chwilowa słabość mnie dopadła

Turcja jest czwartym krajem, w którym mieszkam, a turecki dodaję jako czwarty język do mojej lingwistycznej kolekcji. Dwie przeprowadzki miały miejsce gdy miałam 11 i 15 lat, byłam dosłownie wrzucana do nowych, zupełnie obcych środowisk bez jakiegokolwiek przygotowania, znajomości języka. Środowisko głupich i okrutnych nastolatków, braku zrozumienia, zamkniętych klik. Nie narzekam, nie żałuję. Miałam (mam!) możliwość przybywania z ludźmi z przeróżnych warstw społecznych i kultur. A dodać do tego jeszcze sporą ilość charakterków i dziwaków w mojej nabliższej rodzinie oraz ponad dekadę pracy we wzorcowej korporacji i mogę o sobie powiedzieć, że jestem osobą otwartą na zmiany (≠tolerancyjną – pracuję nad tym), silną, asertywną, potrafiącą o siebie zadbać, wygadaną (czasem zbyt). Brzmi jak list motywacyjny…

I właśnie taka to harda laska potrafi nagle stracić kontrolę nad własnymi emocjami i łazami, w miejscu publicznych, przy ludziach, z błahego powodu. W centrum obsługi klienta. Mówiono do mnie po angielsku, profesjonalnie i sprawnie rozwiązano problem. Ale wystarczył jeden gest do współpracownika, cień (tak, widziałam!) zniecierpliwienia w tonie i spojrzeniu oraz słowo (które powoli zaczynam nienawidzieć) podsumowujące Największy Problem Dnia: yabancı. Czyli obcy.

Jestem nauczona nie przejmować się takimi sytuacjami, śmiać się z nich (vide: mleko filcowe, most jako zabieg w łaźni) i zastosować zdrowy dystans do siebie, iść do przodu, polacy – nic się nie stało… Może jestem przewrażliwiona, ale nie wytrzymałam, zebrało się, wylało się. Czy naprawdę telefon komórkowy zepsuł się przez to, że jestem obcokrajowcem? Dlaczego, gdy wchodzę do salonu fryzjerskiego zapytać o jakiś zabieg nagle zbiera się cały (!) personel i przygląda mi się jak przybyszowi z obcej planety? Co powoduje, że kelnerka naprawdę nie potrafi powstrzymać nerwowego śmiechu gdy (bez błędu) składam zamówienie w jej ojczystym języku? Czy w kawiarni kobiety przy stoliku obok muszą dać mi do zrozumienia, że jestem obcym blond wrogiem numer jeden? Czy taksówkarz ma czelność poważnie i bez zażenowania, patrząc mi prosto w oczy, zapytać czy chcę uprawiać z nim seks tylko dlatego, że nie mam męża i pochodzę ze świata dekadencji i zgniłej moralności?

Jestem zła i zmęczona, mam dość egzotyki i inności, stronię od miejsc, w których byłabym zmuszona do interakcji z ludźmi. Zamykam się w mieszkaniu, użalam się nad moim straaaasznym losem…

Sen bezdomnego kota, niezmącony hałasem warczących silników, stukających obcasów i zwalnianej migawki.


17 responses to “chwilowa słabość mnie dopadła

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: