trampolina

Gluty w nosie, gluty w czaszce, płuca emigrują poza moje ciało, brak snu i posrane neurotyczne fanaberie… zawadzam nosem o chodnik i nawet przeprawa przez Bosfor nie podnosi morale. Tak wyglądał cały ostatni tydzień.

Dzisiaj ratuję się jak mogę, bo kolejnego takiego tygodnia nie chcę. Odwiedzam Balık Pazarı po kaczkę, w Cihangir kupuję wino. Z promu obserwuję jak mija nas wielki rosyjski tankowiec płynący w kierunku Czarnego Morza. Na chwilę zatrzymujemy się po środku cieśniny, by go przepuścić, a potem płyniemy przez seledynowe pasmo wzburzonych turbinami wód Bosforu. A na koniec, już wbrew sobie, idę na targ w Üsküdar z cichą nadzieją, że spotkam tego pana co tydzień temu sprzedał mi wielkiego słodkiego pomidora i uparcie mówił do mnie po niemiecku ignorując moje tureckie dukanie (w końcu się poddałam i zaszprechałam). Targ w Üsküdar jest targiem stacjonarnym, czynnym cały tydzień. Ale w niedzielę pojawiają się małe stragany na środku prowadzącej do targu uliczki. Znajduję pana od pomidorów i z marszu rozmawiam z nim po niemiecku. Na oko (moje, kiepsko określające wiek) ma jakieś 50-60 lat, był w niemczech na robotach i może mi się wydaje, ale zauważam jakieś zawieszenie (nie wiem czy pozytywne czy negatywne) na dosłownie ułamek sekundy gdy słyszy, że jestem z Polski. Ale zaraz dodaje, że miał tam wielu polskich kolegów. Wybiera dla mnie 3 kilo fajnych pomidorów. Kilka straganów dalej kupuję zielone winogrona; takie, które kojarzę z jesienią. Z brązowiejącą skórą, ogrodowe. I małe, pomarszczone mandarynki; zielono-żółte na zewnątrz i pomarańczowe w środku. Jeszcze tydzień temu kupiłam w zwykłym sklepie i były strasznie kwaśne, ale Turcy lubią kwaśne owoce. Moi towarzysze w fabryce śmieją się ze mnie gdy wykrzywiam twarz, a oni wcale a wcale jedząc to samo. Kupuję też jabłka, bo tak ładnie się czerwienią. Sprzedawca to znowu starszy mężczyzna, bije od niego radość, uśmiecha się, coś do mnie mówi, gada też sobie ot tak, jakieś wesołe przygadanki. A na koniec zatrzymuję się przy stoisku z oliwkami. Kręcę się niepwena czy chcę czy nie, ale widzę kubek na pestki i ośmielona podchodzę i smakuję. Są pyszne, decyduję się na jasne i ciemne. Starszy pan w okularach ze szkłami jak słoikowe denka nakłada oliwki łyżką do torebek. Bez pośpiechu, starannie. Myślę, że szybciej nie może, nawet gdyby chciał. Obserwuję jego dłonie: pieknie opalone, silne, gładkie i zadbane. Kilka razy kładzie torebki na wagę i pyta syna czy jest już pół kilo, a syn mu odpowiadał: jeszcze trochę; teraz za dużo. Cierpliwie, ciepło. Syn w międzyczasie próbuje sprzedać wiejski ser biały. Targuje się z nim głowa rodziny, o szaro-rudych włosach, przybrudzonej opaleniźnie i błękitnych oczach Paula Newmana. Nie wiem co mówi, ale z mimiki twarzy rozumiem, że stara się ukryć zainteresowanie i trochę pomarudzić. Uśmiecham się do sprzedawcy, czekam aż skończą, bym mogła zapłacić za swoje zakupy. Przeprasza mnie ekskjuzmi, że musiałam czekać, ale nie wie ile radości mi to sprawiło. Przypieczętowuje to wszystko zdumieniem mówisz po turecku? super i zapraszamy ponownie. A ja z przysłowiowym bananem na gębie, obładowana jak osioł, drepczę do autobusu, w którym najpierw uśmiecham się do siedzącej obok mnie kobiety, która tłumaczy mi, że swoje siatki trzyma na kolanach, bo inaczej przy tym hamowaniu i ruszaniu wszystko się rozpierzchnie i ze zrozumieniem przytakuję twój masz chleb. Zaraz po tym, pod ciężarem wrażeń dnia, odpływam i tylko kontrolnie budzę się co jakiś czas by nie przegapić mojego przystanku.

Na targu w Üsküdar mam takie ulubiony stacjonarny sklep, w którym zawsze pojawia się coś, czego nie znam, albo znam, ale wcześniej nie widziałam. Np. pepino. Podobno nazwa po hiszpańsku tak jak dla ogórka, ale przecież można samemu poszperać w internetach, nie?

Świeże zielone oliwki z wcześniej wspomnianego warzywniaka. Są tak gorzkie, że palą w język. Pani Matka podpytałaby i podpowiedziała co z nich zrobić?

Gdy piszę te słowa, w piekarniku dochodzi do siebie kaczka, a ja już mam tyle kaczego tłuszczu na przyszłe smakowite smażenia.

PS Żyję, bo takie było pytanie.


15 responses to “trampolina

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: