Monthly Archives: July 2011

Niebezpieczne bieganie

Po pierwsze, drodzy Czytelnicy, jeżeli już macie ochotę biegać po ciemnym parku/lesie lub w ogóle po ciemku, serdecznie polecam źródło światła. Najwygodniejsza będzie czołówka. Bo inaczej…

Niestety, nie mam porady na totalny brak jakiejkolwiek empatii wśród naszych rodaków, a w szczególności właścicieli psów. Rozumiem, że pieski muszą się wybiegać. Chciałabym tylko trochę zrozumienia dla moich próśb o przytrzymanie dwóch wielgachnych psów, które na mój widok przyjmują pozycję, w której właśnie się zastanawiają: fight or flight? I może odrobinę wyobraźni…?


Bieganie na relaksowanie

Back in business.

Na mecie miał być wędzony pstrąg, ale się zmył. Trochę mnie ta wiadomość, którą otrzymałam na 7mym km, zdemotywowała, ale perspektywna zimnego piwa jednak pozwoliła dobiec do końca.

I drugiego… trzeciego… ach, jak ja lubię biegać…

W ramach kary za wczorajsze lenistwo złapała mnie wielka ulewa tuż po wyjściu z tego hamaka. Biegłam do domu kolejne 3km, ale że nie zostały zarejestrowane, to nie ma o czym mówić. Cholera, w takich warunkach człowiek natychmiast trzeźwieje… tyle pracy na marne poszło.


Dupa, nie bieganie

No bo kto normalnym biega następnego dnia po takim sponiewieraniu…?

Dzisiaj, zamiast wyników, przedstawiam papryczkę chipotle, która świetnie nadaje się na ponure i deszczowe lato w kraju nad Wisłą. Kupuję tu.


Bieganie i popijanie

O jaki mi się dzisiaj nie chciało. I tempo znowu mizerne, mimo, że nie było terenu, a sam asfalt.

Może dlatego zabrałam się do tego od dupy strony? Najpierw zjadłam obiad, na szczęście nieduży. Pozostałości z piersi kurczaka + jakieś tam śladowe ilości zielonej fasoli. A to wszystko popijałam kieliszkiem tego oto napoju.


Bieganie… na wybieganie

Są takie dni….

… gdy lepiej jest się wybiegać. Dzisiaj trochę wolniej, bo było więcej terenu niż ostatnio.

A potem zjeść coś na poprawę humoru.

Najpierw przygotowuję ziemniaki. Obieram i tnę w małe kwadraty, żeby się szybciej ugotowały. Gdy te kąpią się w bulgoczącej wodzie, na patelni obok podsmażam na sporej ilości masła grubo posiekaną cebulę i drobno posiekany czosnek – do miękkości. Ugotowane ziemniaki rozgniatam z wcześniej wspomnianą cebulą i czosnkiem i dodaję kwaśnej śmietany. Można maślankę, będzie mniej kalorii. Ale ma poprawić humor, więc będzie śmietana. Przekładam w żaroodporne naczynie, zakrywam folią aluminiową i wkładam do piekarnika nastawionego na 50 stopni Celsjusza – żeby utrzymać temperaturę potrawy. A folia utrzyma wilgoć. Następnie zabieram się za pierś z kurczaka. Rozbijam ją jakimś gładkim ubijakiem. Mam coś takiego drewnianego w kuchni, nazywa się kula do ucierania… Biorę dwa talerze. Na jednym mieszam jajko z łyżką musztardy Dijon. Na drugim mieszam trochę tartej bułki, tartego parmezanu, łyżeczkę albo więcej papryki – może być hiszpańska wędzona 😉 Rozbite piersi (kurczaka) maczam najpierw w jajku, a potem w mieszance z drugiego talerza i wrzucam na patelnię, na której już czeka baaaardzo rozgrzany olej. Uwaga, pryska. Smażę jedną stronę kilka minut i drugą też kilka. Nie tak jak na obrazku. Tu było więcej niż kilka. W międzyczasie drobno siekam pietruszę, przekrajam cytrynę na pół i przygotowuję łyżkę kaparów. Wszystko wrzucam (dosłownie na 2-3 minuty) na olej po smażeniu piersi kurczaka. Tzn. połówkę cytryny wycisnę, nie wrzucę. To ostatnie nakładam na kotlety, które wcześniej dodatkowo posypałam tartym parmezanem, bo tak bardzo chciałam na poprawę humoru. A do popicia włoskie bąbelki.


Bieganie przerywane

Dzień drugi, proszę, jak ładnie. Płyn w chłodnicy nadal nieuzupełniony, ale zostało zastosowane tzw. chłodzenie zewnętrzne w postaci wyłączenia słońca, włączenia mocnego powiewu i na koniec lania z cebra. Się trzeba było ukryć na chwilę,  co by się też zbytnio nie schłodzić.

Cały czas krótki dystans. Nie ma się co dziwić: sex, drugs & rock’n’roll… Dobrze, że nie pank, byłabym stracona.


Bieganie

Powiedział mi znajomy, że dopiero po miesiącu codziennego biegania w mózgu układają się jakieś tam klepki albo inne takie dziwne neurony, które powodują, że człowiek wpada w rytm. Dzisiaj raz mi się chce, raz nie chce. A inna znajoma mówi, że dobrze jest podzielić się swoimi zamiarami i celami ze światem, bo jakoś to na motywację wpływa. A, że ja się nie znam, zatem słucham rad moich mądrych znajomych. Zaczynam biegać codziennie, nawet krótsze odcinki (jak ten na załączonym obrazku) i ogłaszam to wszem i wobec… Jesteście tym już tak podekscytowani jak ja i nie możecie się doczekać ciągu dalszego? Super. Tak trzymać.

PS. Nie widać tego tutaj, ale tak – biegam w kółko…