Koszyczek po turecku to sepetçik

Wczorajsza ostatnia noc w hotelowym mieszkaniu: wnerwiłam sąsiada, bo narobiłam trochę rabanu wysiadając z windy z ikeowskimi tobołami, a on akurat z niecierpliwością wyczekiwał zamówionych dziwek, więc gdy otworzył drzwi, zobaczyłam wychodzący mu z ucha dymek z “wtf…?!”; wnerwiły mnie sądziada dziwki, bo nie zdjęły butów po wejściu do mieszkania jak pożądne obywatelki, tylko biegały w tych swoich okutych szpilach i nie byłam pewna czy ten odgłos, który słyszałam, powstawał gdy je sąsiad po tyłkach klepał, czy jednak to te szpile; wnerwiłam się sama (ale to już po fakcie), bo nie wykorzystałam nocy do zrobienia prania przed wyprowadzką i zasnęłam (nie posiadam jeszcze pralki w nowym mieszkaniu, a w tobołach, które narobiły rabanu – toż nie ja – miałam pościel do wyprania, w której dzisiaj będe spała w nowym mieszkaniu); wnerwiły mnie znowu dziwki, gdy pijane i zdezelowane narobiły rabanu wychodząc od sąsiada o 5 rano. Mój pożytek z nich taki, że przynajmniej mogłam wrócić do prania. Potem było pakowanie i dwa razy sprawdzanie, czy przypadkiem czegoś nie zostawiłam. A jakże, zostawiłam. Litr Żubrówki w zamrażalniku. Jutro z rana pędzę odebrać. W międzyczasie przygotownania świąteczne w pełnym szwungu: pucowanie kuchni, obserwowanie z 17go piętra pierwszego w tym sezonie opadu śniegu w Stambule (nie wiem czy w tej formie dotrwał do ziemi), rozpakowywanie pudeł, zmiana zamków, misja rozpoznawcza do najbliższego ośrodka wyciskania potów. Moje plany przygotowania 12 przystawek rodem z osmańsiej kuchni spełzły na niczym, bo przy włączonym piekarniku wysiadają korki, a gaz nadal nie jest podłączony. Na szczęście mam jedną płytę elektryczną i ta działa. Do tego wygrzebałam z pudeł parowar. Tak powstała moja pierwsza świąteczna kolacja w kraju, w którym niewiele jest przypominaczy o zbliżających się świętach, a pod Mikołajem, choinką i bombkami widnieje napis: Szczęśliwego Nowego Roku.

Towarzystwo na zdjęciu (zgodnie z ruchem wskazówek zegara): na pierwszym planie brokuły i Dorada – zamień drugie d na t i już znasz jedno z moich wielu nowych imion; Çiğ köfte, które powinny być z surowego mięsa, ale podobno nie wolno takich sprzedawać, więc w sklepach i restaurajach są te z pszenicy – skrapla się je cytryną, zawija w liść sałaty i tak spożywa; granat; krewetki; biały ser z ziarnami czarnuszki; piwo; oliwki.

Byłabym zapomniała – była też zupa. Woda z parowaru po brokułach i rybie. Hmmm, yummy.

PS. W Turcji są domy publiczne należące do państwa. Tyle chciałam na razie powiedzieć w tym temacie, bo nie chce mi się wierzyć, chociaż wiem z podobno wiarygodnego źródła.

PPS1. W rzeczywistości, w której tak wiele nowego i odmiennego, znajome cieszy, albo przynajmniej daje chwilę wytchnienia. Ikea Stambuł jest jota w jotę tak samo zaprojektowana jak ta na Targówku. Z jedną różnicą – nie ma wina w stołówce.

PPS2. Znowu mi kazali podać imię i nazwisko, adres i telefon przy płaceniu (tym razem Ikea). Znowu odmówiłam, więc miałam okazję porozmawiać przez telefon z jakąś panią na zapleczu. Podobno jest jakiś limit powyżej 700TL i jeżeli nie podam danych, to muszę rozbić zakupy na dwa paragony. Muszę to zinwestygować. Moi tureccy znajomi również nie bardzo wiedzą o co chodzi.


4 responses to “Koszyczek po turecku to sepetçik

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: