święto ofiar, wizyta na targu bydła

 Uwaga: opis jest nieprzyjemny, a zdjęcia pokazują zabicie zwierzęcia.

Właśnie nastało Święto Ofiar w świecie muzułmańskim i cztery dni wolnego (w Turcji + 1 dzień na 89. urodziny Republiki). Zwyczaj składania ofiary wywodzi się z przypowieści o Abrahamie i jego synu. Jednym z filarów Islamu jest jałmużna, więc rodziny dzielą się mięsem z krewnymi i sąsiadami (2/3) a resztę przekazują ubogim. Część społeczeństwa decyduje się na wpłacenie pieniądzy specjalnej fundacji zamiast zabijania, ale to relatywnie nowy zwyczaj. W Stambule od ponad tygodnia różne miejsca (np. parking obok mojej fabryki) zapełnione są bydłem czekającym na swój los. A dzisiaj był najbardziej ruchliwy dzień pod względem podrzynania gardeł. W zeszłym roku nie udało mi się dotrzeć na czas by obserwować jak to wszystko się odbywa, więc dzisiaj się postarałam.

Dotarłam do jednego takiego miejsca i stojąc na pagórku ogarnęłam wzrokiem rzeźnię pod niebem. Brakowało mi pewności, żeby swobodnie wejść w to męskie grono i rozpocząć obserwację i fotografowanie. Na szczęście zagadnął do mnie świetnie mówiący po angielsku młody chłopak (studiuje i uczy się angielskiego w Bułgarii). Opowiedział, że akurat tutaj nie jest zbyt higieniczne, a warunki dostosowane są do portfela klientów. Miasto przymyka na to oko, żeby każdy kto chce miał szansę na złożenie ofiary. Wskazał też punkt należący do miasta – droższy i rzekomo bardzie higieniczny.  Rozmowa z chłopakiem dodała mi śmiałości. Podziękowałam i ruszyłam na rekonesans. W pobliskim ogrodzie rodziny dzieliły mięso rozłożone na folii na ziemi.

Było już około 3pm, niektóre namioty były zwijane. Wszędzie stali lub siedzieli mężczyźni, którzy na mój widok (ale chyba bardziej na widok mojego aparatu fotograficznego) ożywiali się i prosili o zrobienie im zdjęć. Ale najczęściej wskazywali swoich kolegów, którym miałam zrobić zdjęcie, koledzy próbowali zdjęcia unikać, ale zaraz im przechodziło. Wszyscy chcieli mieć swoją fotkę.  Brali mnie za dziennikarkę z innego kraju i gdy dowiadywali się, że zdjęcia robię dla siebie, to wyczuwałam ich rozczarowanie. Mój kolega wcześniej mówił, żebym nie zaprzeczała, ale jakoś nie mogłam się przełamać do tej ściemy. Abla! Krzyczeli mężczyźni starsi i młodsi oraz dzieci. Nic, tylko strzelać. Ale w pewnym momencie byłam już zmęczona i tylko uśmiechałam się na kolejne zawołania.

Chyba byłam też trochę wypompowana emocjonalnie. Mimo, że krew nie robi na mnie większego wrażenia i wiem, “że schabowy pochodzi od zarżniętej świnki” (cyt. Pajonki), to jednak doznań było sporo tego dnia. Wszędzie kał, jelita, odrąbane kopyta. Ludzie ubabrani krwią. No i zarejestrowane zarżnięcie byka. Na początku stał trzymany przez kilku mężczyzn. Miał przesłonięte oczy i wąchał ich buty ubrudzone mieszaniną gówna i krwi. Spętali mu  nogi, potem przewrócili i nałożyli pętlę na pysk. Obrócili o 180 stopni. Mężczyzna z nożem w dłoni szukał odpowiedniego miejsca na gardle byka. Wypowiedział, a raczej razem z pozostałymi trzymającymi byka, wyśpiewał modlitwę i zaczął ciąć. Schowałam się za aparatem, ale wszystko widziałam. W pierwszych sekundach zaczęły mi się trząść ręce i płynąć łzy. Stojący w około mężczyźni patrzyli jak sobie z tym radzę. Po chwili się uspokoiłam. Rok temu włączyłam film na youtube, ale nie obejrzałam do końca. Najgorszy jest dźwięk oddychającego zwierzęcia z przeciętym przełykiem i fakt, że ono się jeszcze cały czas rusza. Po chwili wszystko się skończyło. Wszyscy byli zadowoleni, bo poszło jak trzeba. Jeden z mężczyzn wydrążył patykiem rowek, którym odpływała krew. Zanurzył w niej palec, podszedł do mnie i dotknął tym palcem mojego czoła. Ten zwyczaj nie ma nic wspólnego z religią. Jest zabobonem, ma przynieść szczęście. Stojący obok starszy pan wyciągnął jednorazową wilgotną chusteczkę i dał mi ją, żebym zmyła krew. Podziękowałam i poszłam dalej.

A dalej był punkt miejski. Metalowy kontener, w którym bydło było wciągane pod sufit za jedną nogę, modlitwa odmawiana automatycznie i równie automatycznie przecinane gardło. Wszystko odbywało się szybko, jak w fabryce. W powietrzu unosił się mdły zapach krwi i myślałam, że zwymiotuję. Po chwili się przyzwyczaiłam. Robiłam zdjęcia, przyglądałam się ludziom, trochę z nimi rozmawiałam. Stałam za blisko. Krew prysnęła mi na aparat i czoło. Stwierdziłam, że dosyć wrażeń, czas wracać do domu.

W domu włączyłam dziennik, a w nim typowe dla tego okresu wiadomości. Mężczyźni w każdym wieku z pociętymi palcami, uszami, czołami i innymi częściami ciała. Kopnięci i ubodzeni. Poza tym biegające po ulicach miasta bydło, a za nim ich właściciele. Trochę strasznie, trochę śmiesznie.


8 responses to “święto ofiar, wizyta na targu bydła

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: