ku przestrodze

Pisałam już wczoraj, żeby nie zawracać sobie głowy noworocznymi postanowieniami. A jednak sama dałam się wciągnąć w tę sekciarską lekturę. Przy każdym kliknięciu w kolejny link powtarzałam sobie, że jestem odporna,  że mnie to nie rusza, a przeglądam tylko z ciekawości.

Jednak z każdym przeczytanym artykułem moja czujność słabła i w końcu wpadłam. I to nie w jakiś detoks cukrowy albo inne “od nowego roku biegam“. Nie. Poszłam w hardkor. Zaczęłam rozważać tzw. suchy styczeń. 31 dni bez alkoholu.

To nie mogło ujść płazem. Trzask! Prask! Kabum! Pfffszszsz! Pojawił się nagle Duch Szkockiej Whisky i strącił, tuż pod moje stopy, jedną z dwóch zakupionych dzień wcześniej butelek.

Powinnam była rozpaczać, wyrywać włosy z głowy. Tymczasem przyglądałam się rozgrywającej się tragedii bez emocji. Co więcej, ogarnął mnie dziwnie błogi spokój i dopiero po chwili zrozumiałam, że do mózgu dotarł zapach dymu, torfu i morskiej bryzy.

Z transu wyrwał mnie Duch pogardliwym “oszczędziłem ci sprzątania odrobinek szkła, bo butelka była jeszcze w pudełku. Ale na przyszłość, nie wkurwiaj mnie.”

Dwa razy nie trzeba mi powtarzać, nie będę igrać z losem. Czego i Wam, Drodzy Czytelnicy, serdecznie radzę.

10724178_1950724075153714_1522264826_n


porady od serca na Nowy Rok i nowy rok

Może jeszcze nie jest za późno i zdążycie przeczytać jak poprawnie odpalać sylwestrowe (i nie tylko) petardy i rakiety. Albo w ogóle dajcie sobie z tym spokój.

image

Możecie sobie też odpuścić jedno z najpopularniejszych z noworocznych postanowień. To bez sensu.

Wersja do przeczytania tutaj.


wesołych melodii

I strojnej choineczki.

2015-12-24 17.07.43


andrzejki mikołajki i inne barbórki

Dlaczego zatem nie Koszyczki? Zarządzam Dzień Koszyczka na rządanie. Okazja na spontaniczny, ale zdecydowanie nieprzypadkowy, prezent dla Koszyczka. Od Koszyczka. Dziękuję! Na zdrowie, Koszyczku!

Koszyczek, otoczony życzliwymi, słyszy od jednego i drugiego, że to właśnie oni, a nie inni “naprawdę Cię kochamy, to i owo jest dla Ciebie najlepsze”. I przytakuje. I kupuje sobie patelnię. Małą. Żeliwną. Emaliowaną. Do smażenia na palnikach przeróżnych i zapiekania w piekarniku. I można się nią skutecznie w łeb puknąć.

Czerwoną ♡

Gęsie udo smażone skórą na dół, aż ona chrupką będzie.

Na pozostałym tłuszczu czosnek, ziarna kolendry i rozmaryn pod wątróbkę z królika. Zredukowane czerwonym winem.

image

Powstał z tego pasztet do smarowania chleba, z wmiksowaną główką pieczonego czosnku.

image

image

Albo przegrzebki, najpierw lekko podduszone na maśle i oliwie z czosnkiem i marynowanym zielonym pieprzem, potem wrzucone pod grzałkę w piekarniku.

image

Ale testem ponad testy było smażenie sardynek. Ani się nie przylepiały, ani nie rozpadały. Były chrupiące, bez panierki.

Podobno mam na niej jakiś chrust zrobić, ale chyba się komuś pomyliło, bo gdzie chrust na patelnię. Raczej pod.


robi się i robi się… i nadal się robi

Jabłka wstawiłam, na ocet. Wg. tego przepisu powinien być gotowy w ciągu czterech tygodni, a wg. tego nawet w ciągu dwóch.

Pierwszy sęk w tym, że nie zapisałam daty rozpoczęcia tej octowej operacji, a do czasu miałam zawsze dosyć pobłażliwe podejście: często przymykałam oko, gdy nie zawsze udawało mu się skoordynować jego upływ z moimi planami. Tak na przymrużone oko, miesiąc z pewnością już minął. Ale czy dwa lub dwa i pół…?

Przez długi czas nic się nie działo z tym octem-wanna-be. Na początku był zwykłą słodką wodą z kawałkami jabłek. Jednak powoli przeistaczał się w gęsty syrop i chyba nawet przez chwilę widziałam coś, co mogło być zalążkiem matki. Trochę się martwiłam tą słodkością, bo żadne z próbowanych przeze mnie kupnych octów nie były słodkie.

Codziennie wtrząłam, ale nie mieszałam, słoikiem, żeby uwolnić zbierający się gaz. Od czasu do czasu smakowałam; nadal był słodki, chociaż coraz mniej. Uwydatniły się nuty drożdżowe, a w pewnym momencie pojawiła się kwaskowość.

Dzisiaj mikstura w słoiku nadal jest lekko oleista, pozostał cień słodkości i echo odległej szansy na wino.

Drugi sęk w tym, że działam po omacku. Mogę jedynie porównać do rzekomo ekologicznego octu jałbkowego ze sklepu. Jeżeli to ma być punktem odniesienia, to zamelduję się z następną aktualizacją za rok.

Ahoj.

image


shakshouka, şakşuka i menemen, czyli niezły melanż kulinarny

Jednym z moich ulubionych tureckich śniadań to menemen: w wersji podstawowej jaja zapiekane z pomidorami i papryką (często ostrą). Praktycznie to samo danie znane jest w krajach Bliskiego Wschodu (Tunezja, Algier, Maroko, Egipt, Libia, Liban, Izrael) pod nazwą shakshouka. Różnią się tym, że w tureckiej wersji jajka są mieszane jak do jajecznicy, a w wersji nietureckiej zapiekane w całości. Te dwie potrawy nie różnią się jednak tylko nazwą i stanem “poruszenia” jajek, ale również pochodzeniem.

12106044_165745350439287_753870512_n

Oprócz tego, istnieje też turecka şakşuka w postaci warzywnej meze, czyli jednej z wielu przystawek podawanych do rakı. To poprostu duszony bakłażan, marchewka, cukinia, papryka i czasem ziemniaki.

12139883_311963915645268_278180709_n

Turecka şakşuka wywodzi się z dania o tej samej nazwie, bardzo popularnego w Imperium Osmańskim gulaszu z warzywami i mięsem mielonym lub wątrobą owczą. I to on był wspólnym mianownikiem dla jakże różniących się dzisiaj “jajecznej” shakshouki i  meze-şakşuki.

W czasach imperium, şakşuka rozprzestrzeniła się po całym terenie Bliskiego Wschodu, stopniowo adoptując pomidory i paprykę – nowości sprowadzone z Ameryki, a niekiedy gubiąc mięso. Wg. Encyclopedia of Jewish Food, to właśnie Żydzi gotowali wersję bezmięsną dodając jajka, zgodnie z zasadami pareve (w skrócie składniki neutralne, nie miesne i nie mleczne, np. jajka, ryba).

Zapewne oprócz wpływów religijnych, do “zubożenia” tej potrawy przyczyniły się też względy ekonomiczne. W pewnym momencie shakshouka stała się bardzo popularnym daniem dla niezamożnej klasy robotniczej.

Natomiast menemen, podobno, czerpie swoją nazwę od tureckiego miasta, uwaga, Menemen, leżącego na północ od Izmiru. Samo słowo jest greckie, oznacza potop i nie ma nic wspólnego z jedzeniem, a raczej z charakterystyką terenu w około miasta.

I to byłoby na tyle, jeżeli chodzi o menemen, które jako takie pozostaje chyba od swoich początków niezmienne, chociaż czasem podawane jest z turecką kiełbasą sucuk.

Oczywiście, takie potrawy jak menemen czy shakshouka istnieją w wielu krajach pod różnymi nazwami, ale bez wątpliwości trafiły one tam przez wszechobecych Turków podbijających świat i szlachetnie dzielących się z nim ich najlepszym pod słońcem jedzeniem. Amen.


#ilovemycat

image

Początki nie były łatwe, gdy razem zamieszkaliśmy. Ja zielona kociara, Lucek prosto z ulicy. Jakoś wtedy obejrzałam tę instrukcję obsługi kota i pomyślałam, że dużo czasu minie, zanim Lucek pozwoliłby mi na taką poufałość. Okazało się jednak, że w ciągu prawie dwóch lat zżyliśmy się z Luckiem jak łyse konie koty i nawet niedawno zastanawiałam się jaki poziom bliskości osiągnęlibyśmy po np. dziesięciu latach bycia razem. Nie wiem i nie dowiem się, bo Lucka zabrała dzisiaj okropna, nieuleczalna kocia choroba. Lucek był kotem wyjątkowym (wiem, każdy tak mówi o swoim zwierzaku, ale ja mam na to świadków). Uwielbiał podróżować komunikacją miejską, chodzić na spacery na smyczy w ogrodzie za blokiem i miziać się na powitanie przez minimum 10 minut. Nie strzelał fochów, jadł bez wybrzydzania i tylko raz nasikał na materac. Swoim radosnym i towarzyskim nastawieniem zdobywał sympatię wszystkich, którzy go spotkali. Nawet właścicieli mieszkania, które wynajmuję. Gdyby Lucek byłby facetem-człowiekiem, to byłby naprawdę równym, wyluzowanym gościem. I z pewnością jarałby jointy i słuchał dobrej muzyki. Gdy już leżał na moim łóżku bez świadomości i powoli przestawało bić mu serduszko, napuszył mu się ogon – taki Luckowy akcent na zakończenie.

Czas posprzątać zabawki i zacząć znowu zamykać drzwi od łazienki.


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 71 other followers