Na targ!

Statkiem do Europy. To niecałe 3o minut. Podczas rejsu można napić się herbaty lub salep (w chłodnych miesiącach). Nie trzeba stawać w kolejce, obsługa chodzi po statku z tacą pełną szklanek.

Obok przystanku wodnego.

Wejście do Bazaru Egipskiego, znanego też jako Spice Bazaar.

A tak jest w środku. Bywa ciasno. Bardzo ciasno.

Słynne delicje tureckie.

Słodko. Tu kupiłam pistacje zlepione karamelem i pokryte białą i ciemną czekoladą, suszone figi i daktyle. Tureccy sprzedawcy lubią pytać kupujących turystów ile: kilo? dwa? I chyba nieźle się bawią gdy widzą spłoszone miny.

I orzechowo.

Oliwki. Na tym stoisku nie ma takich zupełnie zielonych, niedojrzałych, które szczególnie przypadły mi do gustu. Poza tym, większość sprzedawanych jest chyba w occie lub cytrynie. Nie jestem pewna, ale mają są dosyć kwaśny smak. Nie gustuję w tych smakach, nadal szukam takich, które przywoził z Grecji mąż mojej mamy.

Przyprawy. Przed wakacjami w Egipcie w 2008 naczytałam się o sprzedaży przypraw na różnych targach i od tego czasu nieufnie podchodzę do przypraw sprzedawanych w ten sposób. Uwaga: herbata z jabłek, czyli słynna apple tea, to marketingowy wymysł tylko dla turystów. Turcy takiej herbaty nie piją i w sumie nawet nie wiedzą o co chodzi. Nie ma nic wspólnego z turecką tradycją picia herbaty.

Hmmm… sery. Np. biały ser zagryza się podczas picia rakı.

Na uliczkach w około targu jest dużo innych sklepów sprzedających (tandetne) prezenty z okazji urodzin dziecka, stroje ślubne i dla chłopców na obrzezanie, chusty, ubrania, materiały i różne różności. Poza tym, można zjeść i odpocząć. To są flaki jagnięce, podawane w bułce z papryką. Ja wybrałam na ostro.

Wiel pięknych, starych budynków. Ich elewacje porośnięte drzewami i trawą, ale można sobie łatwo wyobrazić jak wyglądały w czasach swojej świetności. Mam nadzieję, że zostaną odrestaurowane – jeżeli jeszcze nie jest za późno.

Wzdłuż uliczek biegnie rynsztok, a w nim płynie woda. Z wodą śmieci, które gdzieś na dole są zbierane i wyrzucane do pojemników. Dzisiaj ta metoda utrzymywania porządku również się sprawdza.

Han w bocznych uliczkach w około targu. Tutaj kiedyś zatrzymywali się na nocleg kupcy i podróżujący. Jak widać, dosyć kiepsko wyglądają i nie wszystkie mają szczęście być remontowanymi. Ciekawe  co będzie z tym.

Tutaj sprzedaje się prawdziwą (i oczywiście najlepszą na świecie) turecką kawę. Kolejka jest baaardzo długa, ale dzięki pakującym i sprzedającym robotom mija niepostrzeżenie.  Są tak szybcy, a proces tak dopracowany, że jedynym wąskim gardłem są płacący i odchodzący od kasy klienci, których chłopcy muszą niestrudzenie przeganiać.

Powrót do Azji również statkiem.

Ach, cały dzień miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: