Monthly Archives: August 2012

co w sklepie

puree z czosnku
końce szpinakowych pęczków


co na śniadanie

mango smoothie

2x mango
dwie chochle tłustego jogurtu koziego
ubity na proch kawałek korzenia kurkumy
zmielone ziarna lnu
suszona ostra papryka w płatkach
sól

blend it man
przepuść przez sito


ciąg dalszy owocowych papek

jeżyny i nektarynka zmiksowane w blenderze
jeff daniels*
kostka lodu (albo dwie, albo trzy)

Pure owocowe jest dosyć gęste, ale nie dodaję wody. Rozrzedzi się po dodaniu alkoholu i rozpuszczeniu lodu. Jeżeli owoce nie są naturalnie słodkie, to nie wiem co, bo moje są bardzo słodkie. Może warto odrobinę posłodzić, ale na serio trochę.

* Śmieeeeszne, Panie Samolot 🙂


portrety

Płótno, a na nim ciemne, przytłaczające tło. Z niego wyłania się twarz: koścista; z bladą, papierową cera, którą krew omija w swoim obiegu; z linijką szarych, zaciśniętych ust i stalowymi tęczówkami. Otoczona bezbarwnymi włosami upiętymi tak mocno, że szczęka zaciska się zbólu. Żylastą szyję dusi czarny kołnierz. To portret mojej tolerancji. Ostatnio poluzowała się nitka przy ostatnim guziku pod szyją.

~ ~ ~

Od kilku dni w godzinach 11pm – 1am jest dosyć hałaśliwie na mojej ulicy. Trąbienie, gwizdanie, śpiewanie, krzyczenie. Nie znałam powodu; pytałam znajomych, ale tylko wzruszali ramionami. Strzelałam fochy, przeklinałam ten durny turecki naród i pytałam się siebie co ja tutaj robię.

 ~ ~ ~

Służba wojskowa w Turcji jest obowiązkowa*. Przed wyjazdem, rodzina i przyjacie organizują imprezę. Ulicami mkną kolumny samochodów, na dachach leżą przymocowane tureckie flagi. Przez otwarte okna wychylają się rozkrzyczane i roześmiane głowy. Słychać gwizdy, trąbki, a czasem bębny. Zatrzymują się, blokując ruch; wychodzą z samochodów i śpiewają turecki hymn. Rekruci są dumni i szczęśliwi, że będą mogli służyć swojej ojczyźnie. Płaczą tylko matki, siostry i żony, bo wiele żołnierzy ginie w starciach z terrorystami.

~ ~ ~

[mega banał mode on]

 Wczoraj wieczorem też hałasowali, ale już nie słyszałam.

[mega banał mode off]

~ ~ ~

* W niektórych przypadkach w zamian za służbę można ujścić opłatę na rzecz państwa. Jednak jest to rozwiązanie dla bogatych; ma opinię niesprawiedliwego i niehonorowego. Mniej ciekawie sprawa służby wojskowej wygląda też dla tych, dla których nie jest ona źródłem dumy i radości. Do dalszego poczytania tutaj, tutaj i tutaj.


“chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”

Dzisiaj wzruszyłam się tym jak bardzo w mojej fabryce szanuje się człowieka. Doprawdy.

A potem połknęłam szklaną pigułkę; ona pękła we mnie na najdrobniejsze cząsteczki, które przemieniły się w krople balsamu i przeniknęły do każdej mojej komórki, uczyniły mnie lekką i uniosły ponad fabryczne kominy, hen hen od rakotwórczej chmury. Poklikam sobie też zgodnie z instrukcjami Pana Samolota i wtedy nie dziwi nic.


świętuję zakończenie Ramazanu

Skończył się Ramazan i również mój tygodniowy urlop, ale do fabryki wracam dopiero w środę, gdyż trwa długi weekend: święto zakończenia miesięcznego postu rozciąga się na trzy dni, mimo, że wg. Islamu to tylko jeden. Arabskie nazwy brzmią poważnie, natomiast tureckie to Ramazan Bayrami lub Şeker Bayrami, czyli Uczta Ramazanu  lub Uczta Curku/Słodkości. Wydania gazet poprzedzające święto są pełne przepisów na ciasta. W trakcie święta dzieci uderzają do dorosłych (rodzina, sąsiedzi) po kasę, ale tylko nieliczne ją dostają. Większość zadawala się słodyczami. Jak w Halloween.

Mnie z okazji Ramazanu nikt słodyczy ani kasy nie dał i dzieci też żadne mnie nie odwiedziły. Dlatego musiałam wszystko sama: kasę dałam sama sobie i natychmiast ją wydałam na fantastyczny garnek żeliwny i równie fantastyczny blender, w około których chodziłam już od paru miesięcy. Zaserwowałam sobie również deser (wykonany przy pomocy nowego blendera).

Pomysł i przepis znalazłam tutaj. Jak autor, ja również degustuję w pikantniejszym smaku. Na razie wypróbowałam z Pimentón de la Vera, a potem z paroma kroplami Tabasco Chipotle. Z tych dwóch lepsza jest wersja z pimentón, ale to jednak nie to. Pozostałość napoju zmiksuję jeszcze raz z Pul Biber. Nie przyszło mi oczywiście do głowy spróbować wersji bez ostrych dodatków. Niech ktoś to zrobi za mnie.

A oto krótki i łatwy przepis: miksujemy w blenderze melon (900g), dwie nektarynki, sok z połowy limonki, 1.5 łyżki cukru i 0.5L wody. Przesiewamy przez sito, wsadzamy do lodówki aż się kompletnie schłodzi i serwujemy z kostkami lodu. W mojej wersji oczywiście tequila.

Dodam tylko, że o tej porze roku kupuję przepyszne melony i nektarynki. Te ostatnie rzadko kiedy jadłam w PL, bo trafienie na dobry owoc kosztowało mnie zbyt wiele nerwów (i kasy). Teraz jem je codziennie i jestem zachwycona przeróżnymi nutami smakowymi, które w nich odkrywam. A melony to w ogóle się w gębie rozpływają i nie ma o czym mówić.

PS Podarowałam również odrobinę czułości potrzebującemu (to w ramach jałmużny).


o zachodzie słońca

Bardzo przepraszam za jakość zdjęć, ale nie potrafię ich robić gdy jest ciemno.

Ramazan w ciągu dnia to nudy na pudy. Ludzie siedzą w domu, część restauracji jest pozamykana i robi się tylko ciekawie gdy komuś nerwy puszczą.

Ale po zachodzie słońca, fiu fiu, to dopiero się dzieje. Celebruje się w domach, restauracjach (dobrze jest robić rezerwacje) i na zewnątrz. W przypadku tego ostatniego, jednym z najpopularniejszych miejsc publicznych w Stambule to Sultanahmet, czyli okolice Hagii Sophii i Błękitnego Meczetu. Przestrzeń między tymi dwoma zabytkami zamienia się w wielkie piknikowo. Rodziny rozkładają koce, na kochach jedzenie, a obok piecyk z gotującą się herbatą. Stacje telewizyjne prowadzą transmisje na żywo, dzieją się różne przedstawienia, funkcjonuje jarmark. Uliczni sprzedawcy zachęcają do zakupu przekąsek.

Ramazan trwa cały miesiąc, ale ja oczywiście odłożyłam moją wizytę w Sultanahmet na ostatni wieczór… Obiecałam sobie, że w przyszłym roku wpadnę podpatrywać przynajmniej kilka razy. Zapomniałam też zrobić zdjęcia w moim lokalnym supermarkecie. To może opowiem. Z rozpoczęciem Ramazanu, jedna z alejek w sklepie została udekorowana tak, by przypominała ulicę i stojące wzdłuż niej domy. Przed “domami” były wystawione różne produkty spożywcze. Ta dekoracja symbolizuje właśnie wieczorne zakończenie postu i wspólną celebrację na ulicach miasta. Stąd też to biesiadowanie na zewnątrz. Dla mnie bomba. Sama chętnie bym się przysiadła, siedziałabym sobie tak cichutko i przyglądała się. Może w przyszłym roku będę przechadzała się z super głodną miną i ktoś mnie zaprosi (podobno nakarmienie kogoś w trakcie wieczerzy postnej to punkty bonusowe i tak też czynił Prorok Muhamed).

Ten pan nie obsługiwał stolików obok, ale nas – Polkę, włoską parę i miejscowych Turków – siedzących z tyłu, przy drzewie, pod murem otaczającym Błękitny Meczet.

Popularne ozdoby, te arabskie napisy to z Koranu. Wykonane z perły.

Zestawy herbaciane, dzbanki, czajniki.

Zestawy herbaciane.

Banan?!

Typowa osmańska mozaika.

Być jak sułtan.

Aha. Część drogi pokonałam nowo otwartą (17 sierpnia, po stronie azjatyckiej) nitką metra. Przejazd był bezpłatny, może taka promocja? Otwarcie metra opóźniło się o trzy lata. Napotykane znaleziska archeologiczne są całkiem romantycznym usprawiedliwieniem, ale słaba organizacja też miała wpływ.

W porównaniu do warszawskich wagonów, te mają chybawięcej przestrzeni.