sezon na Atatürka

Serio? Sezon? Przecież jest wszędzie i zawsze. W aptece i restauracji. Na skwerze i w nazwie lotniska. W publicznej debacie i sercach Turków. I tutaj.

A jednak. We wschodniej prowincji Ardahan jest właśnie sezon na Atatürka. Od połowy lipca do połowy sierpnia mieszkańcy okolicznych wiosek oraz przyjezdni gromadzą się wspólnie celebrując nieśmiertelnym tureckim piknikiem pojawienie się Wodza.

“(…) ludzie wstrzymują oddech. Czasem płaczą ze wzruszenia. Wszyscy wtedy stają się równi, razem czczą pamięć Mustafy Kemala Ataturka. Nagle zaczynają bić w bębny, śpiewać i ucztować na cześć byłego prezydenta. Następnie wszyscy zebrani ślubują bronić pamięci Ataturka i Turcji przed wrogami.”

Nie przemawia, nie ściska dłoni zebranym, nie głaszcze dziecka po głowie. Zwrócony do zebranych profilem, milczy. A potem powoli się rozpływa.

Więcej zdjęć tutaj.


hej ho, hej ho…i mały komunikat

To już (dopiero?) drugi wypad w Tatry od powrotu do Polski. I kolejny bolesny, bo dawno to było, kiedy z plecakiem wypełnionym karimatą, śpiworem, prowiantem i ciuchami na zmianę śmigałam po szlakach w tempie szybszym niż te na tabliczkach lub na mapach. Ale, ale – nadzieja matką głupich – jeszcze kilka takich wyjazdów, parę kilosów mniej (i nie chodzi tu
o dystans) i może zaśpiewam znowu hej ho, hej ho bez zadyszki i zgonu na podejściu.

Przygoda zaczęła się już w piątek wieczorem, bo niczego nieświadoma wsiadłam do autobusu kierowanego przez kierowcę nieznającego trasy albo znającego, ale otumanionego przez grupkę jakichś radosnych paniuś o niejasnych motywach. Nie wiem, bo przespałam całą noc i tylko w chwilach krótkiego
i niepełnego przebudzenia na rozmasowanie  zdrętwiałych pośladków słyszałam “to chyba tu” i “teraz w lewo” albo “teraz w prawo”.

Do Zakopanego przybyliśmy z godzinnym opóźnieniem, ale jeszcze tuż przed celem radosne paniusie obmyślały jakby tu zaliczyć klopik na stacji benzynowej, do której trzeba byłoby zawracać. To było już ponad moje siły
i zaspanym, mało kobiecym głosem zapytałam czy moglibyśmy już nigdzie nie zawracać i dojechać na miejsce. Paniusie się obruszyły, że nikt nigdzie nie zawraca, a ja nie wiem co dalej, bo zasnęłam. Taka karma.

W Tatrach była piękna pogoda, słońce mocne. Z resztą ten spontan to rezultat ogłoszonej prognozy pogody na weekend przez Kalatówki na ich profilu fb. Zapomniałam o bukłaku do plecaka, więc nie nawadniałam się tak często jak trzeba było, ale gdybym go miała, to całe zapasy wypiłabym zaraz na początku.

2014-07-05_Tatry_0009_r

Turystów sporo, w końcu to już wakacje, a poza tym kręciłam się też po giewontowo-kasprowej stronie. Wystarczyło przejść za Kasprowy w stronę Świnicy i cisza. Z resztą podobnie było gdy schodziłam z Małołączniaka
w niedzielę. Nota bene, trasa wiodąca Kobylarzowym Żlebem tylko w górę, przynajmniej dla mnie. To zejście zmasakrowało moje nogi – gdy wyszłam na proste, czułam drganie mięśni.

Bonusem było spotkanie z naturą, a dokładniej ze zwierzakami. Przed Kasprowym zobaczyłam świstaka znikającego w kamieniach przy szlaku. Najpierw było słychać tylko jakieś brzdąkania, jakby rozbijał puszki. Gdy zaczęłam gwizdać, wystawił główkę i nasłuchiwał.

2014-07-05_Tatry_0037_r

Kolejne spotkanie było z kozicami, które nie chciały zejść ze szlaku. Mogliśmy podejść do nich bardzo blisko. Wcześniej wypatrzyłam dwie pod Kasprowym przy szlaku do Murowańca (gdzie nota bene zaprzestali sprzedawać nalewki, skandal!) i zapytałam grupkę wolontariuszy z TPN czy to niedźwiedzie (było daleko). Dziewczyna w grupce tak się tym przypuszczeniem podnieciła, że aż pobiegła sprawdzić, ale wróciła po chwili niepocieszona. Można powiedzieć, że nabiłam ją w kozicę.

2014 07 05_Tatry_0070

Na Kasprowym musiałam coś zjeść, zapłaciłam skandaliczne 34zł za 0,2l wody, pyzy, sernik i slice pizzy, który zjadłam przed uwiecznieniem, bo byłam bardzo głodna.

2014-07-05_Tatry_0039_4

Myślałam nawet o tym, żeby w niedzielę wyskoczyć na Świnicę, ale raz, że nie miałabym czasu, a dwa – obejrzałam sobie filmik z trasy i na razie jeszcze nie jestem gotowa. Jeżeli będe miała srać ze strachu, to przynajmniej wolałabym być w formie i móc zaciskać zwieracze. Zamiast świnickich emocji zafundowałam sobie bieg z Murowańca do Kuźnic.

A w niedzielę zrobiłam krótszą trasę, ale dużo bardziej wymagającą. Z Małej Łąki dojechałam do Zakopanego stopem, dalej busem do Kuźnic i na resztkach oparów dotarłam do Kalatówek, spóźniona z wymeldowaniem się o 1.5h. Dałam sobie 30 minut na spakowanie i prysznic, a potem to już byle do Kuźnic, na Krupówki – na rydze, jagnięcinę i miodulę.

DSCF7482_Bacowka_rydze

Więcej zdjęć tutaj.

PS Nie mam weny do pisania o Turcji, chociaż bardzo chcę i mam sporo materiału. Mam nadzieję, że się przełamię już niedługo, zanim pamięć wywietrzeje.


jak ja lubię się czasem upodlić, cz. III


jak ja lubię się czasem upodlić, cz. II


jak ja lubię się czasem upodlić, cz. I


taka pogoda

DSCF6837_rain_dog


o tureckiej polityce na mazowszu

Yusuf jest w Polsce od półtora roku. Został sprowadzony do Polski, bo z fryzjerskiego sprzętu potrafi obsługiwać więcej niż golarkę i zwykle nożyczki. Poza tym, zna preferencje Turków ceniących to, do czego przyzwyczaili się w domu.

Yusuf miał też na etacie damską fryzjerkę i kosmetyczkę, ale polska tradycja nie przewiduje tych dwóch usług w tym samym czasie. Teraz to typowo męskie miejsce, z turecką telewizją i turecką herbatą.

Tu korzysta się z brzytwy. Pod lustrem jest zlew, co by klient mógł bez wstawania pochylić głowę do obmycia twarzy, tudzież szyi i głowy. Postrachem upartego owłosienia na uszach jest płonąca wata. Wszystko wykonane starannie, zgodnie z oczekiwaniem tureckiego mężczyzny, bo zawsze i wszędzie usługa wygląda tak samo. Mimo, że nie dla mnie, przyglądanie się temu rytuałowi to czysta przyjemność. Parzę na ten rytuał, parzę usta na tulipanowej szklaneczce herbaty i znęcam się nad mózgiem, by zrozumieć co się mówi.

Yusuf jest wiernym zwolennikiem AKP i Erdoğana. Tak jak większość Turków, po pierwszej grzecznościowej wymianie zdań zaprasza do znajomości na FB i jego zaproszenie jest akceptowane. Wsród znajomych są też jego klienci o odmiennej przynależności politycznej. W ten sposób jedna i druga strona śledzi co się mówi za barykadami.

Pytany o ostatnie rewelacje korupcyjne w obozie AKP, Yusuf przyznaje, że jeżeli ma wybór głosowania na wierzącego nieuczciwego lub niewierzącego uczciwego, wybierze tego pierwszego. Poza tym, sprawia mu przykrość to co pisze o nim, czyli o elektoracie AKP, elektorat sekularny, republikański (partia CHP). Że to głupcy, zaślepione stado owiec. I to ich też jednoczy przy urnie.

turkish_hairdresser_PL


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 100 other followers