Monthly Archives: September 2010

Na grzyby

“[…] Na grzyby – w aromatów pełen las
Na grzyby – przed wyjazdem słuchaj sprawdźmy gaz
Weźmy czegoś parę kropel
A na drzwiach wywieśmy o tem
Że ruszyliśmy w sobotę
bo powzięlismy ochotę
Na grzyby – tu borowik a tam dzik
dzik, wściekły na mnie… ech… pociągnijmy sobie łyk […]”*

Rydze, dużo rydzów, w końcu samodzielnie znalezionych. Nie dwa, nie trzy, ale całe 23. Moim skromnym zdaniem rydze robi się tylko w jeden słuszny sposób – powoli smażone na maśle. Lepiej posolić w trakcie smażenia, wtedy sól idealnie wnika. Słyszałam sugestie, by zrobić je w panierce z bułki tartej i jajka, ale to profanacja. Dzisiejsza porcja została usmażona na maśle z odrobiną oleju ryżowego, aby masło się nie spaliło. Jedną porcję spróbowałam maczając rydze w oliwie z oliwki. Ta prawdziwa oliwa ma mocny smak, który dominuje. Można spróbować z ciekawości, ale dla dobra rydzów – tylko raz.

* Kabaret Starszych Panów, Na ryby


Zimne nóżki, niebieskie robaczki

Grzybowe szaleńswo zaprowadziło nas na Roztocze, do Suśca.

Zacznę od spraw, które mnie zadziwiają i zarazem smucą. Zastanawia mnie jak to jest możliwe, że ci sami ludzie, którym las dostarcza tyle radości i swoich owoców, potrafią być tak niewdzięczni. Puszki po piwie, torebki po chipsach, pudełka po papierosach, nie wspominając o regularnych wysypiskach śmieci…

Za Suścem, w kierunku Józefowa, znajdują się pomniki upamiętniające obóz NKWD. Nie znam historii tego miejsca, ale widać, że wzbudza emocje. We mnie też. Pozostaje niesmak, brak słów – w milczeniu odwracam się i odchodzę.

Ale… W pięknych okolicznościach przyrody wije się leniwie Potok Jeleń. Nie jest głęboki, w miejscach jego piaszczyste dno pokryte jest tylko cienką warstwą wody. Moża iść wzdłuż jego brzegu.

Można przejechać przez niego rowerem.

Można też zdeptać go bosymi stopami w miejscu gdzie szumią szumy powstałe na skutek starcia dwóch gigantów – wschodnio- i zachodnioeuropejskich płyt tektonicznych. Moje stopy kostnieją pod lodowatym strumieniem wody, a skóra różowieje.

W lesie uganiam się za rudymi rydzami.  Skręcam w lewo, potem w prawo, później chyba jeszcze w innym kierunku i znajduję pozostawione same sobie miejsca.

Nie wiem jak Wam, ale od razu przychodzi mi na myśl Kraina Czarów, w której szalała Alicja.

Dużo ludzi, grzybów mniej. Umacniam się w przekonaniu, że pozostaję wierną wielbicielką Borów Tucholskich. Mimo wszystko udaje się zebrać to i owo. Zwłaszcza owo, jeżeli nawet tylko tyci tyci.

Ważne, by owo tyci tyci posmakować w doborowym towarzystwie.

W wolnych chwilach należy delektować się lokalnymi atrakcjami.

Trzymamy kciuki za Browar Zwierzyniec, który mimo zawirowań nadal produkuje dobre piwo. W lokalnym spożywczym 0,5L za 2zł.


Tranquilo jest po hiszpańsku spokojny

Cały dzień w lesie, włóczęga między drzewami. Milknę, zagłębiam się w sobie, chłonę otaczającą mnie siłę. Oczy dostosowują się do niejednolitego podłoża, umysł skupia na porządanej formie i barwie. Ostrożny krok i spokojny rytm serca. Tak odpoczywa moje codzienne, zabiegane ja.

A potem można przygotowywać takie cudeńka. Zupę z kurek przygotowałam wg. tego przepisu, ale nie trzymałam się podanych proporcji. Nie miałam  śmietany, więc dodałam jogurt Nadburzański, który świetnie realizuje zastępstwo – a wywar z kury jest wystarczająco treściwy. Dorzuciłam też odrobinę świeżej kolendry i sporo więcej wina. Smacznego!


Wrzesień pięknie się objawił

Nadejście września zapowiada krótsze dni, chłodniejsze wieczory, szarobure barwy. Za chwilę będzie paskudny listopad… mam taki plan, aby wrzesień i październik dały mi wszystko co mają najlepszego. Bez dyskusji. Bory Tucholskie są wspaniałym miejscem, które z końcem lata nie traci uroku i do którego wracam po dozę spokoju i ciszy. I zapasy grzybów na caly rok 🙂

Urocza Coltricia perennis (stułka piaskowa), niejadalna. Ale pieknie wygląda na mchu. Teraz mi już zawsze będzie przypominać czereśniowe deseczki Pajęczaków.

Który z nich jest pomnikiem przyrody?



Zwierzęta terroryzują


Po prostu

Maślaki, czosnek, cebula, koperek, sól, pieprz. Zabrakło białego wina, więc dodałam dosłownie dwie krople winnego octu. Nie zaszkodziło. Usmażone na maśle podlanym oliwą (z zaprzyjaźnionego greckiego gaju oliwnego).