Monthly Archives: June 2010

Teleaudiowybory

TVN24 zaprasza do zabawy (poranny cytat) i pyta kogo poprze Napieralski. Nareszcie ktoś bez obłudy mówi o wyborach. Takich wyborach. A kasa na spoty zachęcające powinna pójść na narodową grylparty. I wtedy się społeczeństwo zjednoczy. Aby się zabawić, kliknij na zdjęcie. Aha, czekam na moment, kiedy zagłosujemy w audiotele: jak się nazywa kot Jarosława? co w ostatnią niedzielę miesiąca gotuje żona Bronka?*

Źródło: tvn24.pl
*Koszt esemesa….


Zblazowane żubry, strypowane łosie… czyli białowieski klasyk.

Wieczorem, przyjechaliśmy na nasz ulubiony kemping, który nie ma kafelków w prysznicu, ale jest położony w lesie, z dla od ulicy i ma ciepłą wodę 24h 😉 Tę rustykalność doceniają turyści zagraniczni i nieliczni krajowi. Pozostali wybierają pusty plac bez drzew i przy ulicy, ale za to z kafelkami. I dobrze, przynajmniej jest cicho i spokojnie.

Na miejscu, wieczorem, przywitały nas komary i mrówki. Z komarami, wiadomo, to walka o krew i życie. Natomiast mrówki były duże  i czerwone i zrobienie im zdjęcia oznaczało stanie bez ruchu w ich gronie zbyt długo 🙂

Natomiast rano…

…na kawę wpadła żabka, a winniczek wpakował się w sam środek mrowiska czerwonych mrówek i się przy tym trochę spienił.

Podczas ostatniej wizyty w Puszczy wpadliśmy na stado żubrów żyjących na wolności i to spotkanie nieźle nam wtedy podniosło adrenalinę. Nie łudzimy się, że znowu nam się to przydaży, więc po kawie i śniadaniu pojechaliśmy pooglądać etatowych reprezentantów puszczańskiej fauny. Wszystkie znudzone i bez entuzjazmu. Łoś wręcz w paranoi. Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że wyrażam zainteresowanie miejscami, w których dzikie zwierzęta żyją w niewoli.

Pojechaliśmy dalej, w miesce Starej Białowieży. Rosną  tam dęby, najstarsze z nich od 450 lat. Są stare, majestatyczne i fantastycznie powyginane. W nocy, odpowiednio oświetlone, z pewnością stworzyłyby straszliwą atmosferę.

Może z tego właśnie dębu spadło to gniazdo?

A może z tego drzewa? Ono umarło, złamało się i przewróciło. I powoli się rozkłada.

A teraz pytanie: widzisz “helikopter”? 🙂

A teraz już z drogi do domu. Za Bielskiem Podlaskim, po północnej stronie drogi, stoi sobie cerkiew z małym cmentarzem.

Wygląda to dosyć ciekawie, bo wieś Szastały, do której należy ta cerkiew, leży trochę dalej po południowej stronie drogi. W każdym razie kilka razy ją mijałam, ale dopiero dzisiaj się przy niej zatrzymałam. Gdy ja robiłam fotki, jakaś kobieta i mężczyzna przyjechali pomodlić się nad grobem. Gdy mnie zobaczyli, zawołali mnie. Stwierdzili, że skoro robię zdjęcia, to na pewno zainteresuje mnie historia grobu pewnego żołnierza, który był pochowany gdzieś na polu. Aż któregoś dnia mieszkaniec wsi zafundował żołeniorzowi grób. Ten człowiek też już nie żyje, ale jak widać wspomnienie o nim przetrwało.

Żywa też jest tęsknota za tradycyjnymi nagrobkami kutymi w kamieniu, o których z sentymentem wypowiadał się rozmawiający ze mną mężczyzna.

To było dziwne spotkanie. Ci ludzie chcieli podzielić się ze mną czymś, co zapewne jest ważne w ich społeczności.


Rowerowo wzdłuż Drwęcy

Pretekstem do całodniowej rowerowej wycieczki była chęć odwiedzenia Golubia Dobrzynia, w którym podobno nie byliśmy, ale jak już tam dojechaliśmy, to się okazało, że jednak. Byliśmy. Rowerowe zwiedzanie lepiej utrwala w pamięci niż szybkie, samochodowe wizyty “przelotem”. Jechaliśmy raz po północnej, a raz południowej stronie rzeki.

Najpierw wzdłuż poligonu, który już kiedyś zjeździliśmy z narażeniem życia.

Przy Wiśle ponure widoki. Lepiej z zatkanym nosem szybko przejechać.
Za Toruniem, za Wisłą, leży Kopanin – a w nim kolejny zapomniany cmentarz, tym razem ewangelicki z końca XIX i początku XX w. Może to i naturalne, że gdy zabraknie bliskich i krewnych, na cmentarz nikt już nie przychodzi… może tylko kozy… Ale nie rozumiem tego. Dlaczego starych cmentarzy nie traktuje się jak zabytków?


Po drodze do celu takie leniwe widoki, że chce się zejść z roweru, usiąść i… poleniuchować 🙂


A oto i cel. Zamek w Golubiu Dobrzynie. Widać, że coś się dzieje w tym mieście, bo rynek i jego boczne ulice są obecnie remontowane. W zamku jest restauracja. Podają smacznie, ale bez przesady. I drogo, z przesadą.

Na szczęście, droga do domu była w wersji retro i soft 🙂


Przytłoczenie

Czuję przytłoczenie. Niech już sobie odejdzie.


“Ale się zjarałaś! Gdzie tak…?”

W łatwodostępnych obszarach Tatr TPN prowadzi dialog monolog z odwiedzającymi. Konie się przemęczają, a papierki/butelki/puszki zalegają. Fioletowych papierków po słodyczach nie widziałam.

Lepiej rozglądać się w około za zwierzątkami mniejszymi…

…i większymi. A one obserwują nas, by po chwili bez pośpiechu wejść do strumienia i środkiem jego koryta oddalić się poza nasz zasięg wzroku.


Jeszcze inne zbierają się licznie nad zbiornikami wodnymi i gromko hałasując oddają się konsumpcji. Pierzchną gdy wyczerpią się źródła pokarmu i napoju lub pojawią niekorzystne warunki pogodowe, pozostawiając liczne ślady dla badaczy tego gatunku.
Większość osobników preferuje przebywanie w stadzie. Nieliczne oddalają się w poszukiwaniu ciszy i spokoju…

…świstów świstaków ciekawie przyglądających się z nieoddali.



Chciałabym również skorzystać z okazji i serdecznie podziękować mojemu pierwszemu i jedynemu dotychczas obiektywowi za wierną służbę w jakże trudnych warunkach. Byłam niewdzięcznym użytkownikiem, więc tym bardziej jestem wdzięczna za tyle wspólnie spędzonego czasu i ciepliwość. Tym samym trzymam kciuki za następcę i życzę powodzenia.


Obywatelskie oczy szeroko zamknięte

Rozumiem, że brak reakcji pasażerów był spowodowany tym, że sami byli niemal nieprzytomni i omdlewali porażeni pustynnymi upałami nawiedzającymi nasze szerokości geograficzne…

Źródło: Życie Warszawy z dnia 11 czerwca 2010


Aaaaaby nadal nic nie robić….


Źródło:  Życie Warszawy, z dnia 9 czerwca 2010.