wczasy nad morzem, dzień 4

Dzisiaj śniadanie przygotowali właściciele. Sami Bey ma wolne. Drobne różnice: telewizor wyłączony, z głośników płyną kiepskie covery Stinga, Franka i Cezarii (jak zwykle za głośno). Ale nie miałam sumienia marudzić, widziałam jak się starali, zwłaszcza pan właściciel. Nawet sięgnął do prywatnych zapasów i do śniadania dostałam bonus: pieczoną paprykę w oliwie. Pyszna.

Bardzo chciałam wrócić do domu, więc od razu po śniadaniu udałam się na przystanek autobusowy. Po drodze zatrzymałam się jeszcze u Hafifa Hanim i kupiłam trzy kilo pomidorów z ogródka, makaron domowej roboty i chleb na zakwasie. Na przystanek dotarłam w sam raz, autobus był gotowy do odjazdu. Kierowca zaskoczony: to ty mówisz po turecku? chociaż dużo nie powiedziałam i zrozumiałam dosyć proste pytania. W autobusie dostałam kiepskie miejsce z małą ilością miejsca na nogi, ale skonctentrowałam się na swojej chorobie lokomocyjnej i nic już mi nie przeszkadzało.

Na porzegnanie jeszcze parę zdjęć z Ağva. Będę chciała tu wrócić i bardziej aktwynie spędzić czas.

Mercedes koloru szampańskiego.

Meczet

Muzeum, nie pamiętam kogo.

Rodzinna firma. Robią yufka na börek.

Suszące się orzechy laskowe.

Taka sobie ławka.


2 responses to “wczasy nad morzem, dzień 4

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: