Niedzielne niby nic

Od kilku miesięcy z pasją kibola kibicuję sobie każdej soboty i niedzieli. Wstaję wcześnie; nie wnikając w szczegóły wcześniej niż gdyby normalnie wstawało się w weekend bez przymusu.

Tylko zapisałam się na kurs języka tureckiego i nawet omlet mi się w półksiężyc układa.

Celem zawsze jest wizyta w łaźni o godzinie otwarcia, czyli 8am. Wystarczy kilka minut opóźnienia i rozpoczyna się gorączkowe rozpatrywanie (przez kolejne kilka godzin) co dalej. I potem dzień się rozłazi, rozmemływa, blebleble, blablabla i człowiek dorabia teorię, że nożeszkurwamać kiedyś w końcu trzeba się rozleniwić. W każdym razie dzisiejszy dzień wziął się i jakoś potoczył; siłownia, sauna, targ, obiadokolacja, derby w knajpie. Z targu chciałam ambitnie wrócić z siatami przez góry i lasy dumna jak matka polka, ale przeszkodził mi w tym czujny taksówkarz: trąbnął, zamachał, poczekał, dowiózł. Już myślałam, że będzie total relaks w domu, miałam tyle planów, a zdążyłam tylko ugotować coś szybkiego, na ząb. Przepis nawiązuje (bardzo luźnie) do miasta Edirne, 2h jazdy za Stambułem. Tam się jada tylko wątróbkę. Tylko. Tak mówią przewodniki. Cienko pokrojone plastry topione w litrach gorącego oleju. Oczywiście jest to na mojej liście to eat, chociaż w domu nigdy nie powtórzę. Ale wykorzystam pomysły.  Np. aby pokroić fajną krowią wątrobę w cieniuchne plastry, należy włożyć ją do zamrażalki i wyjąć gdy będzie na tyle twarda, by wygodnie krajać. Grubego pora też siekam w cienkie plastry. 

Rozgrzewam olej, wrzucam mielony kumin

 i suszoną paprykę, po około 30 sekundach dodaję plastry wątroby. Są cienkie, prawie jak papier (pisałam wcześniej, że przesadzam?), więc szybko się smażą. Dlatego po 2 minutach dodaję pora. Po 1 minucie zalewam białym winem. To się mocno smaży na ostrym ogniu, a ja w międzyczasie kroję ser w drobną kostkę, kupiłam go dzisiaj na targu, podobno jakiś sezonowy. Nichuchu nie wiem jak opisać smak sera, ale idzie to jakoś tak: jest prawie żółty, miękki, nóż w nim grzęźnie podczas krojenia. Nie za słony, jeszcze nie żółty, a już z aromatem ementalera, pikantny. Pod wpływem temperatury rozpuścił się zupełnie tworząc wspaniałą bazę sosową. Jeszcze szczypta (mniejsza lub większa) białego, mielonego pieprzu.

Poza tym, polecam dzienną porcję wiadomości: Atatürk Daily.


7 responses to “Niedzielne niby nic

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: