wczasy nad morzem, dzień 2

O 2am obudziłam się do dzwięku bębna. Chwilę zajęło mi ogarnięcie myśli, ale zaraz przypomniałam sobie o przeczytanych relacjach innych yabanci z “głębii Anatolii”. Jest Ramazan, jest wieś, jest bębniarz. Jest czas na przebudzenie i zjedzenie ostatniego posiłku przed nastaniem świtu i powrotem dziennego postu. Bębniarz chodzi po ulicach przez około godzinę. W sąsiednich domach pojawiły się światła w oknach, usłyszałam ziewania i szczęk rozkładanych talerzy i sztućców. Po jakimś czasie wszystko cichnie. Zasypiamy.

Wstałam, zjadłam śniadanie. Turecki standard: dwa plastry sera (żółty i biały), jajko, pomidor i ogórek w plastry, zielona papryka, oliwki, miód, dżem, chleb, herbata. Spakowałam wodę, książkę, koc, ręcznik i parasol słoneczny. Jak ja nie lubię plażowania. Nie chcę wyjść z pokoju. Ale poszłam. Plaża praktycznie pusta. Po prawiej równe rzędy leżaków z parasolami czekają na plażowiczów, z głośników leci muzyka, ale trzeba przyznać, że nie za głośno. Rozłożyłam swoje manatki i w kompletnym cieniu zagłębiłam się w historię imperium osmańskiego.

Skupienie zakłócał fakt, że trzeba będzie wejść do wody i popływać. Bez gogli, rurki oddechowej i płetw, to wszystko bez sensu. Poza tym byłam umówiona z obiadem na lancz, więc nie pora i czas na relaks. Zamknęłam książkę, weszłam do wody, popływałam. Gdy wróciłam do swoich manatków, czekał już na mnie Sami Bey. Ewidentnie przyszedł sprawdzić co robię. Widziałam go jeszcze będąc w wodzie, rozglądał się za mną. Wszedł do wody po kolana udając, że pływa. Powiedział, żebym trzymała się blisko brzegu, bo dalej jest niebezpiecznie (teren kąpieliska jest otoczony liną). Poszedł. Ja też się zabrałam po chwili. Zaniosłam wszystko do domu i ruszyłam do jadalni/sklepu Hanifa hanim, kulinarny przystanek 2. Dzień wcześniej zamówiłam porcję pide, ale chyba coś źle się dogadałam co do czasu serwowania. Wydaję mi się, że prosto z pieca była około 11am, a ja pojawiłam się o 1pm. Była już zimna, ale czekała na mnie. No i nie zupełnie pide, a raczej gözleme. Mimo wszystko było smacznie, z jakimś mi bliżej nieznanym zielskiem o nazwie mancar (podobno rośnie przy brzegu rzeki).

Przy okazji podpatrzyłam jak robi się manti, cyknęłam fotki i wymieniłam z panią opinie na temat trudności przygotowania tej potrawy.

Po wypiciu herbaty ruszyłam przed siebie. Ağva to nie tylko morze, plaża i kiczowate pamiątki. Są tereny do zbierania grzybów (raczej jesienią, gdy wrócą deszcze), uprawiania pieszych wypraw i wędkowania w dwóch rzekach otaczających miejscowość. Właśnie tereny nad jedną z tych rzek chciałam obczaić. Gdy już tam dotarłam, Ağva zyskała w moich oczach. Wzdłuż rzeki ciągnie się pas miękkiej zieleni, jak nad Nilem. A zaraz po drugiej stronie jezdni już spękana ziemia i wytrzymała na suszę roślinność. Jest cicho, sielanka, fajne domy i ogrody, moje klimaty.

Tak można się przedostać na drugą stronę rzeki.

I w tym właśnie miejscu kończy się moje zwiedzanie, gdyż albowiem znowu omsknęła mi się stopa na krawędzi asfaltu. Mimo paraliżującego bólu zerwałam się na nogi, bo nadjeżdżał samochód (przecież nikt nie może zobaczyć, że się przewróciłam, że cierpię, że płaczę). Oparłam się o mur domu i podsumowałam straty. Spodnie: dziura na kolanie; kolano: starta skóra; kostka: wielkości jajka. Pokuśtykałam do najbliższsego hotelu, usiadłam na otaczającym murku. Zadzwoniłam do właściciela hotelu, który mówi trochę po angielsku. Czy może mi zamówić taksówkę, jestem przy hotelu takim i takim, miałam wypadek. Co? Chcę jechać taksówką do Stambułu? Nie? Chcę zmienić hotel? Ok, zadzwonię później.

Weszłam do hotelu, poprosiłam o zamówienie taksówki. Pokazałam dziewczynie z recepcji kostkę. Przejęta, poczęstowała mnie jodyną i wodą utlenioną. Okazało się, że nie ma teraz dostępnych taksówek. Swoją pomoc oferowały dziewczyny, które akurat wymeldowywały się i wracały do Stambułu; podrzuciły do mojego hotelu. Sami Bey spał na poduszkach w cieniu. Nie miałam ochoty na rozmówki tureckie. Poszłam do pokoju. Zadzwoniłam do znajomego i poprosiłam o wyjaśnienie właścicielowi hotelu co się stało. Za chwilę przy drzwiach stał Sami Bey o wszystkim już poinformowany przez właściciela. Chodź do ogrodu, co tak będziesz siedzieć w pokoju, dzisiaj razem zjemy kolację, ale dopiero później, gdy nadejdzie iftar. Siedziałam, Sami Bey potraktował kostkę maścią, wypytywał o wszystko, łącznie z tym ile płacę za czynsz i zarabiam (nie na wszystko otrzymywał odpowiedź). Fajnie, że gadałam po turecku ze słownikiem pod ręką, ale po pewnym czasie mózg się zmęczył i nie chciałam już nic mówić. I w ogóle chciałam trochę ciszy i spokoju. Ale miałam też okazję obserwować jak mniejwięcej od 6pm Sami Bey krzątał się wyczekując końca postu (około 8:10pm). Co chwila zerkał na zegarek. Przygotował dla mnie talerz owoców. Usiadł, pogadał, pooglądał telewizję. Wstał, wrócił do kuchni, przyniósł dodatkowe potrawy.

Pokręcił się, pozerkał na zegarek. Nie wytrzymał: dla mnie rybę zrobił już o 7:30pm, mimo że zapewniałam, że mogę spokojnie poczekać (bonito, dzisiaj złowiona, pyszna; ma tak specyficzny smak, jakby dodano cytrynę w trakcie smażenia).

Swoją też przygotował, ale odłożył na później. Najwidoczniej musiał się czymś zająć i to było mu potrzebne. Oglądaliśmy w telewizji jak do kolejnych miast nadchodzi iftar (różnice czasowe) i związane z tym celebracje. I do nas nadszedł. Poczekałam, aż Sami Bey skończył swój posiłek i udałam się do pokoju, znużona atrakcjami dnia.


One response to “wczasy nad morzem, dzień 2

  • ramadan | koszyczek

    […] W moim betonowym i nowoczesnym Ataşehir praktycznie nie czuć, że trwa ramadan (po turecku ramazan) – w przeciwieństwie do niektórych, bardziej tradycyjnych dzielnic. Bębniarza i wspomniany przez Eyen chór sztućców, szklanek, talerzy miałam okazję doświadczyć w małej wiosce nadmorskiej rok temu. […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: