polisz arkitekczer

Obok Polskiej Myśli Inżynierskiej, to kolejna instytucja, dzięki której, jak kraj długi i szeroki, możemy kontemplować (nie mylić z pluciem pod kątem)  wiele śmiałych i zaskakujących rozwiązań.

Na ul. Grójeckiej, róg Korotyńskiego, miasto postawiło trzy stojaki rowerowe. Chwała im za to, ale po wuj, pytam grzecznie. I dlaczego akurat w tym miejscu?

Na poniższym zdjęciu widać, że stojaki zostały ustawione na środku wąskiego chodnika, który prowadzi do kwiaciarni. Nie można ich obejść, bo z lewej strony jest trawnik, a z prawej legalnie funkcjonujący bazarek. Dla klietów i właścicieli kwiaciarni oraz bazarku jest to niewygodnie rozwiązanie.

20140812_170413_Grojcka_bike_stands

Co ciekawe, za bazarkiem jest dużo więcej miejsca. Tylko nadal nie wiem dlaczego w ogóle akurat tu – na tym skrzyżowaniu.

20140813_163140_Grojecka_bike_stand

Właścicielka kwiaciarni powiedziała, że podobno nawet planowano postawić te stojaki właśnie tam, ale ostatecznie przyjechali pewnego dnia, podumali i ustawili jak ustawili.

Jeżeli ktoś rozgryzł o co chodzi, będę zobowiązana za wyjaśnienia. A może w ogóle zapytam u źródła – jestem ciekawa odpowiedzi.


zielony spontan

Wracałam dzisiaj z porannej jogi rowerem miejskim, a na rowerze – wiadomo – człowiek jest wolny. Skręciłam zatem z prostej drogi do domu i wstąpiłam na BioBazar. Podobno robi się modne kręcenie nosem na hipsterskie słownictwo i teraz chadza się na targ, ale z moim skrzywieniem tureckim preferuję nazwę bazar (pazar).

Właściwie straciłam kawałek serca do tych miejsc, przede wszystkim ze względu na ceny i tzw. przerost formy nad treścią. Ale lubię jedzenie, wyszukiwanie kulinarnych ciekawostek i inspiracji, więc wpadam, żeby nawet tylko popatrzeć.

Tym razem nie zawiodłam się. Nawet nie weszłam do hali z kosmicznie wycenionymi pomidorami i byle jakimi serami. Moją uwagę przykuła zielenina na stoisku u Pana Benedykta – mlecz, pokrzywa (którą trzeba sumiennie podcinać, by nie wyrosła i zakwitła) oraz dziurawiec (na wątrobę, jeżeli ktoś ja ma – dodał Pan Benedykt).

Miałam mało pieniędzy, więc kupiłam najpierw tylko pęczek pokrzywy i mleczu. – Pani bierze wszystko, a pieniądze za tydzień. Jednak tydzień to sporo czasu, kto wie, co wtedy będzie. Pojechałam do bankomatu, zatankowałam portfel i wróciłam po resztę.

2014-07-26_biobazaar_1702_r

Jestem właśnie po sałatce z mleczu (dodałam znowu physalis, pomidory, czosnek, łyżkę syropu z granatu i oliwę) i czekam, aż mnie zdrowie zacznie rozpierać.


lucek nie lubi jagnięciny

I słusznie, nie muszę się z nim dzielić.

A właśnie, byłam właśnie u rzeźnika Mustafy. Pokroił na kotleciki żeberka jagnięce, zmielił mięso na coś innego. Zupełnie jak w Turcji.

A potem w sklepie pod blokiem trafiłam na przecenę physalis, z prawie 7pln na 0.99pln. Zgarnęłam 5 opakowań, jutro idę po resztę. Kupowałam te owoce w Turcji i, mimo że pochodzą z Ameryki Południowej, te w sklepie były właśnie z Turcji. Są jak małe pomidorki, tylko bardziej słodkie.

2014-07-24_1690_physalis

Robię z nich sałatkę dodając nektarynkę, pomidor, orzechy (tym razem pistacje), ser kozi, bazylię, pul biber i syrop z granatu (kwaskowaty przecina słodkość).

2014-07-24_1692_salad

A na główne kuzu pırzola z batatem, posypane rozmarynem i pul biber. W nagrodę po niechcianym bieganiu.

2014-07-24_1696_kuzupirzola


sezon na Atatürka

Serio? Sezon? Przecież jest wszędzie i zawsze. W aptece i restauracji. Na skwerze i w nazwie lotniska. W publicznej debacie i sercach Turków. I tutaj.

A jednak. We wschodniej prowincji Ardahan jest właśnie sezon na Atatürka. Od połowy lipca do połowy sierpnia mieszkańcy okolicznych wiosek oraz przyjezdni gromadzą się wspólnie celebrując nieśmiertelnym tureckim piknikiem pojawienie się Wodza.

“(…) ludzie wstrzymują oddech. Czasem płaczą ze wzruszenia. Wszyscy wtedy stają się równi, razem czczą pamięć Mustafy Kemala Ataturka. Nagle zaczynają bić w bębny, śpiewać i ucztować na cześć byłego prezydenta. Następnie wszyscy zebrani ślubują bronić pamięci Ataturka i Turcji przed wrogami.”

Nie przemawia, nie ściska dłoni zebranym, nie głaszcze dziecka po głowie. Zwrócony do zebranych profilem, milczy. A potem powoli się rozpływa.

Więcej zdjęć tutaj.


hej ho, hej ho…i mały komunikat

To już (dopiero?) drugi wypad w Tatry od powrotu do Polski. I kolejny bolesny, bo dawno to było, kiedy z plecakiem wypełnionym karimatą, śpiworem, prowiantem i ciuchami na zmianę śmigałam po szlakach w tempie szybszym niż te na tabliczkach lub na mapach. Ale, ale – nadzieja matką głupich – jeszcze kilka takich wyjazdów, parę kilosów mniej (i nie chodzi tu
o dystans) i może zaśpiewam znowu hej ho, hej ho bez zadyszki i zgonu na podejściu.

Przygoda zaczęła się już w piątek wieczorem, bo niczego nieświadoma wsiadłam do autobusu kierowanego przez kierowcę nieznającego trasy albo znającego, ale otumanionego przez grupkę jakichś radosnych paniuś o niejasnych motywach. Nie wiem, bo przespałam całą noc i tylko w chwilach krótkiego
i niepełnego przebudzenia na rozmasowanie  zdrętwiałych pośladków słyszałam “to chyba tu” i “teraz w lewo” albo “teraz w prawo”.

Do Zakopanego przybyliśmy z godzinnym opóźnieniem, ale jeszcze tuż przed celem radosne paniusie obmyślały jakby tu zaliczyć klopik na stacji benzynowej, do której trzeba byłoby zawracać. To było już ponad moje siły
i zaspanym, mało kobiecym głosem zapytałam czy moglibyśmy już nigdzie nie zawracać i dojechać na miejsce. Paniusie się obruszyły, że nikt nigdzie nie zawraca, a ja nie wiem co dalej, bo zasnęłam. Taka karma.

W Tatrach była piękna pogoda, słońce mocne. Z resztą ten spontan to rezultat ogłoszonej prognozy pogody na weekend przez Kalatówki na ich profilu fb. Zapomniałam o bukłaku do plecaka, więc nie nawadniałam się tak często jak trzeba było, ale gdybym go miała, to całe zapasy wypiłabym zaraz na początku.

2014-07-05_Tatry_0009_r

Turystów sporo, w końcu to już wakacje, a poza tym kręciłam się też po giewontowo-kasprowej stronie. Wystarczyło przejść za Kasprowy w stronę Świnicy i cisza. Z resztą podobnie było gdy schodziłam z Małołączniaka
w niedzielę. Nota bene, trasa wiodąca Kobylarzowym Żlebem tylko w górę, przynajmniej dla mnie. To zejście zmasakrowało moje nogi – gdy wyszłam na proste, czułam drganie mięśni.

Bonusem było spotkanie z naturą, a dokładniej ze zwierzakami. Przed Kasprowym zobaczyłam świstaka znikającego w kamieniach przy szlaku. Najpierw było słychać tylko jakieś brzdąkania, jakby rozbijał puszki. Gdy zaczęłam gwizdać, wystawił główkę i nasłuchiwał.

2014-07-05_Tatry_0037_r

Kolejne spotkanie było z kozicami, które nie chciały zejść ze szlaku. Mogliśmy podejść do nich bardzo blisko. Wcześniej wypatrzyłam dwie pod Kasprowym przy szlaku do Murowańca (gdzie nota bene zaprzestali sprzedawać nalewki, skandal!) i zapytałam grupkę wolontariuszy z TPN czy to niedźwiedzie (było daleko). Dziewczyna w grupce tak się tym przypuszczeniem podnieciła, że aż pobiegła sprawdzić, ale wróciła po chwili niepocieszona. Można powiedzieć, że nabiłam ją w kozicę.

2014 07 05_Tatry_0070

Na Kasprowym musiałam coś zjeść, zapłaciłam skandaliczne 34zł za 0,2l wody, pyzy, sernik i slice pizzy, który zjadłam przed uwiecznieniem, bo byłam bardzo głodna.

2014-07-05_Tatry_0039_4

Myślałam nawet o tym, żeby w niedzielę wyskoczyć na Świnicę, ale raz, że nie miałabym czasu, a dwa – obejrzałam sobie filmik z trasy i na razie jeszcze nie jestem gotowa. Jeżeli będe miała srać ze strachu, to przynajmniej wolałabym być w formie i móc zaciskać zwieracze. Zamiast świnickich emocji zafundowałam sobie bieg z Murowańca do Kuźnic.

A w niedzielę zrobiłam krótszą trasę, ale dużo bardziej wymagającą. Z Małej Łąki dojechałam do Zakopanego stopem, dalej busem do Kuźnic i na resztkach oparów dotarłam do Kalatówek, spóźniona z wymeldowaniem się o 1.5h. Dałam sobie 30 minut na spakowanie i prysznic, a potem to już byle do Kuźnic, na Krupówki – na rydze, jagnięcinę i miodulę.

DSCF7482_Bacowka_rydze

Więcej zdjęć tutaj.

PS Nie mam weny do pisania o Turcji, chociaż bardzo chcę i mam sporo materiału. Mam nadzieję, że się przełamię już niedługo, zanim pamięć wywietrzeje.


jak ja lubię się czasem upodlić, cz. III


jak ja lubię się czasem upodlić, cz. II


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 101 other followers