Monthly Archives: December 2011

Noworoczne przemiany

Witlinek vel merlangius merlangus vel mırlan mezgit vel whiting z dorszowatych. Kiedyś dla biednych i zwierząt. Dzisiaj, w dobie kryzysu, na bezrybiu i rak ryba.

Przed:

Po:

Advertisements

Reportaż z pola bitwy: przednoworoczna wizyta w tureckim supermarkjecie

Największy ruch jest przy stoisku alkoholowym, jak w kraju nad Wisłą. Poza tym, parę nowych dla mnie szczegółów, które mnie zaciekawiły.


Turek, czyli indyk. Kupują na święta, tzn. nie wiem kiedy jedzą, bo świąt nie obchodzą, ale wszystkie mikołaje, choinki itp. dotyczą Nowego Roku, może i wtedy jedzą indyka.



Niektóre przyprawy, zioła i herbaty – sprzedawane na wagę.


Karczoch już obrany. UPDATE: dopier później w domu, podczas sprawdzania rachunków (tak, często tego nie robię w najodpowiedniejszym momencie, a nawet nie sprawdzam ceny), stwierdziłam, że karczoch poza sezonem jest zdecydowanie za drogi. Osiem małych krążków to 36TL. No, można krążki rozłożyć w czasie, ale komu się chce….


Z ananasem też nie trzeba się męczyć. Obrany i zapakowany.


A to jerzyny i jagody. Skąd ta cena?


Pet Shop Dog

Dobranoc.


I mimo, że świeci słońce

Z optymistycznych spraw, chciałabym podzielić się informacją z szanownym p.t. gronem czytelników, że piec już działa. Okazuje się, że dzisiejsza technologia nie akceptuje anarchicznie migającej godziny 00:00. Nie ustawisz zegara? Nie upieczesz. Spróbujesz? Wysadzimy ci korki. Ordnung muss sein.


Rozprawka o rybie

A raczej jak rozprawić się z rybą. Turekca nacja, przynajmniej ta ulokowana przy akwenach, jest rybożerna, więc dba o to, by asortyment nie leżał zbyt długo w ichniejszych karfurach i innych takich. Można kupować bez obaw, wszystko jest świeże, a świeżość jest manifestowana czerwienią wybebeszonych skrzeli.


Tu akurat wystawa przed restauracją.

Standardową usługą jest czyszczenie, filetowanie i nie wiem co jeszcze się z rybą robi. Pójdziesz do sklepu w ciągu tygodnia, gdy większość siedzi w fabrykach albo o poranku w weekendy, gdy relaksują się przy śniadaniu, to dostaniesz wypatroszoną rybę od ręki. Nawet o tym nie myśl udając się na zakupy w godzinach szczytowych. Wtedy najlepiej zacząć właśnie od stoiska rybnego, wziąć numerek, zamówić rybę, powiedzieć co i jak, a następnie udać się na spacer po alejkach. I mimo tego, że chłopak pakujący ryby jest szybszy od twoich myśli, to i tak trochę poczekasz. Jak się jest takim dzikusem z centrum wschodniej Europy jak ja i wszędzie się spieszy, można poprosić o rybę prosto do koszyka i później spędzić z wybranką (rybą) quality time upieprzając nią (rybą) pół kuchni (drugie pół ofiarnie osłaniamy przed usyfieniem własnym ciałem), a potem ją czyścić (kuchnię). Czasowo pewnie wyjdzie na to samo, ale czasami puszczają takie chujowe melodie w tych supermarkietach, że nie wyrabiam. A tutaj dwa razy głośniej. Poza tym, mogę sobie sama poszperać w rybich bebechach i wybrać to i owo (wątróbka, ikra, mlecz, rybi tłuszczyk). I łeb ugotować.

Dzisiaj jednak, gdy moja twarz przypominała poobijaną maskę z szaroburej plasteliny, ciało zbyt długo leżącego w lodówce ziemniaka, a mózg i myśli złożyły papiery o azyl, nadszedł ten dzień, gdy poddałam się i z poczuciem przegranej zgodziłam się na czyszczenie. Sprzedawca nożemy ostrym niczym cięta riposta wujka Staszka odciął połowę głowy, wyciągnął bebechy i naciął brzusio rybuni, zaraz przy pupuni. Wszystko elegancko, rozłożone na trzy ruchy.


Ryba praktycznie zapakowana na tacce. Palamut, czyli bonito, czyli bonito.

Taką torebkę z rybiego brzucha można wypełnić świeżym estragonem i rozgniecionym czosnkiem, wlać trochę oliwy i soku z cytryny. Rybę włożyć do parowara i gotować przez 30 minut. Zjeść, ukryć się pod pierzyną, i poprosić by sen oddalił ten dzień w zapomnienie (nie rybę, była pyszna, para wspaniale przeniosła aromaty przypraw w głąb mięsa).


Pierwszy taki

Pierwszy raz poszłam do pracy 26 grudnia. Pierwszy raz 26 grudnia nie był dla mnie (i innych) dniem wolnym od pracy. I tylko dla mnie to było dziwne, moi koledzy i koleżanki z fabryki z cierpliwością wysłuchali moich refleksji z tej okazji. W Polsce zawsze od świąt uciekałam: wszechobecne choinki, mikołaje i Last Christmas, presja zakupów i przystołowe wariatkowo. A teraz zupełne przeciwieństwo i muszę przyznać, że poczułam lekką pustkę, trochę smutku, zatęskniłam. Czy to kwestia przyzwyczajenia? W końcu nie dla religii świętowałam, a z rodziną najlepiej wychodzę na przysłowiowym zdjęciu. Jeżeli nie to, w takim razie może odświętna okazja na szykowanie potraw, ale to można każdego dnia roku? To może chodzi o te wolne dni? Nie wiem o co chodzi.


Choinka z wyrośniętą gwiazdą na czubku. Wygodne, ileż to “czubków” się zbiło przez te święta…


Poza szlakiem turystycznym, spacer

W sumie celem wyprawy było zdobycie zapomnianej Żubrówki, ale przy okazji zrobił się z tego spory niedzielny spacer, podejrzewam, że z 12km było. Wydaje mi się, że na w tych okolicach byłam jedyną turystką.