Ciabatta z piwem, czyli chleb dla alkoholika*

Czego człowiek nie zrobi by nie zająć się tym co trzeba. Tak. Whateva. Np. ciabatta na bazie piwa typu stout i sporej porcji świeżego rozmarynu. Dzień wcześniej wstawiłam zaczyn.

Około południa natępnego dnia wyrobiłam ciasto. Tak, kiedyś będę miała super duper dough kneading machine… a na razie wyrabiam bary zagniatająć ciasto własnoręcznie. Uformowałam bochenki i odstawiłam na niecałe dwie godziny, przykryte ściereczką. Po odkryciu M musiał oczywiście pacnąć jedną z pięknie wyrośniętych buł… Nic się nie stało, bo przed pieczeniem i tak lepiej wytrzepać gazy, które nagromadziły się podczas wyrastania.

Poklepałam, wrzuciłam do piekarnika i lekko przypaliłam. Tak, bo piekarnik był ciut za gorący i w dodatku na termoobiegu. Aha, wstawiłam małą miseczkę z wodą, dzięki niej tworzy się pieknie chrupiąca skórka. Jak już poczułam lekki swąd, wyciągnęłam pierwszy bochenek, zmniejszyłam lekko temperaturę i pozwoliłam drugiemu dojść do siebie już trochę wolniej. Pierwszy zaraz przekroiłam. Dyskretnie zakryłam lekko niedopieczony fragment środka odkrojoną kromką.

Ciekawa jestem niezmiernie czy drugi bochenek jest dobrze wypieczony. Ale o tym dowiem się dopiero jutro lub pojutrze. Dowiem się też, jak długo taka ciabatta może leżeć.

*Still in denial.


One response to “Ciabatta z piwem, czyli chleb dla alkoholika*

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: