Monthly Archives: July 2010

Zielone czerwone sojowe

Pusta, nowa kuchnia. Co można zrobić? Ugotować świeżą soję i rzucić ją na zielone liście rukoli. Posypać pokrojonymi, słodkimi pomidorkami koktajlowymi, piórkami czerwonej cebuli. Na koniec polać oliwą, sokiem z limonki i posypać solą. Nie zapomnijmy o świeżo mielonym pieprzu, jeżeli takowy jest. U mnie wtedy nie było. Smacznego!


XX Nocny Bieg Powstania Warszawskiego


Moje pierwsze zawody (nie licząc Kieratu) po operacji. Myślałam, że uda mi się uzyskać życiówkę na tym dystansie (10km), ale już wiem, że w czasie brutto nie udało mi się… zabrakło sekund. Muszę poczekać na oficjalne wyniki, ale przynajmniej nieoficjalne moje, garminowe, wskazują w czasie netto na pobicie o sekundy rekordu z poznańskiej Maniackiej Dziesiątki 2009 😉 Mimo wszystko, biegło mi się bardzo dobrze.


Impreza miała być inna i taką też była. Sama godzina rozpoczęcia, czyli 20:45 była nietypowa. Przed startem z głośników wybrzmiała Rota, zawodnikom były rozdawane opaski na ramię z flagą Polski.

Wzdłuż trasy stali uczestnicy imprezy poprzebierani w stroje powstańców, były inscenizacje – np. pomoc sanitariuszy rannym, odgłosy ostrej strzelaniny z głośników pod wiaduktem na Karowej.

Na Karowej też było ciekawie, bo dobiegając do wiaduktu miało się przed sobą żółtą wstęgę biegaczy (koszulki były żółte), ale też widać było tych, którzy już wbiegali pod wiadukt. 10km to ta sama pętla x2. To oznacza podbieganie pod Konwiktorską pod wiatr, a wiał porządnie. I tak, zamiast ostrego finiszu było zwalnianie.

Z innych ciekawostek: PKO BP był strategicznym sponsorem. Tym samym, pakiet startowy był zaspamowany ulotkami tej instytucji. Numer startowy był wykonany z normalnego papieru, więc łatwo się rozdzierał przy przypinaniu do koszulki.


Aktualizacja, jest czwarty :)


Rozstaję się z mBankiem – Good bye, part 2

Hurra! Jeszcze tylko konto, Szanowni Państwo z mBanku 🙂 Zaoszczędziłam 15zł, chyba się upiję.


Lubię ostro

Jak sobie o tej papryczce pomyślałam przy wcześniejszym wpisie, to od razu mi się zachciało jej posmakować. A że w mojej kuchni świeżej, ostrej papryki nie brakuje, nie było trudności z realizacją. Poza tym, trochę się ochłodziło, a taka papryczka rozgrzewa 🙂 Na rozgrzany olej ryżowy spadła posiekana papryczka, a zaraz potem bób z koperkiem. Popieprzyłam, polimonkowałam i zjadłam 🙂


Nie taki zakazany owoc straszny…

Kolejna edycja kina pod niebem, kolejny park, kolejne doświadczenia… tym razem re-we-la-cja! Atmosfera prawdziwie piknikowa, mnóstwo ludzi – nie tylko widzów. Przyjemny gwar dobrze bawiących się ludzi w różnym wieku, z różnych tzw. kółek zainteresowań. Alkohol nie był ukrywany*, a ochronę reprezentował jeden (przynajmniej tak mi się wydawało) pan. Da się? Da się i nie należy się obawiać 🙂


* Niektórzy ukrywali, nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami 😉

Muszę też powiedzieć parę słów na temat filmu. Nie wiedziałam o czym będzie, ale przeczuwałam, że będzie dobrze, bo to kino węgierskie (a ja mam takie subiektywne sympatie). Sam tytuł zachęca prostotą: Papryka, sex i rock’n’roll (wyjątkowo preferuję polskie tłumaczenie tytułu niż oryginał Made in Hungaria). Twórca zdecydował się opowiedzieć o realiach komunistycznych Węgier w połowie lat 60-tych w filmie muzycznym – połączeniem Grease i Dirty Dancing. Przed banałem chroni humorystycznie ukazana specyfika tego czasu i systemu politycznego. Barwny i ciepły film wypełniony świetną muzyką, akurat na ciepły wieczór spędzony w parku w otoczeniu uśmiechniętych ludzi.


find waldo

Czy umiesz znaleźć dwa nowe pomidorki?

Tym czasem mój pierworodny… Jak będą rosnąć w takim tempie, będę musiała uszyć kubraczki na zimę 😉