby inaczej, ale… moment…

I tutaj zaczyna się skomplikowane tłumaczenie, dyskusja, rzucamy przykładami, w końcu chyba rozumiem (w teorii, bo na egzaminie będzie jak zwykle).

Inny kolega: Nie wiem, po co się wgłębiasz w takie szczegóły. Przecież i tak zapomnisz.

Ja: Zapomnę? Masz na myśli, jeżeli wyjadę z Turcji i przestanę mówić po turecku?

Inny kolega: Nie, mam na myśli, że nie musisz tak dokładnie znać tej gramatyki. I tak każdy cię zrozumie, a większość Turków i tak tych różnic nie pamięta.


w tramwaju

Jechałam wczoraj tramwajem, środek dnia, środek miasta, ścisk. Obok mnie stały cztery kobiety, Turczynki, w wieku 50-60 lat. Ni z tego, ni z owego, jedna z nich zapytała skąd jestem. Gdy powiedziałam, że z Polski, cała grupa ożywiła się. Nie zrozumiałam dokładnie, ale chyba jej mąż pracował w tureckiej restauracji w Warszawie. O Poznaniu też coś wspomniały, że jakiś inny znajomy lub członek rodziny tam pracował. Bardzo ucieszyły się z tego zbiegu okoliczności. Ja, nie wiedzieć dlaczego, też. Dalsza rozmowa już wg. tureckiego standardu: co robisz, czy tu mieszkasz, a gdzie pracujesz, o jak ładnie mówisz po turecku, czy jesteś mężatką. Na to ostatnie pytanie odpowiedziałam przecząco, a roześmiane kobiety zaczęły mnie swatać z jakimś chłopakiem stojącym za moimi plecami, który pewnie odwracał się, by zobaczyć co zacz. Uśmiechnęłam się, podziękowałam i zaznaczyłam, że mam przyjaciela. Kobiety zapewniły, że żartowały, że w ogóle wszystko jest super, życzyły mi dużo szczęścia. Jedna z nich pogłaskała mnie po policzku, a następnie złapała za policzek i wytarmosiła jak ciotki i babki tarmoszą słodkie bobaski. Nie wykrzywiłam się jak zazwyczaj krzywią się tarmoszone słodkie bobaski, a utwierdziłam się w przekonaniu, że jednak jestem słodkim bobaskiem i świat mnie kocha, a ja kocham świat i zadowolona przesiadłam się z tramwaju na prom płynący na drugą stronę Bosforu.


żurawinowy ocean

Ciąg dalszy sentymentalnych zakupów.

zubrowka_oceanspray

I nie chodzi o Żubrówkę.


wybrane tureckie dżemy

Nie jem kupowanych w sklepach dżemów, dlatego o dżemie bakłażanowym przeczytałam tutaj. A że dzisiaj i tak znowu padłam ofiarą kompulsywnego kupowania, to była dobra okazja na spróbowanie.

patlican_jam

Dżem, to za dużo powiedziane. W słoiku są kawałki bakłażana i trochę gęstego syropu. Po smaku raczej bym się nie zorientowała, że to bakłażan.

Poza tym, kupiłam też słoik marmolady z zielonych orzechów. I w tym przypadku marmolada po turecku, to nie marmolada po polsku. Doh!

yesil_ceviz_jam

Słoik jest wypełniony całymi orzechami pływającymi w ciemnym i słodkim syropie. Niestety, wszystko jest bardziej słodkie i bez aromatu goździków jak te orzechy, które spróbowałam pierwszy raz w Çiya.

patlican_yesilceviz_jam

Po lewej traditional dżem bakłażanowy. Po prawej traditionell marmolada z zielonych orzechów (wallnuss, takie pomieszanie z poplątaniem).

Ani jeden, ani drugi słoik nie zaoferował nic specjalnego, ale jak już doświadczyłam z innymi potrawami w Turcji, warto szukać tej odpowiedniej wersji. Tutaj nie ma niesmacznego jedzenia. Jest tylko źle przygotowane.


niedziela – derby w mieście

Właśnie zakończył się mecz między Galatasaray i Fenerbahçe – dwa największe zespoły stambułskie z na największym obopólnym brakiem sympatii. GS, mimo dzisiejszej przegranej, już w zeszłym tygodniu został mistrzem ligi tureckiej dzięki przewadze punktami. Dzisiejszy mecz miał być meczem o honor, bo na stadionie FB, i każdy kibic GS miał nadzieję, że to w końcu dzisiaj uda się w tym miejscu wygrać. Niestety, nie tym razem.

W świat tureckiej piłki nożnej zostałam wprowadzona przez zagorzałego wielbiciela GS, więc i mnie się udzieliło. Nawet dla kolorów wybrałabym GS, bo FB ze swoim żółtym i granatowym (prawie jak czarnym) wygląda agresywnie i mało sympatycznie. Niemniej, uśmiechałam się gdy widziałam jak kibice FB bawili się dzisiaj przed meczem w okolicach stadionu ich drużyny. Normalne nie zapuszczałabym się w te regiony w takim dniu, ale akurat tam chodzę na jogę.

No i co zobaczyłam? Po pierwsze, moją uliczkę prowadzącą do szkoły jogi praktycznie zablokowaną żółto-granatowym tłumem. Skaczącym, świewającym, pijącym piwo. Gdzieś paliło się ognisko, na szczęście nie była to opona, ale i tak plastikowe butelki, więc trochę śmierdziało. Tu i uwdzie leżały porozbijane butelki po piwie, wszędzie śmieci. Przeciskałam się przez tłum. Im dalej od stadionu, tym luźniej. W pewnym momencie było całkiem spokojnie. Ludzie siedzieli na murkach i pili piwo, jedli oraz omawiali tematy piłkarskie. Ludzie stali za murkami i za nimi sikali, uśmiechnieci i lekko speszeni. W drużynowych koszulkach wyglądali jakby tworzyli murek w obronie rzutu wolnego. Jeszcze dalej widoczni byli już tylko w restauracjach nad brzegiem Morza Marmara.

Czego nie widziałam? A raczej: kogo? Policji. Natomiast policja była wczoraj, gdy kibice innej stambułskiej drużyny, Beşiktaş, zablokowali drogę otaczając autokar, którym przybyli piłkarze by odegrać ostatni mecz na starym stadionie. Będzie zburzony, a na jego miejscu powstanie nowy, wielki, nowoczesny.

W każdym razie, ci kibice mieli trochę mniej szczęścia, gdyż albowiem ich stadion znajduje się w pobliżu pałacu Dolmabahçe, w którym akurat przebywał premier Turcji, Recep Tayyip Erdoğan.

On tam w ogóle ostatnio lubi przesiadywać, mimo, że stolica w Ankarze. Oj tam, takie imperialne zapędy, nie ma co podnosić larum.

W każdym razie, premier blisko, a na jego straży (nad)gorliwa polica. Strzały w powietrze, gaz łzawiący i koniec zabawy. Wniosek? Jeżeli robisz imprezę, zaproś sąsiadów.

 Mecz oglądałam w domu i wspaniale się bawiłam.

yasasin_sparkling


the winds of winter (is coming)

…to teraz czekamy razem :)

song_of_ice_and_fire

Z pewnością całą pierwszą i chyba pół drugiej przeczytałam w moim poprzednim życiu. Dla przypomnienia sięgnęłam po całość. Pamietam jak czekaliśmy na A Dance with Dragons i co jakiś czas sprawdzaliśmy status na stronie autora… :)


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.