jak można było nie przyjeżdżać tutaj wcześniej

Takie retoryczne pytanie zadała jedna pani swojemu towarzyszowi po udanych, jak mniemam po zadowolonych minach, zakupach w gospodarstwie Majlert na warszawskiej Białołęce.

image

Ja też dałam się wciągnąć i od początku sezonu wsiadam na rower i w każdą sobotę jadę te 20km po zapas zieleniny na nadchodzący tydzień.

image

A propos, gdyby ktoś się zastanawiał jak udaje mi się utrzymać zielone w dobrym stanie przez cały tydzień, odpowiedź jest prosta. Najpierw myję, potem zawijam w wilgotny ręcznik papierowy, a na koniec zamykam w strunowej torebce plastikowej.

Po ostatnich zakupach zrobiłam sałatkę tabbouleh, która wołała o tzw.  “libańską przyprawę siedem przypraw”, albo inaczej zwaną baharat (advieh w języku perskim). Przyprawa nie jest stricte libańska i jest wspólna dla kuchni całego Bliskiego Wschodu. Różni się jedynie składnikami w zależności od regionu.

image

Po przejrzeniu licznych wersji przepisów dostępnych w internetach, stworzyłam swoją mieszankę – wszystkiego po równo, chociaż polecam poeksperymentować z ilością goździków, bo jednak lubią dominować:

czarny pieprz (podwójna ilość wobec pozostałych składników)
ziele angielskie
ziarna kolendry
kumin
goździki
gałka muszkatołowa
kardamon
cynamon
mielony imbir

Ooops, nie zmieściłam się w siedmiu. Ale co tam, przyprawa jest boska. Wersja turecka dodatkowo zawiera suszoną miętę.

image

Trzeba oczywiście wszystko samemu ubić w moździerzu, ale na tym właśnie polega cała przyjemność. Nie wspominając o roznoszących się zapachach.


nieuchronna wola moich demonów

Kierat 2016 – relacja, część I …ciąży nade mną niczym fatum nad bohaterami tragedii greckiej. Ale, żeby nie popaść w zbędny patos, bo w końcu mówię tylko o spakowaniu plecaka na Kierat, sparafrazuję prostymi słowami: znowu zje*ałam. No, może nie wszystko, bo buciory kupiłam z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, a spodnie, dopinaną torbę do plecaka i stuptuy całe […]

via nieuchronna wola moich demonów — I Started Training Only Yesterday


every little thing

Może nie takich dobrych wiadomości oczekuję ostatnio od życia, ale hej… Turecki Market otworzył nową filię na Marszałkowskiej i wpadłam tam dzisiaj przy okazji bycia w okolicy. Ku mojej uciesze, w końcu trafiłam na şalgam marki Doğanay, czyli napój fermetnowany z czarnej marchwii.

Kiedyś można było kupić w Samirze, ale potem zostały im jakieś niesmaczne produkcje na rynek niemiecki. Ledwo poznałam z nowym, nowoczesnym logo.

image

Trochę później tego samego dnia zawitałam u rzeźnika Mustafy i wzięłam na próbę biber ezmesi, czyli ostrą pastę z papryki. Trochę nie pasował mi emulgator jako składnik, ale mimo wszystko, wrażenia pozytywne, jutro rano będzie jazda na ostro, że tak powiem.

image

W każdym razie, pasta świetnie sprawdziła się jako dodatek do köfte.

image

Aha, i pamiętajcie o cukierni Tudel w podziemiach w Centrum (albo daleko w Raszynie). Znajdzie się małe Conieco do tureckiej herbaty po kolacji.

image


happy end i reinkarnacja przed śmiercią

Zabrakło mi miejsca na kuchennym stole zastawionym wszystkim i niczym. Przesunęłam deskę do krojenia i bęc bum trach. Kurwa.

image

Zostały mi dwa stare ulubione kubki i właśnie jeden z nich się, delikatnie mówiąc, uszczerbił. Chociaż trzeba mu przyznać, jest twardy. Można było myśleć o rewiatlizacji. Byle nie klejem, bo trucizna, itp.

Długo nie szukałam w necie. Znalazłam pracownię, w której dziewczyna robi biżuterię ze starych talerzy, kubków, itp. Biżuteria z talerzy. Oddałam kubek, oddałam odpryski i dałam wolną rękę.

Oto wyniki. Jestem kontent. Bałdzo.

image

image


o mamo, ale umami

Dzisiaj musiałam trochę improwizować, bo nie zaplanowałam zakupów na te dwa dni, a że nie świętuję, to też nie przygotowałam żadnych potraw w ilości jak na jakąś klęskę i co pozwoliłoby przetrwać w piwnicy przez tydzień albo
i dłużej.

Miałam w lodówce pozostałości po indyku pieczonym w piekarniku – galareta
i trochę tłuszczu, które zawsze zostawiam i stosuję do smażenia i gotowania różnych różności.

Wykorzystałam tego trochę do ugotowania kaszy bulgur, do której dodałam też w trakcie gotowania trochę soku z limonki. W osobnym garnku poddusiłam na tych indyczych sosach grzyby shiitake i młodą kapustę z czosnkiem, rozgniecionym (ale nie mielonym) kminem, ziarnami kolendry, świeżo zmielonym czarnym pieprzem i białym winem.

Czary mary w 20 minut.

IMG_20160327_205613


bardzo ważny bieg

Bardzo ważny, bo się odbył. W dniu zasłużonej zjebki od lekarza za niesubordynację, dalszego ciągu złych wiadomości i namiętnego zniesmaczenie sobą. Zmęczona koniecznością przebywania przez zbyt wi…

Source: bardzo ważny bieg


love is in the air

Widok z 22-go piętra.

image


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 72 other followers