Monthly Archives: May 2010

W nadwiślańskich oparach absurdu


– Przejścia na dół nie ma, ze względów bezpieczeństwa, ze względu na zagrożenie powodziowe. Trzeba przejść mostem na drugą stronę Wisłostrady i przejść przez ulicę na światłach.

– A ci ludzie przychodzący z dołu, spacerujący i sprzedający hot dogi tam, gdzie ja chcę zejść, nie są zagrożeni?

– Ja nie wiem, takie mam rozkazy.

– Proszę wezwać swojego przełożonego, który jest odpowiedzialny za ten rozkaz.

…tu rozmowa przez krótkofalówkę, pada pytanie do tłumu na jakim moście jesteśmy…

– Przełożony jest za daleko, nie dojedzie.

…tu duszące opary absurdu wywołują falę kulminacyjną słów dezaprobaty…

– To niech Pani już zejdzie na dół, poszuka przełożonego, zapyta Straż Miejską.

…tu, na dole, kolejny patrol policji…

– Nie wiemy…

…tu patrol straży miejskiej, zaraz obok dwóch stoisk z hot dogami

– My dopiero przyszliśmy…

…tu patrol pilnujący samochody zaparkowane na chodniku, trochę dalej, obok małego lokalnego baru ostatnimi dniami oblężonego trochę bardziej niż zwykle…

– A jak są ubrani Ci na moście? Bo to ma znaczenie, mogą być z Legionowa i stamtąd rozkaz… To ja się przejdę i sprawdzę co tam się dzieje.

– To ja się napiję piwa i poczekam na Pana.

– Słusznie, i my po służbie przyjdziemy tu odpocząć.

…tu przerwa…

– Już można schodzić, faktycznie, to absurd jakiś. Ale Pani wie, dlaczego? W normalnym kraju, jak się mówi, że jest bomba i jest niebezpiecznie, ludzie się oddalają w bezpieczne miejsce. U nas lecą obejrzeć jak duża ta bomba. A dzisiaj już dwóch młodziaków po kilku piwach do Wisły wpadło i trzeba było ich wyławiać…

***

…tu inni Niepokorni zmierzają odważnie w Dół, do Strefy Zagrożenia, jeszcze w trakcie obowiązywania Zakazu Schodzenia w Dół…

…Tu Varujemy Nieprzerwalnie 24 godziny na dobę, może ktoś do wody wpadnie, albo ze schodów spadnie…


Melduję wykonanie zadania…

…bo założyłam, że zaliczę kilka punktów i tak też zrobiłam. Nie sądziłam jednak, że tak się zmęczę. Po przejściu 23km (w 5h43min) miałam objawy jak po 80km… Dałam z siebie wszystko. Na trzecim punkcie powiedziałam basta, uroniłam łezkę żalu, przypomniałam sobie kiedy dokładnie odstawiłam kule oraz dlaczego przeszłam tylko te żałosne 23km zamiast Stu po Beskidzie Wyspowym i zawinęłam się w śpiwór. O 3a.m. przybył transport i wróciłam do bazy. To nowe doświadczenie dla mnie – zejście z trasy, ale raz wystarczy. Czekam z niecierpliwością na dzień, w którym zacznie się prawdziwy trening i w przyszłym roku doczłapię sama do bazy. Brudna, zmęczona i szczęśliwa.


A w międzyczasie, czy to w nagrodę czy na pocieszenie:

Ciasto nie miało czasu fermentować przez noc w lodówce,  ale proporcje musiały mi się wyjątkowo udać:

  • drożdże, mąka, woda, sól, cukier, olej.

Zagniecione ciasto przykryłam wilgotną szmatką i wstawiłam do lodówki. W międzyczasie zrobiłam sos. Najpierw wszystkie składniki poddusiłam, a następnie zmiksowałam:

  • zielona papryka, kilka pęczków pietruszki, cebula, czosnek, pomidory (bez skórki), bazylia, oregano, zioła prowansalskie, jakieś ziele hinduskie, ostra papryczka.

Kulkę ciasta rozłożyłam na folii, rozwałkowałam. Sos ułożyłam. A na sosie:

  • żółty ser, cebula, posiekane kapary, rozgnieciony czerwony sos marynowany, grube plastry świeżego pomidora, cienkie plastry boczku wędzonego.

Na koniec jeszcze raz posypałam wszystko ziołami prowansalskimi, pizzę na folii włożyłam do rozgrzanego piekarnika i piekłam. Na oko. Jak już myślałam, że była gotowa, to ją wyjęłam, zsunęłam z folii na kratkę i wsunęłam jeszcze na chwilę do piekarnika. Gotową, czekającą na schrupanie, polałam oliwą z rozgniecionym czosnkiem. A w lodówce szykuje się kolejna kulka na jutro 😉


Drobiazg, a cieszy

Tu były tanie ciuchy. A teraz jest tania książka. Ale nie bank 🙂


Ślimaki



W międzyczasie poza miastem…




Dostałam maila z zaświatów….

Kochani!
Zapomnijmy o waszych “pogladach” i spojrzmy prawdzie w oczy, ze bezkrytyczne stanie przy nich pozwala polskim wladzom do calkowitego oddania Polski pod wplywy rosyjskie.
Uswiadomcie to wszystkim znajomym, bo niebawem bedzie za pozno.
Nie gniewajcie sie za moja natarczywosc, musicie mi zaufac i uwierzyc ze korzystajac ze stale tych samych zrodel informacji zyjecie w “matrix” i nie wiecie co jest klamstwem a co prawda, kto jest zdrajca a kto jest patriota.

I o ile przesłanie i intencje są dobre, to dlaczego w ten sposób?!


Botwinka party!

Jeżeli botwinka jest młoda i niewyrośnięta, to wrzucam podarte liście z łodygami. Z tych wyrośniętych biorę tylko liście. I polewam sosem. A do sosu  syrop klonowy, oliwa, delikatny ocet winny (biały), rozgnieciony marynowany pieprz czerwony, świeżo mielony czarny pieprz, posiekane kapary, sok limonki. Można dodać rozgnieciony czosnek. Do sałaty można również dodać inne liście, np. wczoraj z bowinką zmieszał się młody szpinak.