smoki, dziewice i inne bestie

Jak w każdy weekend i dzisiaj bez problemu budzę się o szóstej rano. Tradycyjnie już notuję w myślach, by wypróbować to samo w dni robocze i nie biegać jak kogut bez głowy szukając czystego ciucha i jednocześnie szorując zęby. Dzisiejszy plan: hamam przed szkołą, po szkole szwędanie się po Europie. Niby już dawno obrałam Nişantaşı, ale jakoś w ostatniej chwili przychodzi do głowy inny kierunek i tak zaczynam sprawdzać w internetach. Nie wiadomo kiedy mija czas na hamam . Ok, jak nie dzisiaj, to za tydzień, mówię sobie jak co tydzień. Książkę, zeszyt i aparat pakuję do plecaka; zakładam trampki. Ma być wygodnie, dzisiaj zrobię sporo kilometrów. Wsiadam do autobusu i jadę w kierunku portu.

Po 20 minutach widzę Bosfor, ale coś jest nie tak, czegoś brakuje. Dopiero po chwili dociera do mnie co się stało. Nie ma Europy! Tam, gdzie ostatnio ją widziałam, stoi szarobura ściana. Wody Bosforu też są jakby mniej błękitne i spokojniejsze bez zwyczajowo hulającego wiatru. Przyklejam czoło do szyby autobusu, wysilam wzrok. Dostrzegam zarysy wieży Galata, pałac Topkapı też majaczy, wszystko w tej samej barwie. Co jest, pożar? Raczej nie, wszystko stoi jak stało, tyle, że słabiej widoczne. Tak, jedyne racjonalne wytłumaczenie to smok. Smok przyszedł, najadł się białogłowych, ekhm, dziewic, beknął i zaczadził okolicę.

Stoję na azjatykim brzegu i rozpatruję opcje. Powinnam iść do szkoły, ale smok, jak wiadomo, jest niebezpieczny, zwłaszcza dla  tych, no, białogłowych. Ale smoki nie bekają z pustym żołądkiem, więc jest szansa, że się już najadł. Ok, decyduję się na przeprawę na drugą stronę i poświęcić się dla nauki. Plany związane ze szwędaniem się odkładam na czas, gdy smok opuści mury mojego miasta. Już na promie odczuwam skutki mojej nierozsądnej decyzji. Im bliżej europejskiego brzegu, tym gęstsze powietrze. Włączają się wszystkie moje fobie i zaczynam odmieniać  smok przez wszystkie przypadki polskie, tureckie, angielskie i niemieckie. Oddychanie staje się trudniejsze. Ogarnia mnie strach gdy idę w kierunku szkoły przez park, pod górkę, bo przecież przy wysiłku płuca krzyczą o więcej tlenu. Oddech smoka czuję nie tylko na plecach, ale w każdej komórce mojego ciała, krew pewnie jest już brunatna. Nawet w klasie, przy zamkniętych oknach i włączonej klimatyzacji, myśl o powrocie blokuje drogi oddechowe. Panika ściska gardło. Obiecuję sobie, że jeżeli uda mi się wrócić bezpiecznie do domu, to pakuję walizki i stąd wy-pier-da-lam.

Nie pamiętam drogi do domu (tym razem to nie z powodu spania w autobusie), ale już z dala od europejskiego smoka strach mnie opuszcza. Szukam, ale nie odnajduję żadnych strat, natomiast są zdjęcia.

Smoki prześladują mnie od dzieciństwa. Np. przed smokiem wawelskim chowałam się pod szafą, pod którą razu pewnego zaklinowała się moja jeszcze dzięcięca, ale już nabrzmiała od myśli-śmieci główka. Poza tym, boję się stąpających olbrzymów, których ciężkie kroki powodują, że trzęsie się ziemia i rozsypują zamki i pałace. I owiec się boję. Tych naładowanych siarką i prochem i podrzucanych smokowi i wybuchających w jego żołądku, od których giną połknięte wcześniej białogłowe dziewice.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: