Nasze kochane społeczeństwo

Teatr Powszedniego Dnia

Scena I

Wchodzę do popularnych delikatesów w jednym z stołecznych centrów handlowych. Sklep nie jest duży, lodówka z wędlinami (bo po nią przyszłam) ma kształt odwróconej litery L.  W sklepie jest jedna klientka (pani A), stoi na czubku litery L, ja przy bazie – akurat tam są interesujące mnie produkty, kórym się przyglądam, żeby proces zamawiania przebiegł szybko i sprawnie. Pani A kończy zamawiać, ale za nią ustawiły się już trzy panie (B, C, D). Myślę sobie, e… no źle się ustawiłam, ale wytłumaczę się i przeproszę za zamieszanie. Pani D pyta mnie, czy stoję w kolejce i jeżeli tak, to mam się ustawić na jej końcu. Tłumaczę moją wstydliwą sytuację, że tak nieroztropnie się ustawiłam, ale jestem przed panią B, którą właśnie zaczęła obsługiwać ekspedientka. Przypomniałam się, ekspedientka potwierdziła, że będę następna. Pani D opuszcza sklep oburzona….

Scena II

Zamawiam dwie kaszanki, dwie białe kiełbaski, po 4 plasterki salcesonu (białego i ciemnego – są duże i grube, więc tyle wystarczy) i 4 plasterki szynki wołowej na spróbowanie, bo nie przypominam sobie takiego smaku, a może mi nie smakować. I słyszę za plecami:

– Po cztery plasterki kupować, kto to słyszał…

Scena III:

Wsiadam do autobusu komunikacji miejskiej. Czuję dym papierosowy, ale tym razem nie jest to kierowca. To nabąblowany młodzieniec, który przed chwilą (jak się później dowiem) opróżnił swój żołądek drogą paszczową, a wcześniej jeszcze próbował wyrwać telefon komórkowy z dłoni innej pasażerki (próba kradzieży). Nie wiem dlaczego kierowca nie wezwał policji wcześniej, ale gdy już to robił, nasz młodzieniec zaczął mu grozić uderzając w drzwi kabiny. Uspokoić próbuje go tylko wcześniej zaatakowana kobieta i druga, która została skaleczona broniąc mienie współpasażerki. Kierowca jedzie powoli by dać policji czas na dojazd. Młodzieniec (zupełnie pijany, przypominam) szarpie drzwi i już połową ciała wisi poza autobusem. Dwie kobiety próbują go wciągnąć, żeby nie wypadł i nie zrobił sobie krzywdy. Wzywają mężczyzn na pomoc. Nikt z nich się nie rusza. Zostawiam plecak i pomagam im. Wtedy zjawia się “bohater” i pyta, ale czego panie chcą? Na przystanku stoimy jeszcze chwilę (niecałe 5min) z zamkniętymi drzwiami oczekując na policję. Ludzie z  zniecierpliwieniem przewracają oczami. Poszkodowana pasażerka już nie myśli o tym, co się wcześniej stało. Jest przerażona brakiem reakcji ludzi, którzy ją otaczali.


3 responses to “Nasze kochane społeczeństwo

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: