o eurece i ukrytych twarzach

W sumie nie ma się czym chwalić, bo tak długo mi to zajęło. Ale w końcu odkryłam i teraz jest czas na moją żałosną Eurekę. Tak, moje żaluzje, jak większość stambułskich żaluzji, są osadzone na specjalnych stelażach umożliwiających wypchnięcie ich na zewnątrz. Aby nie pogubić się w technicznym opisie, umieszczam zdjęcie.

Od tego czasu w mieszkaniu panuje lekki półmrok, klimat dobry na słuchanie Cohena i popadanie w stany okołodepresyjne. Ale Cohena porzuciłam wraz z opuszczeniem murów wszystkich moich szkół średnich, a stany okołodepresyjne mają się dobrze czy to słońce czy to półmrok. W związku z tym pozostaje mi cieszyć się chłodnym mieszkaniem i gęsią skórką od przeciągu. Moment, przecież przeciąg zabija… ok, zapędy autodestrukcyjne również potwierdzone. Check.

W międzyczasie zaczęłam lepiej sypiać, pojawiły się sny. Np. od niejakiego Mr. Makowskiego otrzymałam przesyłkę z naprawdę świetnymi bluzami z kapturem. W prezencie. Nie wiem, nie wnikam, dziękuję. O ile sny z panem Makowskim mogą nie dziwić (?), gdyż mieliśmy okazję poznać się w jakże przemiłych okolicznościach przyrody, to już pojawienie się P. Czerskiego jest dla mnie zagwozdką. Nie znam gościa osobiście, chociaż przeglądam od czasu do czasu jego zupę i podglądam go na FB. Może to wystarczy, abyśmy razem palili skręta. Nie, nie takiego.  Zwykłego, tytoniowego. No, może nie tak zwykłego. W jakichś bliżej niewyjaśnionych okolicznościach byliśmy gdzieś razem, Czerski palił skręta i mnie też się zachciało. Dostałam bibułkę, zamiast typowego tytoniu garść czegoś, co wyglądało jak goździki, ale bez główek. Czerski je podpalał z jednej strony i tlące się wrzucał na bibułę spoczywającą na mojej dłoni. Zdziwiłam się, ale mnie upsokoił (nie, nie powiedział koko koko coś tam spoko). Do tego dorzucił liście malinowe, które były duże i mięsiste. A malinowe, bo struktura przypominała malinę. Strasznie się męczyłam, nie wychodził mi ten skręt. W końcu Czerski się zlitował, wziął bibułę wraz z zawartością i po chwili oddał już zgrabnego, gotowego do palenia skręta. Jakoś przegapiłam jak on sobie poradził z tymi malinowymi liśćmi.

Śmieszne z tymi snami, bo w sumie Czerski to nie Czerski i nawet wiem kto, ale Makowskiego jeszcze nie rozgryzłam.


5 responses to “o eurece i ukrytych twarzach

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: