every little thing

Może nie takich dobrych wiadomości oczekuję ostatnio od życia, ale hej… Turecki Market otworzył nową filię na Marszałkowskiej i wpadłam tam dzisiaj przy okazji bycia w okolicy. Ku mojej uciesze, w końcu trafiłam na şalgam marki Doğanay, czyli napój fermetnowany z czarnej marchwii.

Kiedyś można było kupić w Samirze, ale potem zostały im jakieś niesmaczne produkcje na rynek niemiecki. Ledwo poznałam z nowym, nowoczesnym logo.

image

Trochę później tego samego dnia zawitałam u rzeźnika Mustafy i wzięłam na próbę biber ezmesi, czyli ostrą pastę z papryki. Trochę nie pasował mi emulgator jako składnik, ale mimo wszystko, wrażenia pozytywne, jutro rano będzie jazda na ostro, że tak powiem.

image

W każdym razie, pasta świetnie sprawdziła się jako dodatek do köfte.

image

Aha, i pamiętajcie o cukierni Tudel w podziemiach w Centrum (albo daleko w Raszynie). Znajdzie się małe Conieco do tureckiej herbaty po kolacji.

image


happy end i reinkarnacja przed śmiercią

Zabrakło mi miejsca na kuchennym stole zastawionym wszystkim i niczym. Przesunęłam deskę do krojenia i bęc bum trach. Kurwa.

image

Zostały mi dwa stare ulubione kubki i właśnie jeden z nich się, delikatnie mówiąc, uszczerbił. Chociaż trzeba mu przyznać, jest twardy. Można było myśleć o rewiatlizacji. Byle nie klejem, bo trucizna, itp.

Długo nie szukałam w necie. Znalazłam pracownię, w której dziewczyna robi biżuterię ze starych talerzy, kubków, itp. Biżuteria z talerzy. Oddałam kubek, oddałam odpryski i dałam wolną rękę.

Oto wyniki. Jestem kontent. Bałdzo.

image

image


o mamo, ale umami

Dzisiaj musiałam trochę improwizować, bo nie zaplanowałam zakupów na te dwa dni, a że nie świętuję, to też nie przygotowałam żadnych potraw w ilości jak na jakąś klęskę i co pozwoliłoby przetrwać w piwnicy przez tydzień albo
i dłużej.

Miałam w lodówce pozostałości po indyku pieczonym w piekarniku – galareta
i trochę tłuszczu, które zawsze zostawiam i stosuję do smażenia i gotowania różnych różności.

Wykorzystałam tego trochę do ugotowania kaszy bulgur, do której dodałam też w trakcie gotowania trochę soku z limonki. W osobnym garnku poddusiłam na tych indyczych sosach grzyby shiitake i młodą kapustę z czosnkiem, rozgniecionym (ale nie mielonym) kminem, ziarnami kolendry, świeżo zmielonym czarnym pieprzem i białym winem.

Czary mary w 20 minut.

IMG_20160327_205613


bardzo ważny bieg

Bardzo ważny, bo się odbył. W dniu zasłużonej zjebki od lekarza za niesubordynację, dalszego ciągu złych wiadomości i namiętnego zniesmaczenie sobą. Zmęczona koniecznością przebywania przez zbyt wi…

Source: bardzo ważny bieg


love is in the air

Widok z 22-go piętra.

image


podróże kształcą

Przyleciałam do Singapuru w ramach podróży służbowej. Z dosyć sporą grupką rodaków. Nie znam ich za dobrze, praktycznie w ogóle, oprócz może dwóch osób. Spędzam z nimi całe dnie. Uważam, że to bardzo kształcące doświadczenie.

Między innymi, dowiedziałam się w trakcie wspólnych podróży do biura, że w Singapurze jest dużo jednokierunkowych ulic. Niemal jak w Łodzi. Poza tym, to miasto bez klimatu, takie blokowisko. Nie jak Warszawa, w której architektonicznie zaczęło się zmieniać na dobre, w końcu jest ciekawie.

Jak to można zupełnie inaczej spojrzeć na świat, prawda? Dzisiaj np. poszłam pobiegać po parku MacRitchie Reservoir, takim Lesie Kabackim. Niemal.

image

image


ku przestrodze

Pisałam już wczoraj, żeby nie zawracać sobie głowy noworocznymi postanowieniami. A jednak sama dałam się wciągnąć w tę sekciarską lekturę. Przy każdym kliknięciu w kolejny link powtarzałam sobie, że jestem odporna,  że mnie to nie rusza, a przeglądam tylko z ciekawości.

Jednak z każdym przeczytanym artykułem moja czujność słabła i w końcu wpadłam. I to nie w jakiś detoks cukrowy albo inne “od nowego roku biegam“. Nie. Poszłam w hardkor. Zaczęłam rozważać tzw. suchy styczeń. 31 dni bez alkoholu.

To nie mogło ujść płazem. Trzask! Prask! Kabum! Pfffszszsz! Pojawił się nagle Duch Szkockiej Whisky i strącił, tuż pod moje stopy, jedną z dwóch zakupionych dzień wcześniej butelek.

Powinnam była rozpaczać, wyrywać włosy z głowy. Tymczasem przyglądałam się rozgrywającej się tragedii bez emocji. Co więcej, ogarnął mnie dziwnie błogi spokój i dopiero po chwili zrozumiałam, że do mózgu dotarł zapach dymu, torfu i morskiej bryzy.

Z transu wyrwał mnie Duch pogardliwym “oszczędziłem ci sprzątania odrobinek szkła, bo butelka była jeszcze w pudełku. Ale na przyszłość, nie wkurwiaj mnie.”

Dwa razy nie trzeba mi powtarzać, nie będę igrać z losem. Czego i Wam, Drodzy Czytelnicy, serdecznie radzę.

10724178_1950724075153714_1522264826_n


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 72 other followers