Jak spaliłam 500 kalorii w sobotni poranek

Nowe buty, nowy  gadżet, nowy zapał🙂 W sobotę, skoro świt, pobiegłam w kierunku toruńskiej starówki (gdyż weekend spędziłam w Toruniu). Już o tej porze ruch na ulicach był duży, ludzie jechali może nad morze, albo inny bliższy zbiornik wodny. Na starówce pusto, tylko mieszkańcy robiący w pośpiechu zakupy zanim nadciągną turyści.

I taka refleksja: będę biegać tylko w słuchawkach. Usłyszałam (tylko od mężczyzn) “szybciej, dajesz”; “bez pośpiechu”; “i tak już nic nie pomoże” (to od starszego jegomościa z nogą w gipsie, rozpiętą koszulą i wystającym bebechem, gardłem wyściełanym flegmą i dużym dystansem do swojego własnego wyglądu). Inny samiec, pewien siebie, bo wgrupie innych, wykonał kilka kroków truchtając obok mnie. Czy takie reakcje miały miejsce ze względu na to, że bieganie nadal wprawia w zdziwienie mieszkańców w kraju nad Wisłą? Czy może dlatego, że jestem kobietą i (w kraju nad Wisłą) traktuje się z lekceważeniem wszystko co robię (oprócz kotleta schabowego i zdejmowania majtek)?

Ale… dzisiejszy trening polegał na bieganiu do momentu spalenia 500 kalorii. A, że w naturze nigdy nic nie ginie…😉

Jabłka, kora cynamonowa, pokruszone migdały, rodzynki, brązowy cukier – to wszystko dusiło się w rumie, by potem trafić do foremki wyłożonej ciastem (a la kruche).


8 responses to “Jak spaliłam 500 kalorii w sobotni poranek

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: