byłam ostatnio w pl

Mija miesiąc od mojego pierwszego (krótkiego) pobytu w PL od czasu przeprowadzki do Turcji, ale dopiero teraz przełamałam lenia poczułam natchnienie do spisania wrażeń. Jedynym celem wyjazdu był oczywiście Kierat. Było z tym trochę nerwów, bo już na pewniaka miałam nie jechać, ale w ostatniej chwili gwiazdy i księżyc zmieniły swoje położenie i plany uległy zmianie (co jest kolejnym dowodem na słuszność mojego uparcie żywionego przekonania, że dopóki dany moment w czasie nie minie, dopóty nie należy tracić nadziei i próbować próbować próbować). A to oznaczało same last minutes: zakupienie biletów (lotniczych i PKP), kontakt ze znajomymi i ułożenie planu na najefektywniejsze wykorzystanie 72 godzin z czego 30 było przeznaczonych na Kierat.

I tak:

Środa, 23.05.2012
wieczór: pakowanie

Czwartek, 24.05.2012
06:00 pakowanie
08:00 śniadanie

Gorące słońce, chłodzący wiatr, banał. Zadowolona z siebie i kochająca cały świat, popijam kawę i czekam na transport do fabryki.

08:30 dojazd do fabryki
12:00 wyjazd z fabryki na lotnisko
12:00 wyjazd z fabryki do domu po zapomniane prezenty dla znajomych

Część drogi na lotnisko, a dokładnie do portu Bostacı, pokonuję z fabrycznym kierowcą (prywatnie, więc płacę z własnej kieszeni, taniej niż taksówką). W porcie Bostancı jestem 40 minut przed odpłynięciem promu. Zastanawiam się nad szybkim skokiem na Bağdad Caddesi, ale wolę nie kusić losu. Jest pora obiadowa, zatem decyduję się na przekąskę i herbatę. Relaks.

Herbata wypita. Prom podpływa. To szybka łódź, na niej w trakcie podróży obowiązuje zakaz wychodzenia na zewnątrz. W sumie przypomina samolot: rzędy foteli, komunikaty, olewany zakaz korzystania z telefonów komórkowych. Startujemy w Bostacı, mamy przystanek w Kadiköy, a port końcowy to Bakirköy w Europie. Stamtąd wezmę taksówkę na lotnisko.

Po drodze świetne widoki na azjatyckie wybrzeże. Wiadomo gdzie siadać następnym razem.

Na lotnisku czekam, aż LOT w końcu otworzy stanowisko check in. W drodze do Wawy lecę klasą Biznes, bo zabrakło miejsc w ekonomicznej. Cieszę się, bo do odprawy przy stanowisku eko czeka wielgachna wycieczka szkolna, a w kolejce Biznes jest nas tylko parę osób. Obserwuję jak kolejka eko topnieje, a Biz jak stał, tak stoi. Jakieś wredne baby przede mną wpuszczają swoje wredne koleżanki, a zgorzkniałe rude polskie babsztyle za mną sączą jad w moje ucho, bo nic innego zrobić nie  mogą. Jad wsiąka, wypluwam go na wredne baby i udaję się do odprawy eko. Na osłodę dostaję zaproszenie do Business Lounge. Wredne baby nadal stoją. W BL samoobsługa, jedzenie żałosne, ale za to alco za darmo i bez ograniczeń. Wybór bez rewelacji, decyduję się na rakı.

Lot opóźniony, jakiś facet próbuje mnie wyrwać na “jak szemasz” i zapewne sugeruje seks w kiblu (“can we be friends or am I wasting my time?”), a w Wawie -17 stopni. Poranny prysznic staje się mglistym wspomnieniem w oparach mojej hiperaktywnej perspiracji.

 17:30 wylot do Warszawy
18:30 wylot do Warszawy

Pierwsza klasa w LOT różni się tym od eko, że mamy czerwone szmaty na zagłówkach i jesteśmy obsługiwani w pierwszej kolejności. Wybieram kaczkę i, o naiwna, oczekuję piersi. A tu taki pasztet. Jednak obsługa bardzo miła, nie skąpi kolejnych porcji Laphroaig.

19:00 lądowanie w Warszawie
20:25 lądowanie w Warszawie

Trochę się gubię w logice zatrzymywania się taksówek na poziomie przylotów, ale w końcu gdzieś tam dostrzegam kolejkę. Ustawiam się grzecznie i myślę, że przydałby się jakiś znak informujący, że tu jest taxi stand.

20:00 spotkanie z M. w Złotych Tarasach, zakupy
21:30 dojazd do Złotych Tarasów, zakup polskiej karty SIM
22:05 wizyta pod Rurką z M., odebranie mojego osobistego kufla
23:00 dojazd do K., spanko

Piątek, 25.05.2012
05:40 pobudka
06:00 pobudka

Fela i Fidel. Nadworne budziki.

Świętoszki.

Ha! Kto zna Felę, ten wie o co chodzi. A chodzi o to, że Fela jest zajebiście słodka i urocza, ale totalnie aspołeczna. A ja jestem taka fajna, że Fela nie pierwszy raz przychodzi do mnie i daje się głaskać, a nawet kiedyś wskoczyła mi na kolana. Fuck yeah!

06:30 wyjście od K., autobus, dojazd na Wschodnią
07:00 cudem złapana taksówka i…
07:10 dojazd na dworzec

Na Wschodnią dojeżdżam od zaplecza. Nie wiem gdzie jest peron, z którego rusza mój pociąg. Idę do okienka Informacja. Instytucja. Zblazowana pani w okienku studiuje rozkład jazdy. Pytam o drogę, ona beznamiętnym głosem odpowiada nie podnosząc głowy z nad książki (książki!). Klasyk, nie mogę, jak z filmu. Idę na czuja, bo ani informacja jasna, ani drogowskazy widoczne. A chodzi o dotarcie do peronów, z których odjeżdżają pociągi dalekobieżne (krajowe i międzynarodowe). Docieram, prowiantu nie kupię, bo główny hol jeszcze w remoncie, a w około nie ma nawet cienia kiosku.

07:23 odjazd ze Wschodniej
10:35 dojazd do Krakowa
10:45 dojazd do Krakowa
11:00 kosmetyczka na Piwnej
11:10 dojazd do kosmetyczki na Piwnej po uwczesnym pokierowaniu taksówkarza na ul. Podwale (po kiego ch…. wydrukowałam ten szczegółowy, podręczny plan?)
12:30 P. podjeżdża pod salon kosmetyczny na Piwnej i wyjazd do Limanowej
12:45 P. podjeżdża pod salon kosmetyczny na Piwnej po wyjaśnieniach dlaczego nie na ul. Podwale i wyjazd do Limanowej
14:00 przyjazd do Limanowej
14:30 przyjazd do Limanowej
16:20 pozaprogramowe spotkanie z polską policją, wymiana uprzejmości

Z W. poszłam do centrum Limanowej kupić prowant na Kierat. Centrum. Rynek. Metropolia. Powolny, z lekka zakorkowany ruch, bo wiadomo, główna trasa prowadzi przez centrum miasta. Przechodzimy z W. przez ulicę, wyciągamy kasę z bankomatu. Idziemy dalej i “dzień dobry”. Że dokumenty, czy W. i ja się znamy (?), czy blisko? Że przejście nie na pasach, że stworzenie śmiertelnego zagrożenia dla siebie i dla innych uczestników ruchu, że… kurwa kurwa kurwa gdzie ja jestem?! Ze względu na obecność W. pozwalam sobie na lajtowe komentarze pod tytułem kurczę kurczę kurczę gdzie ja jestem, smileeee. Wzbudzam zainteresowanie gdy mówię gdzie mieszkam. Sprawdzają W. czy go żona nie ściga za alimenty. Nie ściga. Dostajemy mandat ulgowy, zamiast 150zł jest 50zł. Pamiątka z Polski.

18:00 start Kieratu

Sobota, 26.05.2012       
20:00 – 24:00 meta
00:30 meta (je….ny 12-sty punkt)
02:30 prysznic, nastawienie budzika, spanko

Niedziela 27.05.2012 
04:30 pobudka
04:47 zerwanie na równe (i sztywne z bólu) nogi, pakowanie w popłochu
05:00 wypad z hotelu
05:20 dotarcie na dworzec, uffff, oczekiwanie na busa do Krakowa

W busie jest ciasno, nie mam szans na normalną pozycję na wprost, kolana mam na ukos. Jestem tak zmęczona, że natychmiast zasypiam mimo niewygody. Gdzieś po drodze dosiada się jakaś kobieta, siada obok mnie. Jest mi niewygodnie, bolą mnie nogi, nie mogę powstrzymać snu i kiwania głową. Tego ostatniego jestem świadoma. Budzę się w Krakowie, ale nie rozpoznaję, że to już Kraków. Pytam kobietę obok, ona potwierdza. Przepraszam ją za kiwanie, mówię, że to zawody sportowe, że zmęczona, ale ona tylko coś mamrocze niemiłego pod nosem.

07:05 przyjazd do Krakowa

Kupuję bajgla. W porównaniu z simitem jest gęstszy, cięższy.

07:45 odjazd z Krakowa
10:46 przyjazd do Warszawy
11:00 spotkanie z M. i A. w Złotych Tarasach
12:00 wyjazd na lotnisko
12:45 wyjazd na lotnisko
13:00 przyjazd na lotnisko
13:10 przyjazd na lotnisko, relaks, odświeżenie przed podróżą
13:40 check in, zjebka od obsługi LOT

Jak w podstawówce, ale nie zapytała o dzienniczek. “Dlaczego tak późno?” (stanowisko nadal czynne, nawet jeżeli tylko 5 minut, to nadal czynne). Nie wytrzymałam. Dałam dosadnie do zrozumienia, że jestem klientem, że mam 5 minut, że nie tędy droga, suko. W sumie możnaby to samo powiedzieć w inny sposób, “dobrze, że pani zdążyła, ostatnie 5 minut, potem stanowisko byłoby zamknięte, a nadanie bagażu niemożliwe i tym samym odlot stanąłby pod znakiem zapytania”. Możnaby, ale nie. Nie w tym kraju.

14:45 odlot

Rozrywka. Do wyboru, do koloru. Lekkie komedie, ambitne filmy, seriale, gry, muzyka.

Tureckie linie lotnicze, klasa eko. Po starcie otrzymujemy papierowe menu z opisem dań do wyboru. Pomiędzy makaronen a köfte wybieram to drugie. Nie wiem, może jestem uprzedzona, ale posiłek tureckich linii lotniczych jest smaczniejsze, robi wrażenie pełnego posiłku od A do Z, gustowniej podane (ceramiczne pojemniki, metalowe sztućce). Niestety, whiskey to JB, więc piję wino. O rakı nie pytam, bo podobno nie lubią serwować, a podczas wcześniejszych lotów zawsze długo czekałam.

18:15 lądowanie w Stambule, wizyta w lotniskowej aptece, zakup maści i cold packa….

Poniedziałek, 27.05.2012
07:00 pobudka
08:30 fabryka

Podsumowanie: W Stambule nie tęskniłam za PL, przyjeżdżając do PL nie poczułam radości. Ucieszyły jedynie spotkania ze znajomymi, których w Stambule mi brakuje. No i Kierat. Natomiast brakowało mi tureckiego języka, gwaru, tłumu i różnorodności. Warszawa wydała się mała, blada i nijaka. Chciałam wracać do Stambułu.


14 responses to “byłam ostatnio w pl

  • pajeczaki

    dobrze, że byłaś tak krótko, nie zdąźyłaś popaść w depresje😉

  • romeksamolot

    Nie ma w Krakowie Bajgli – byłem próbowałem – nie ma. To na zdjęciu to krakowski obwazanek o zblizonej konsystencji – katolicki bootleg żydowskiego bajgla.
    I jak ja kurwa nie znoszę polskiej policji. No kurwaścierpiećniemogę. Nie mają prawa pytać o nic poza tym co w dowodzie , a mądrzą się jak za pierwszej komuny. Kurwa.

    • koszyczek

      Nie mogę wypowiedzieć w takim razie na temat bajgli. Czy to jest coś w stylu amerykańskiego bagel? Bo te amerykańskie były świetne, jadłam u mamy w kawiarni: toated, with cream cheese and lox…

      Co do spotkania z policją, to moja relacja i jest sporo okrojona… więcej wścibskich pytań, zupełnie niezwiązanych z powodem zatrzymania – jak dobrze się znamy, kim jestesmy dla siebie, jak często się widujemy, co tu robimy, itp….; objawianie prawd absolutnych jak katastroficzne w skutkach było nasze działanie; pouczający ton i zblazowano-pobłażliwe spojrzenia wszechmocnych i wszechwiedzących… sranie w banie. Serio, bardzo poniżające doświadczenie. W ogóle uważam, że mandat za coś takiego to głupowa, w Londynie łazi się na czerwonym na własną odpowiedzialność, w Stambule w ogóle łazi się na własną odpowiedzialność. Ale ok, przyjmuję do wiadomości, że w PL za takie “wybryki” dostaje się mandat, takie prawo, biorę konsekwencje na klatę. Tylko dlaczego takie traktowanie? Bo w życiu nie wyszło? Bo chujowy cieciowy mundur?

      • romeksamolot

        Mundury to mają jak sprzątacze – dezajner pewnie był z milicji jeszcze. Nie musisz odpowiadać, nie musisz podpisywać, nie przyjmować mandatu iść do sądu i wyśmiać funk_cjonariuszy nawet przegrywając z aparatem przymusu.
        Bezczelność za moje podatki!

      • koszyczek

        No tak, w tym roku to już za Pana, nie moje*🙂 Gdybym była na miejscu, to może i bym się pokusiła o sąd.

  • koszyczek

    *przypomniało mi się, że muszę napisać ładny list do urzędu skarbowego, że w tym roku zapłaciłam im ostatni podatek.

  • anna

    Polska mi też się wydała byle jaka i mdła, ale to pozory, jak nie żyje się w “środku” to takie jest wrażenie.nie żyje się tu łatwo, to znaczy zależy komu. napewno szarej masie życie codzienne nie mija “przyjemnie”, mnie się póki co nie zyje tu fajnie i chyba dlatego że mam porównanie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: