Monthly Archives: September 2011

Ważne pytania

Pierwszy dla mnie deszcz w Stanbule.  Iść do fabryki czy nie iść w związku z tym ważnym wydarzeniem? A w dodatku piątek… Pójdę (pierwszy raz pieszo, bo wypadek gdzieś i taxi nie ma). Ale sobie zabłądzę po drodze, a co.

Advertisements

Topkapı Sarayı & Kebap

Profanacja, powiedzą niektórzy w reakcji na zestawienie tych dwóch z tytułu. Ale co ja zrobię, gdy to były właśnie główne punkty mojego dnia?

Do pałacu dotarłam na 3pm i jeszcze musiałam odstać 3o minut w kolejce po bilet, to się ponudziłam.

Wcześniej jednak dwie atrakcje. Najpierw parkowanie samochodu: na płatnym (i jak się okazuje strzeżonym) parkingu brakowało miejsc, więc zastawiając inne, samochód został pozostawiony u parkingowego… wraz z kluczykami (to tak a propos dla fanów teori, że oni tacy siacy, itp). A potem świeżo wyciskany sok z granatów. Hmmm, pychota – kwaśny i z nutą goryczki, ale jakże orzeźwiający. Już wiem, że taka wyciskarka znajdzie się w mojej kuchni.

Pałac ukazuje jak żyło się cesarzom osmańskim – wrażenie zrobiły na mnie między innymi pawilony kuchenne. Podobno samych słodyczy było około 3oo rodzajów… dziennie. Poza tym ciekawa była wystawa klejnotów, skarbów i broni bajkowo ozdobionych złotem i najszlachetniejszymi kamieniami oraz widok na Bosfor i miasto z jednego z tarasów. Zdjęcia pałacu można sobie obejrzeć w necie, a jeszcze lepiej na żywo. Wrzucę tylko fotkę wyrka, którego raczej nie będę miała gdzie wstawić, gdybym takowe sobie kiedykolwiek sprawiła. Chociaż gdyby było mnie stać na takie wyrko, to i wysoki sufit by się znalazł…

Po wyjściu z pałacu kręcę się po okolicy. “Cheaper than yesterday, and now is evening already” – z rozbrajającą szczerością turecki kupiec zaprasza do zakupienia szali w promocji tuż pod murami Hagia Sophii. Robi to bez odpychającej nachalności egipskich naganiaczy, można niezpobowiązująco spojrzeć mu w twarz i się uśmiechnąć. Szal owszem, ładny, ale na razie jestem wściekle głodna. Tu gotowana kukurydza po 1TL, tam prażone kasztany po 5TL/100gr (które i tak najlepsze są na placu Pigalle, więc poczekam na zimę, gdy zmarznięta będę mniej wybredna), a pod stadionem uliczni sprzedawcy oferują podobno najlepsze turkish meat balls w cenie 5-6TL(specjalnie nie tłumaczę nazwy, bo pierwsze, które zjadłam, miały kształt paluszków rybnych). Wszędzie nęcące zapachy, a przede mną jeszcze jazda przez miasto – wiem, że długa, ale na razie po omacku, jakbym miała worek na głowie: dojechałam do miejsca, a nie wiem jak.

Dzisiaj jem w Köşebaşı, gdzie na kolację będzie kebap. Większość miejsc w Turcji, w których warto je jeść, to sieciówki jak ta. Na początku raziło mnie to, ale tu sieciówki nie oznaczają nic złego, a wręcz gwarantują jakość.

Na początek parę “wejściówek”. Zdjęcia ciut gorsze od wcześniejszych, bo wysiadła bateria i poszedł w ruch telefon. Poniżej fındık lahmacun (mała turecka pizza z jagnięcym mięsem mielonym) i içli köfte (kulki nadziewane mielonym mięsem i orzechami).

Przekrojona içli köfte wygląda tak:

Na zimno były üzümlü ıspanak (duszony szpinak z orzechami piniowymi i marynowaną papryką)

abagannuş (tzw. dip z bakłażanu, jogurtu i oliwy)

tulum peyniri (pikantny biały ser).

Do powyższego pide.

Jako główne kebap. I co? Szczena opada, co? Tak właśnie to tutaj wygląda. Zmielone mięsko, to na zdjęciu akurat całkiem całkiem pikantne za pomocą jakiejś pasty z ostrej papryki, która została wmieszana w mielonkę przed uformowaniem i upieczeniem (z grilla). Zawijałam w te cienkie placki – wkładałam widoczną na zdjęciu nieostrą zieloną paprykę i po trochu z każdej przystawki (oprócz tego placka z mięsem i kulki…). Pycha.

A przed, w trakcie i po… wiadomo. Rakı mnie za każdym razem uwala na wesoło, na relaksik. Do wypicia lokalnie, raczej nie działa podobnie w polskich szerokościach geograficznych.


Meat balls vs. Kebap

Nie wiem jaka jest różnica między jednym a drugim. Dla mnie na razie subtelna, ale poczekam z pytaniem, bo nie chcę popełnić jakiegoś fopa (z akcentem na pierwszą sylabę) jak ostatnio, gdy do turkish coffee (do której dodaje się cukier w trakcie jej przyrządzania, czyli gotowania) dodałam kostę cukru gdy kawa była już w filiżance. Widok zdegustowania moją profanacją tureckiej kawy wymalowanego na twarzach moich nowych tureckich współpracowników – bezcenny (że zacytuję klasyka).

Dziś sobota, pierwszy dzień mojej drugiej wizyty. Od razu pojechałam coś zjeść w dzielnicy nad morzem, jeszcze po europejskiej stronie. Gdyby nie fakt, że fabryka jest po drugiej stronie Bosforu i dojazd zająłby wieki, tutaj szukałabym mieszkania. Wszędzie jednostki edukacyjne dla najmłodszych,

a poza tym, bezpieczna okolica: każdy parking ma swojego stróża.

Oraz ludzie szanujący i oddający cześć swojej historii. (On jest wszędzie, mówię Wam – tu: czuwa nad zdrowiem obywateli w aptece. Oraz nad jakością szamponów.)

Nadszedł czas zjeść meat balls, o których tyle już słyszałam. To chyba taki turecki dowcip, bo na talerzu zastałam coś na kształt paluszków rybnych.  W prawym górnym rogu pasta z ostrej papryki. Kiedyś kupiłam słoik czegoś podobnego w gruzińskim sklepie w Wawie, ale było niezjadliwe – zbyt słone i gorzkie. To tutaj – pycha. Ayran neutralizował ostrość pasty. Zielona papryka z grilla jest częstym elementem potraw mięsnych i nie jest ostra. Proszę zwrócić uwagę na frytki, są podane w typowy, tradycyjnie turecki sposób. Za to ryż jest gotowany z orzechami piniowymi – bardzo udana kombinacja. Polecam.

Zamówiłam też sałatkę z gotowaną fasolą, cienkimi paskami sałaty i piórami cebuli, pomidorem i cytryną do spryskania. Można też polać oliwą. Podobno lokales znający się na rzeczy byłby rozczarowany sposobem podania, ale ja się nie znam na rzeczy, to nie powiem.

Złośliwie dodam tylko, że w ogrodzie restauracji, w której się stołowałam rosną granaty nad głowami gości.


Polacy zasługują na więcej*

Szanowni Państwo, witamy na pokładzie samolotu Embraer 175 polskich linii lotniczych LOT Star Alliance. W trakcie lotu będziemy serwować posiłek oraz napoje orzeźwiające. Pamiętacie państwo posiłek serwowany przez Turkish Airlines Star Alliance na tej samej trasie? Tak… można było wybrać: burger, ryba, czikin.. deser i chrupki z serem do smarowania. Do tego napoje orzeźwiające do wyboru, do koloru: whiskey, wódka, gin, rakı, wino, piwo… tak, posiłek brzmi dumnie i zachęcająco. U nas nic z tych rzeczy. Podczas gdy będą państwo jeszcze bujać w obłokach wspomnień, my z nienacka podrzucimy państwu kanapkę z długiej bułki paluch ze skórką nawet nie czerstwą, ale o takiej dziwnej konsystencji, że z łatwością wyobrazicie sobie państwo jak żuje się podeszwę. Większość z Was zapewne odłoży to cudo po dwóch pełnych nadziei kęsach (przy wysiadaniu zobaczycie, że Wasi współpasażerowie również tak właśnie zrobią). Aby jednak podnieść państwa na duchu, będziecie mogli napić się wina białego lub czerwonego. Mając jednak na uwadze państwa zdrowie, nie serwujemy cięższych alkoholi oraz wybraliśmy najtańsze i najgorsze wina, żeby po kilku łykach odechciało się dalszego picia. Jeszcze raz życzymy miłego lotu z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT Star Alliance!

*
Panu Samolocikowi serdecznie dziękuję za wyczyszczenie kropek.


Jazda z gwiazdami

Dzisiaj na lotnisko odwiózł mnie Charles Bronson i Harvey Keitel. 2in1. Byłam bardzo podekscytowana. Nie odważyłam się poprosić o autograf.


Swojsko: pierogi i gołąbki

Wzdłuż ulicy Ataşehir Bulvarı można przebierać w małych restauracyjkach serwujących od pizzy po burgera. A pomiędzy jest kuchnia turecka z różnych regionów. Wybrałam Mayam Ev Yemekleri. Dziewczyna za ladą pokazywała mi każdą potrawę tlumacząć cierpliwie z jakich składników jest zrobiona, a kelner był tak pozytywnie zaangażowany, że nawet przez chwile pomyślałam, że jest właścicielem. Później dowiedziałam się, że strzelanie fotek posiłkom zwraca uwagę. Niemniej, czułam się naprawdę świetnie – a do tego smacznie zjadłam. I obiecałam o nich napisać.

Na pierwszy rzut jakieś ugniatane kuleczki z ciecierzycy oraz potrawa z bakłażanu na bazie jogurtowej.

Wspaniałe “gołąbki” – ryż z mięsem zawijany w liście z winogron. W tle miska jogurtu.

A jako główne danie małe pierożki z mięsem. Są zlepiane od góry. Ciasto jest wspaniale miękkie i delikatne, a mięso ciekawie przyprawione. Niestety (albo stety), wiele przypraw jest dla mnie nowych i ich nie rozpoznaję. Pierożki podawane są z jogurtem i są wyśmienite (w cenie 10TL).

 

Jak zwykle do popicia był ayran (tam gdzie nie podają alkoholu), a na zakończenie kawa po turecku. Polecam.


Na obiad chrupiąco i tłusto, a wieczorem dieta

Pora obiadowa jest święta. Okazja do dalszych ekploracji. Nie dość, ze buła, to jeszcze z kategorii jasnego pieczywa. Do tego ser, mięcho i masło. Mniam. Przyznaję jednak, że górną część zewnętrznej skóry obdarłam z sera i odłożyłam na bok. To, co zostało, złożyłam na pół i palcami odrywałam kawałki do nadgryzania. Mniam. Moje mieszane – z serem i mięsem. Tylko z mięsem są jak ta przykryta w tle.

Odkryta wygląda tak:

Na deser herbata. W fabryce podają mocną i gorzką. W restauracjach jest akurat do picia bez cukru. Przez ostatni rok nie wypiłam tyle herbat co w tym tygodniu.

Jaka dieta?! Na stół weszły zakąski:

A potem on, z metra cięty…

A potem jeszcze deser, ale wstydzę się pokazać. Goście lokalu transportowani są od stołu do samochodów taczkami. Gratis.