Zblazowane żubry, strypowane łosie… czyli białowieski klasyk.

Wieczorem, przyjechaliśmy na nasz ulubiony kemping, który nie ma kafelków w prysznicu, ale jest położony w lesie, z dla od ulicy i ma ciepłą wodę 24h😉 Tę rustykalność doceniają turyści zagraniczni i nieliczni krajowi. Pozostali wybierają pusty plac bez drzew i przy ulicy, ale za to z kafelkami. I dobrze, przynajmniej jest cicho i spokojnie.

Na miejscu, wieczorem, przywitały nas komary i mrówki. Z komarami, wiadomo, to walka o krew i życie. Natomiast mrówki były duże  i czerwone i zrobienie im zdjęcia oznaczało stanie bez ruchu w ich gronie zbyt długo🙂

Natomiast rano…

…na kawę wpadła żabka, a winniczek wpakował się w sam środek mrowiska czerwonych mrówek i się przy tym trochę spienił.

Podczas ostatniej wizyty w Puszczy wpadliśmy na stado żubrów żyjących na wolności i to spotkanie nieźle nam wtedy podniosło adrenalinę. Nie łudzimy się, że znowu nam się to przydaży, więc po kawie i śniadaniu pojechaliśmy pooglądać etatowych reprezentantów puszczańskiej fauny. Wszystkie znudzone i bez entuzjazmu. Łoś wręcz w paranoi. Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że wyrażam zainteresowanie miejscami, w których dzikie zwierzęta żyją w niewoli.

Pojechaliśmy dalej, w miesce Starej Białowieży. Rosną  tam dęby, najstarsze z nich od 450 lat. Są stare, majestatyczne i fantastycznie powyginane. W nocy, odpowiednio oświetlone, z pewnością stworzyłyby straszliwą atmosferę.

Może z tego właśnie dębu spadło to gniazdo?

A może z tego drzewa? Ono umarło, złamało się i przewróciło. I powoli się rozkłada.

A teraz pytanie: widzisz “helikopter”?🙂

A teraz już z drogi do domu. Za Bielskiem Podlaskim, po północnej stronie drogi, stoi sobie cerkiew z małym cmentarzem.

Wygląda to dosyć ciekawie, bo wieś Szastały, do której należy ta cerkiew, leży trochę dalej po południowej stronie drogi. W każdym razie kilka razy ją mijałam, ale dopiero dzisiaj się przy niej zatrzymałam. Gdy ja robiłam fotki, jakaś kobieta i mężczyzna przyjechali pomodlić się nad grobem. Gdy mnie zobaczyli, zawołali mnie. Stwierdzili, że skoro robię zdjęcia, to na pewno zainteresuje mnie historia grobu pewnego żołnierza, który był pochowany gdzieś na polu. Aż któregoś dnia mieszkaniec wsi zafundował żołeniorzowi grób. Ten człowiek też już nie żyje, ale jak widać wspomnienie o nim przetrwało.

Żywa też jest tęsknota za tradycyjnymi nagrobkami kutymi w kamieniu, o których z sentymentem wypowiadał się rozmawiający ze mną mężczyzna.

To było dziwne spotkanie. Ci ludzie chcieli podzielić się ze mną czymś, co zapewne jest ważne w ich społeczności.


5 responses to “Zblazowane żubry, strypowane łosie… czyli białowieski klasyk.

  • romeksamolot

    Znowu szopa góralska i góralskie rowery.
    I grób dziadka Niesmiroffa.

  • koszyczek

    Nuda, nie? Ale faktycznie, coś z tymi szopami górskimi jest. Podobnie budują w Bieszczadach.

    PS. Tylko jeden rower jest górski. Będę powtarzać to do upadłego😉

  • zet00

    a w czym objawiła sie paranoja łosia?

    ps. jeden rower górski, a drugi góralski😉

    • koszyczek

      Łoś siedział przerażony, przynajmniej na to wskazywały jego wyłupiaste oczy, rozglądał się nerwowo w około, leżał, ale nie mógł się zdecydować czy się przypadkiem nie poderwać i nie uciec…. jakaś baba stała obok i nawijała ‘ach, jaki biedny, jaki brzydki, jaki paskudny, coś mu wisi pod brodą, to napewno ma jakąś funkcję, może to gruczoł…’

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: