taaakie udo

“To największe kadınbudu köfte, jakie kiedykolwiek jadłem.”

IMG_20140909_225006

To kolejna potrawa z osmańskich archiwów – tym razem z 19-go wieku. Przepis pierwszy raz pojawia się w latach 1840-tych i wywodzi się z południowo-wschodnich terenów Turcji.

wpid-img_20140906_194424.jpg

Źródło przepisu.

Na uwagę zasługuje nazwa – kadınbudu to udo kobiety. W tureckiej kuchni jest kilka innych potraw nawiązujących do kobiecego ciała, co dla mnie jest pewnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę relacje damsko-męskie wynikające z muzułmańskich zwyczajów.

Kadınbudu köfte mierzy 8-10cm i nie zawiera innych przypraw niż pietruszka, sól i pieprz. Ale to właśnie ten świeżo zmielony, albo utłuczony (w moim wykonaniu) w moździerzu pieprz nadaje tonu.

Współczesna wersja kadınbudu köfte jest moim i moich tureckich koneksji zdaniem mało atrakcyjna. Mięso ze zbyt dużą ilością ryżu, bez smaku i do tego obtoczone grubą warstwą nudnej panierki.

Na moim stole kadınbudu köfte sąsiaduje z kieliszkiem brzoskwiniowej palinki, ale tradycyjnie bardziej pasowałby ayran.


kulinarny czas przeszły

Sięgnęłam wreszcie do jednej z dwóch książek kucharskich,  z posiadana których jestem zadowolona, a nawet trochę dumna.

image

500 lat kuchni osmańskiej to ciekawa lektura, która ukazuje jak bardzo pod względem składników i smaków zubożała dzisiejsza mainstreamowa kuchnia turecka.

Dobrym przykładem jest taş kebap, który w obecnej wersji pływa w sosie pomidorowym i pewnie jeszcze jest ozdobiony sivri biber - jak prawie wszystko w Turcji.

Tymczasem, w 18-stym wieku, gulaszowe kawałki jagnięciny (nie wołowiny jak dzisiaj) powoli dusiły się przyprawione cynamonem, anyżem, kardamonem i miętą.

image

I też dzisiaj w mojej kuchni przez dwie godziny, w 175 stopni Celsjusza w piekarniku. Moc zapachów.

Jako dodatek był Şehriyeli Pirinç Pilavı który wykonałam z przepisu na tej stronie.

Zalewam ryż (pół szklanki) wrzątkiem i odstawiam na 1h. W suchym garnku lub na patelni prażę dwie lub trzy łyżki suchego makaronu orzo. Gdy ściemnieje, dodaję odcedzony ryż, mieszam przez chwilę i dolewam łyżkę stołową soku z cytryny. Na koniec zalewam wywarem (tym razem sos puszczony przez indyka pieczonego w dutch oven, dosyć tłusty) i gotuję, aż ryż będzie miękki.

Jagnięcina rozpływała się w ustach.


Praski Bieg po Wodę

Originally posted on I Started Training Only Yesterday:

“(…) czułam sie dziwnie kiedy musialam spijac resztki wody po innych – szybszych :((( (…)”

“Podobno ludzie, którzy biegli na 2:45 jedli odpadki z koszy na śmieci. A ci na 3:00 pili z kałuży i polowali na gołębie.”

“(…) na szczęście obok mnie niektorym zawodnikom udalo sie wychaczyc ostatnie sztuki 1,5 l wody i sie dzielilismy lykiem wody z ludzmi dookola, z rak do rak (…)”

“Bo kurwa Niemiec nie wie, że Polaka przy niedzieli suszy???!!!”

“(…) Generalnie widoczna była duża solidarność tak zwanego “końca wyścigu” – podawanie sobie wody, dzielenie upolowanymi resztkami, podnoszenie butelek jeszcze nie całkowicie opróżnionych. (…)”

Powyższe cytaty, jak i tytuł, pochodzą z komentarzy pod wydarzeniem FB I BMW Półmaratonu Praskiego. Jak na razie brak oficjalnego komunikatu ze strony organizatora z przynajmniej symbolicznym “przepraszam, daliśmy ciała”.

Cała sytuacja jest o tyle dziwna, że nie jest to pierwsza impreza biegowa organizowana w Warszawie – jest skąd czerpać…

View original 551 more words


polisz arkitekczer

Obok Polskiej Myśli Inżynierskiej, to kolejna instytucja, dzięki której, jak kraj długi i szeroki, możemy kontemplować (nie mylić z pluciem pod kątem)  wiele śmiałych i zaskakujących rozwiązań.

Na ul. Grójeckiej, róg Korotyńskiego, miasto postawiło trzy stojaki rowerowe. Chwała im za to, ale po wuj, pytam grzecznie. I dlaczego akurat w tym miejscu?

Na poniższym zdjęciu widać, że stojaki zostały ustawione na środku wąskiego chodnika, który prowadzi do kwiaciarni. Nie można ich obejść, bo z lewej strony jest trawnik, a z prawej legalnie funkcjonujący bazarek. Dla klietów i właścicieli kwiaciarni oraz bazarku jest to niewygodnie rozwiązanie.

20140812_170413_Grojcka_bike_stands

Co ciekawe, za bazarkiem jest dużo więcej miejsca. Tylko nadal nie wiem dlaczego w ogóle akurat tu – na tym skrzyżowaniu.

20140813_163140_Grojecka_bike_stand

Właścicielka kwiaciarni powiedziała, że podobno nawet planowano postawić te stojaki właśnie tam, ale ostatecznie przyjechali pewnego dnia, podumali i ustawili jak ustawili.

Jeżeli ktoś rozgryzł o co chodzi, będę zobowiązana za wyjaśnienia. A może w ogóle zapytam u źródła – jestem ciekawa odpowiedzi.


zielony spontan

Wracałam dzisiaj z porannej jogi rowerem miejskim, a na rowerze – wiadomo – człowiek jest wolny. Skręciłam zatem z prostej drogi do domu i wstąpiłam na BioBazar. Podobno robi się modne kręcenie nosem na hipsterskie słownictwo i teraz chadza się na targ, ale z moim skrzywieniem tureckim preferuję nazwę bazar (pazar).

Właściwie straciłam kawałek serca do tych miejsc, przede wszystkim ze względu na ceny i tzw. przerost formy nad treścią. Ale lubię jedzenie, wyszukiwanie kulinarnych ciekawostek i inspiracji, więc wpadam, żeby nawet tylko popatrzeć.

Tym razem nie zawiodłam się. Nawet nie weszłam do hali z kosmicznie wycenionymi pomidorami i byle jakimi serami. Moją uwagę przykuła zielenina na stoisku u Pana Benedykta – mlecz, pokrzywa (którą trzeba sumiennie podcinać, by nie wyrosła i zakwitła) oraz dziurawiec (na wątrobę, jeżeli ktoś ja ma – dodał Pan Benedykt).

Miałam mało pieniędzy, więc kupiłam najpierw tylko pęczek pokrzywy i mleczu. – Pani bierze wszystko, a pieniądze za tydzień. Jednak tydzień to sporo czasu, kto wie, co wtedy będzie. Pojechałam do bankomatu, zatankowałam portfel i wróciłam po resztę.

2014-07-26_biobazaar_1702_r

Jestem właśnie po sałatce z mleczu (dodałam znowu physalis, pomidory, czosnek, łyżkę syropu z granatu i oliwę) i czekam, aż mnie zdrowie zacznie rozpierać.


lucek nie lubi jagnięciny

I słusznie, nie muszę się z nim dzielić.

A właśnie, byłam właśnie u rzeźnika Mustafy. Pokroił na kotleciki żeberka jagnięce, zmielił mięso na coś innego. Zupełnie jak w Turcji.

A potem w sklepie pod blokiem trafiłam na przecenę physalis, z prawie 7pln na 0.99pln. Zgarnęłam 5 opakowań, jutro idę po resztę. Kupowałam te owoce w Turcji i, mimo że pochodzą z Ameryki Południowej, te w sklepie były właśnie z Turcji. Są jak małe pomidorki, tylko bardziej słodkie.

2014-07-24_1690_physalis

Robię z nich sałatkę dodając nektarynkę, pomidor, orzechy (tym razem pistacje), ser kozi, bazylię, pul biber i syrop z granatu (kwaskowaty przecina słodkość).

2014-07-24_1692_salad

A na główne kuzu pırzola z batatem, posypane rozmarynem i pul biber. W nagrodę po niechcianym bieganiu.

2014-07-24_1696_kuzupirzola


sezon na Atatürka

Serio? Sezon? Przecież jest wszędzie i zawsze. W aptece i restauracji. Na skwerze i w nazwie lotniska. W publicznej debacie i sercach Turków. I tutaj.

A jednak. We wschodniej prowincji Ardahan jest właśnie sezon na Atatürka. Od połowy lipca do połowy sierpnia mieszkańcy okolicznych wiosek oraz przyjezdni gromadzą się wspólnie celebrując nieśmiertelnym tureckim piknikiem pojawienie się Wodza.

“(…) ludzie wstrzymują oddech. Czasem płaczą ze wzruszenia. Wszyscy wtedy stają się równi, razem czczą pamięć Mustafy Kemala Ataturka. Nagle zaczynają bić w bębny, śpiewać i ucztować na cześć byłego prezydenta. Następnie wszyscy zebrani ślubują bronić pamięci Ataturka i Turcji przed wrogami.”

Nie przemawia, nie ściska dłoni zebranym, nie głaszcze dziecka po głowie. Zwrócony do zebranych profilem, milczy. A potem powoli się rozpływa.

Więcej zdjęć tutaj.


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 101 other followers