Monthly Archives: March 2011

Pocztówka do człowieka u stołka

Weź się, kurwa mać, do roboty.

Gdy mój sąsiad ma wszystkich w dupie i do rana tupie, krzyczy, hałasuje – na moją prośbę wysyłasz policję, która nie ma prawa wejść na posesję i go spacyfikować, ale może jedynie grzecznościowo przyjechać i zadzwonić do drzwi. Gdy sąsiad nie otworzy, policja grzecznościowo odjedzie do swojego komisariatu i spisze notatkę. Współczuję policji, bo być może chcieliby więcej, ale nie mogą.

Gdy mój sąsiad ogrzewa się oponą w kominku – na moją prośbę wysyłasz straż miejską, która nie ma prawa wejść na posesję i zgasić ognisko, ale może jedynie grzecznościowo przyjechać i spisać notatkę. I radzi mi samej zgłosić sprawę do rozpatrzenia przez Wydział Ochrony Środowiska, “bo to nam, mieszkańcom, przeszkadza” (tak, to jest cytat). I nikt nie jest w stanie mi powiedzieć co się stanie z tą notatką.

I proszę się nie tłumaczyć tym, że “mamy kraj demokratyczny i wszyscy mamy równe prawa” (tak, to też cytat), bo w prawdziwie demokratycznych krajach służby powołane do pilnowania porządku pilnują porządku.

Z pozdrowieniami,

Obywatelka.


Jedna duża papryka i paprochy do upchania

Najlepiej wybrać jedną dużą paprykę, po przekrojeniu powstaną dwie miseczki – dla dwóch osób po jednej (miseczce; czasami mam wrażenie, że jakkolwiek zbuduje zdanie i tak nikt go nie zrozumie). Do umytej i oczyszczonej połówki wkładam wcześniej przygotowane nadzienie: ugotowany dziki ryż zmieszany z startym świeżym kalafiorem i również startym serem Pecorino Romano, to wszydtko doprawione estragonem, cynamonem, gałką muszkatołową i ostrą wędzoną papryką hiszpańską. Upychać na chama, by weszło ile wlezie, pod folię i do piekarnika. Moja papryka była maksymalnie al dente, ale jak ktoś nieczuły jest na zapachy, to może poczekać. Albo zatkać nos. Albo wyjść. I wrócić na czas. Miska jest taka umorusana, bo się w niej już coś wcześniej piekło, ale myć mi się dwa razy nie chciało.


Little Buddha’s Thoughts part 4

What’s that coming over the hill? Is it a monster? Is it a monster?? No, it’s Dorot.


Nie ma biegania bez śniadania

Jest, ale żałosne. Uuuu, żałosne. Nawet Little Buddha tak myśli

Nie ma gdzie biegać. Na asfalt szkoda stawów, droga na wał rozjechana ciężarówkami, na wale nudno, w lesie śmieci. Na siłowni śmierdzi…

Bieganie i machanie, co to za moda? Rowerzyści też mają ten dylemat – panu Heniowi jadącemu do spożywczaka na składaku nie ma co znacząco kiwać głową, podnieść poruzmiewawczo dłoń. Żeby chociaż pod spodniami gacie z lajkry miał, ale gdzie tam – to tani poliester.


Dziwne… bardzo dziwne…

Ale powstał i co więcej, został zjedzony. Nie bez obaw, ale z happy end-em. Ale od początku. Dno patelni zostało ściśle wyłożone plastrami boczku, a plastry zostały przykryte karmelizowaną cebulą*.

To zostało następnie zalane miksturą omletową z jajej, mąki, mleka i odrobiny musztardy dijon do smaku. Białka z jajek zostały ubite na sztywną pianę, żeby dodać mikstura była bardziej puszysta. Omlet dochodził do siebie pod przykryciem.

Wygląda na przypalone, nie? Ha ha, właśnie, że nie jest! Ok, sam omlet jest słony, boczek też do słodkich nie należy, za to celuba jest – i to całkiem, całkiem. Taka dziwna kompozycja, nad którą można się jeszcze zastanowić.

* Jakiś czas temu zrobiłam marmoladę z czerwonej cebuli z dodatkiem madery, jałowca i innych przypraw. Mam jeszcze kilka słoików. Nie wiem, dlaczego nie wrzuciłam tutaj opisu… Pasuje do kaczki, wołowiny itp.


Na zielono

Ciemny chleb z dużymi ziarnami, awokado i rzeżucha. Żeby nie było za zdrowo, bo co za dużo to nie zdrowo, posmarowaliśmy pieczywo masłem całkiem słusznie, a następnie, żeby w oko nie kuło, przykryliśmy to masło plastrami suchej szynki tyrolskiej (bez obdzierania jej z pysznego tłuszczyku). W dodatku posypaliśmy startym Pecorino Romano. Zjadać ostrożnie, żeby nic z kromki nie spadło, z świeżo zmielonym zielonym pieprzem. W końcu na zielono, nie?


Recycling

Po gotowaniu wywarów na zupy zostaje mi dużo warzyw. Czasami zostawiam w misce i podjadam, ale to takie nudne. Tym razem ugotowaną marchewkę obtoczyłam w sosie z oliwy, syropu klonowego, kilku kropel cytryny, wędzonej papryki hiszpańskiej i chili. Nastęnie posypałam sezamem i włożyłam do piekarnika. Najlepsze były, gdy kolejną porcję podgrzałam jeszcze raz na patelni. Patelnia teflonowa, a marchewka już w oliwie, więc nie było konieczności ponownego natłuszczania.