trochę o rowerach i odruchach pawłowa

Jakiś czas temu doradzałam dwóm kolegom z pracy przy kupnie rowerów. Było śmiesznie: generalnie koledzy to poważni (zazwyczaj gdy pod krawatem) Panowie Dyrektorzy, którzy owszem – jeździli na rowerach, ale to było dawno temu i nieprawda. Byliśmy w trzech sklepach, w czwartym zdecydowaliśmy się na zakup. Patrzyli, przymierzali, negocjowali, wyciągali gratisy (bagażnik na samochód, lampki, etc). W sumie w ostatnim sklepie spędziliśmy ponad dwie godziny, a sprzedawca w pewnym momencie wyglądał, jakby go ciężka migrena dopadła. Ale nie o tym.

Gdy po owocnym dniu zakupów żegnałam się z dumnymi posiadaczami nowych rowerów, dałam parę wskazówek co i jak, a przede wszystkim o ułożeniu łańcucha i zasadzie niekrzyżowania. To dosyć istotne w Stambule, gdzie płasko jest tylko przy wodzie. I co? Jeden z kolegów zerwał łańcuch już podczas pierwszej jazdy “w około bloku”. Drugi śmiał się z tego przez chwilę, ale przestał, gdy zbyt mocno przyhamował przed przebiegającym kotem, zaliczył spektakularny OTB i przyszlifował górną wargę i brodę. Ja się do dzisiaj śmieję z obydwu przypadków i czekam na swój. Ale nadal nie o tym.

W końcu wybraliśmy się razem na leniwe rowerowanie wzdłuż wybrzeża morza Marmara, po azjatyckiej stronie. Przed wycieczką miała miejsce strategiczna narada mająca na celu zidentyfikować odpowiednie miejsce na picie piwa, bo nie ma rowerowania bez browarowania. Po drodze uprawialiśmy slalom gigant między pieszymi niespiesznie człapiącymi po drodze dla rowerów. To, co obserwuję w trakcie jazdy, zasługuje na osobny wpis, ale w telegraficznym skrócie opisałam tutaj. Gdy już dojechaliśmy do naszego celu, wydarzyło się następujące:

Koledzy odstawili rowery.
Koledzy rzucili się do stojącej przed sklepem lodówki z piwem, niezablokowanej magnesem (!).
Koledzy wyciągnęli po piwie, otworzyli (twist off) i zaczęli pić.
Koledzy w ogóle nie zwracali uwagi na sprzedawcę i nie spieszyli się z płatnością.
Koledzy bez krępacji pili piwo na chodniku, przed sklepem, przy rowerach.
Sprzedawca w ogóle się nie przejmował.
Generalnie nikt się nie przejmował.

Ja, z zachodniego, wolnego kraju prawa, byłam lekko zdezorientowana i gdy sięgałam po piwo nadal rozglądałam się za “wrogiem” i obawiałam się reperkusji naszego beztroskiego zachowania.

Jednak nic się nie stało. Po ugaszeniu pierwszego pragnienia jeden z kolegów zapłacił za nasze piwa, usiedliśmy na murku przy sklepie i tak sobie siedzieliśmy i piliśmy. Następnie wsiedliśmy na rowerki i spokojnie wróciliśmy do domów.


8 responses to “trochę o rowerach i odruchach pawłowa

  • pajeczaki

    od kiedy wprowadzili u nas restrykcje dotyczace jazdy na bani, przestałam pić na mostku. policja jeżdzi i węszy, nawet w lesi ich spotkałam.
    i pare razy usłyszałam naganne komentarze za wożenie puszki piwa w bidonie
    czuję się represjonowana

    • koszyczek

      Kiedyś na wycieczce rowerowej w PL, gdzieś na wschodniej północy, w okolicach miejscowości, w której kręcili serial o jakimś domu nad jakimś rozlewiskiem… Wraz z moim towarzyszem kupiliśmy po browarze, wsadziliśmy do plecaków i pojechaliśmy dalej. Nasza trasa prowadziła przez las, więc stwierdziliśmy, że na jakiejś polanie się walniemy i obalimy browary i pojedziemy dalej – najwyżej się zdeżymy z jakąś sarną. Znaleźliśmy polanę, rozłożyliśmy się, otwieramy browara… a tu nagle podjeżdża samochód marki “klasa średnia”, wysiada z niego pan z panią (typu ciechocinkowe dansingi, tylko bardziej nowoczesni) już chyba na emeryturze. Wyjmują jedną (!) butelkę piwa i wspólnie tę jedną butelczynę obalili. I potem pojechali. Normalnie partyzantka, ludzie się po lasach ukrywają…

      • romeksamolot

        Na dmuchanym materacu też nie można się położyć płynąc po bajorku , opalając się i pijąc piwo dla ochłody. Pierdolić takie prawo!

      • koszyczek

        dmuchany materac to pojazd?

      • romeksamolot

        Osobne prawo dla pojazdów pływających, na motorówce, żaglówce itp też nie wolno się chłodzić orzeźwiającym i pożywnym piwem. Materac dmuchany to już przegięcie.
        Wózek inwalidzki ręczny – traktowany jest przez prawo antypiwne jak rower, wózek z napędem jako pojazd motorowy. Na nartach też nie można napić się grzańca. W Stanach zjeżdżaliśmy ze stoku i za każdym razem na dole wchodziliśmy na czekoladę z rumem. I z powrotem na górę i czekolada i na górę. Fajnie było. Tutaj – chuje i tyle.

      • koszyczek

        No bo skoro oni w robocie na słubie pić nie mogą, to i inni się nie napiją. Zawistne ćwoki.

  • a Powiśle płonie płynie « Koszyczek

    […] kraju muzułmańskim. Koledzy byli bardzo zdziwieni, wspomnieli coś o zachodzie i swobodzie. A tak ja dziwiłam się wcześniej. Share this:EmailPrintDodaj do ulubionych:LubięBe the first to like […]

  • strachy na lachy (?), czyli tzw. alcohol ban | koszyczek

    […] sprzedaży do konsumpcji przed sklepem/barem. Jak kiedyś już opisywałam, nie było problemu z kupieniem piwa i wypiciem przed sklepem. Obserwowałam też jak wieczorami […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: