Zrób sobie dobrze, idź do łaźni

Łaźnię (np. taką jak turecka) poznałam przez twórczość Katarzyny Kozyry, ale nie przywiązywałam do tego większej wagi, nie myślałam, że to prawdziwe. Myślałam, że może to jakaś nietypowa, inna, została przedstawiona w filmie. I potem się już nie zastanawiałam. Los zechciał, żebym się tematem ponownie zajęła. Koleżanka z fabryki zaproponowała wspólny wypad do łaźni i nie do takiej dla turystów, ale w starej dzielnicy Üsküdar, w starej łaźni zbudowanej przy meczecie. Wszystko już było umówione gdy się okazało, że jednak pójdę sama. Dostałam zestaw porad od koleżanki, łącznie z informacją, że dön oznacza obracać i mogę to usłyszeć w trakcie mycia/masażu. I tak oto pojawiłam się w sobotnie przedpołudnie przed wspomnianą łaźnią. Nie wygląda zachęcająco, prawda? Elewacja też nie wskazuje na to, że ten budynek powstał w 1640r. A jednak. Krótką historię można przeczytać tutaj.

Trochę mniej przekonana schodzę marmurowymi schodami.

Otwieram stare drzwi i wchodzę do przestronnego kwadratowego pomieszczenia. Wzdłuż ścian są małe pokoje, niektóre puste i zamknięte, w innych kobiety – niektóre rozebrane, inne ubrane, inne owinięte ręcznikiem. Na środku siedziało kilka kobiet w różnym wieku, ale głównie 40-60 lat. Grube, chude, ubrane w swetry, bluzki, leginsy, spódnice. Na luzie, jak w domu. Szczerze, przyzwyczajona do “naszych” salonów kosmetycznych i spa, trochę się tym speszyłam. Ale nie zrezygnowałam. Miałam zapisane nazwy zabiegów; nie ma ich dużo, są trzy – masaż z pianą mydlaną, peeling ciała (specjalną rękawicą) i masaż olejem. Na pierwszy raz zdecydowałam wziąć wszystkie zabiegi, żeby je poznać. Przy pomocy gestów i długopisu ustaliłyśmy, że impreza kosztuje 65TL. Dostałam miskę (do polewania się wodą), szampon (do masażu z pianą), specjalny materiał do owinięcia ciała i kluczyk do takego samego małego pokoiku, tylko na piętrze. To zdjęcie pochodzi właśnie z tego pokoju. Jest tam stolik, łóżko, wieszak i lustro.

Kobiety tłumaczą mi po turecku wtrącając kilka słów angielskich co mam zrobić. Niczego nie jestem pewna. Wchodzę do głównej sali i tu kolejne zaskoczenie nieznaną sytuacją. Kobiety w każdym wieku, każdym kształcie siedzą w grupkach. Sala jest okrągła, z małymi niszami, w których są po dwa lub trzy krany i zlewy, woda się przelewa. Wszędzie woda, ciepło, parno. Kobiety tam siedzą i się myją, albo tylko polewają wodą, rozmawiają, śmieją się. Większość tylko w majtkach, młodsze w kostiumach kąpielowych. Musiałam wyglądać jak ostatnia sierota, bo podeszła do mnie młoda dziewczyna i po niemiecku zapytała czy potrzebuję pomocy. Z wdzięcznością potwierdziłam. Zatem: najpierw mycie, potem sauna, potem znowu polewanie wodą. W saunie siedziały dwie kobiety pewnie w moim wieku. Jedna gruba, druga chuda. Zaczęły ze mną rozmawiać. Nic sobie nie robiły z tego, że ich nie rozumiem. Gruba na migi mi pokazała, że przychodzi na saunę, bo wyssie z niej tłuszcz. Po saunie polewałam się jeszcze trochę wodą, podglądałam jak te kobiety siedzą swobodnie, nie krępując się, jak naturalnie ze sobą przebywają, jak gdyby były w kawiarni przy filiżance kawy. Niesamowite uczucie. Na środku sali jest okrągła platforma, podgrzewana, leżą tam kobiety “do masowania”. Zostałam zawołana przez jedną z obsługi. Najpierw zcierała ze mnie warstę martwej skóry, potem mnie wymasowała w pianie. A potem kazała się iść umyć. Czekałam na dön, ale się nie doczekałam. Kobieta doszła do wniosku, że nie ma co na mnie strzępić języka (tureckiego) i najzwyczajniej klepała mnie po tyłku albo udzie gdy miałam się obracać. Na koniec był masaż z olejkiem. Nie był zbyt spektakularny, więc podczas drugiej wizyty zdecydowałam się już tylko na peeling i masaż z pianą. Podczas drugiej wizyty spotkałam też starą kobietę z kompletnie białymi włosami, miała usunięte piersi. Mogła mieć z 80-90 lat. Była gruba, ale jej skóra nie wyglądała na jej wiek. Siedziałyśmy razem w niszy i myłyśmy się. Zaczęła ze mną rozmawiać. Jakieś młode dziewczyny zaczęły tłumaczyć. Skąd jestem? Czy jestem mężatką? Nie? To dobrze! I że jestem strasznie biała, wcisnęła palec wskazujący w moje udo. Poprosiłam dziewczyny, żeby jej odpowiedziały, że sama jest biała. Wesoła, żwawa babka. Potem ją widziałam jeszcze raz gdy suszyłam włosy. Już wychodziła. Coś jeszcze próbowała mi powiedzieć, a na pożegnanie klepnęła po tyłku.

Bardzo mi odpowiada klimat łaźni, czuję się nieskrępowana. Gdy jestem z tymi kobietami, odczuwam spokój, jestem łagodniejsza, weselsza, bardziej siebie lubię. I to trwa po wyjściu. Dlatego hamam wejdzie do stałego repertuaru. Co tydzień, może co dwa. A ten czarny kocur, to przyłaźniowy zwierzak. Ma kompletnie schrzaniony błędnik, obcięty ogon, kicha, prycha, śmierdzi i mruży oczy. Ale on o tym nie wie i przychodzi po pieszczoty jak gdyby nigdy nic. Specjalnie dla mnie przeciągnął się utrzymując równowagę i otworzył zielone kocie oczy.


One response to “Zrób sobie dobrze, idź do łaźni

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: