Monthly Archives: December 2012

każda okazja jest dobra

Melanż bez związku: oliwki, granat, lakerda, pastirma – jak pastrami, stary ser czyli eski kaşar z Gaziantep, ser owczy, krewetki z szałwią i wino musujące Vinkary. W minimalistyczne okrycie stołu wcielił się papier do pakowania szkła. Nad (czy pod?) wszystkim czuwa Nazar Boncuğu.

IMG_6823_1

Lakerda czyli surowa ryba: sugeruje się serwować z cienko pociętą cebulą zamiast topienia w oliwie.

IMG_6822_1

Oliwki kolorowe jak jesienne liście.

review 093_1

Podobno pierwsze (jedyne?) tureckie wino musujące, które dojrzewa w butelce według “oryginalnej metody”.


tu się pije piwo

Turcja na razie serwuje mi kuksańce gdy marudzę i mówi: weź się, dziecko, w garść, dupę w troki i zrób tak, by było ci dobrze.

Być może pewnej brytyjskiej rodzinie też tak podpowiedziała, a może i nie – w każdym razie teraz można pójść i napić się piwa. Dobrego piwa. I można pogadać, bo muzyka – inaczej niż w polskich i tureckich przybytkach – nie napierdala. I doświadczyć 360°-wą obsługę turecką można, która powoduje, że czujesz się jak king of the hill. I jeszcze raz powiedzieć sobie pod nosem, że w Stambule jest wszystko, można.

W sumie to po drugiej stronie miasta jest dla mnie, ale od szkoły to już tylko kwestia (zaawansowanego) spaceru i najbardziej stromego i długiego podejścia jakie dotychczas zaliczyłam w tym mieście.

Naprawdę, niewiele potrzebuję.

review 055_1

Niepełny repertuar. Gwiazdy dojrzewają na piętrze.

review 062_1

W belgijskim stylu. Nie za kwaśnie, dla fanów pszenicznego.

review 052_1

Stout. Bardzo wytrawny. Chyba musimy się lepiej poznać.

review 056_1

Wybuch kwiecistych aromatów. Ach i och.

review 059_1

Antrakt. Zupa serowa na bazie IPA.

review 060_1

Klasyk. Dziękuję, właśnie dokonałam wyboru.


skarby bosforu

IMG_6622_1


pogrzeb

Parę miesięcy temu zmarł młody chłopak pracujący w mojej fabryce. Miał 34 lata, właśnie był w podróży poślubnej. Miałam kilka dni wolnego, dostałam sms z tą informacją. Moi współpracownicy byli wstrząśnięci. Fabryka zorganizowała autokary (te, które na codzień transportują nas między domem i pracą), ludzie pojechali na pogrzeb.

Kilka tygodni temu, podczas jednego weekendu, dwoje znajomych z fabryki straciło swoich bliskich. O ich śmierci dowiedziałam się jeszcze w niedzielę z sms-u od znajomego. Następnego dnia, w poniedziałek, do wszystkich w naszym zespole został wysłany email:

Przyjaciele,
Niestety, otrzymaliśmy złe wieści o śmierci dwóch osób.

H. stracił wczoraj mamę.
P. straciła dziś babcię.

Dzielimy ból z naszymi przyjaciółmi i życzymy miłosierdzia boskiego i cierpliwości ich krewnym i bliskim.

Nie wytrzymałam. Mówię do mojego tureckiego łącznika: sorry, ale te sms-y i rozmowy zaczynające się od “słyszałeś/aś?” wydają mi się pogonią za sensacją, plotkowaniem i po co ten mail w ogóle?”

Nie, nie. To szczere współczucie, troska i chęć wsparcia w trudnych momentach. Informacja idzie “w świat”, by ludzie wiedzieli i byli wyrozumiali, że taki i taki właśnie doświadczył tragedii i może sobie nie radzić z obowiązkami lub mieć problemy w kontaktach z innymi.

Dzisiaj rano zadzwonili z fabryki. W nocy zmarła mama A. Dzisiaj o 2:30pm – dokładnie 12h od śmierci – jest pogrzeb. Jedziesz? Jadę. Znalazło się dla mnie miejsce w samochodzie, dla reszty został podstawiony autokar. Pojechaliśmy do oddalonej o 60km miejscowości nad Morzem Czarnym, w którym dawniej mieszkała mama A.

Trumna z ciałem leżała przed meczetem na specjalnym stole, zadaszonym na wypadek niepogody. Czuwał przy niej jeden z synów i przyjmował kondolencje. Stałam na ulicy z tłumem, szukałam wzrokiem A. Nie podeszłam do jego żony, która ze spuchniętymi i czerwonymi oczami witała przybywających. Co chwila ktoś ją obejmował, dodawał otuchy.

Po pewnym czasie przybyl A. i imam i uroczystość się zaczęła. Mężczyźni ustawili się w równych szeregach centralnie do trumny, a kobiety tak samo z boku. Imam recytował modlitwę, a tłum odpowiadał. Rozumiałam jedynie amin i Allahu Ekber. Wcześniej zakryłam włosy szalem, jak większość kobiet, na znak szacunku.

Po zakończeniu modlitwy synowie i inni mężczyźni przenieśli trumnę do samochodu. Tyle osób chciało pomóc, że w pewnym momencie bałam się, że trumna się zsunie i spadnie na ziemię. Zauważyłam, że wieko trumny było luźne i unosiło się trochę pod naporem rąk. Wszyscy pojechaliśmy na cmentarz. Po drodze jeden z moich współpasażerów z lekkim zdumieniem popatrzył na mnie i moją zakrytą szalem głowę: wyglądasz jak turecka dziewczyna.

Na cmentarzu ludzie spieszyli się by stanąć jak najbliżej grobu. Groby na tym cmentarzu nie były rozdzielone alejkami jak np. na polskich cmentarzach, dlatego przedostawaliśmy się po niskich murkach okalających otaczające groby. Przez chwilę osłupiałam obserwując ten bieg, ale nikt się nie przejmował, chociaż zwracano uwagę, by nie deptać po grobach. Ciało owinięte w materiał zostało wyjęte z trumny i złożone w grobie. Materiał zawiązany na czubku głowy został lekko poluzowany. Po bokach ciała usypano na jego wysokość ziemię; następnie nad ciałem ułożono pod skosem, w poprzek grobu deski i zasypano ziemią. Wcześniej imam i zebrani odmówili jeszcze raz modlitwę.

I koniec. Rozeszliśmy się do naszych samochodów i odjechaliśmy.


“aaa, merry christmas”

Aaa, fakt, fenks.

Dokładnie rok temu przeprowadziłam się z hotelu do mieszkania; przygotowałam celebrację 2w1, czyli prowizoryczną wigilię oraz parapetówę – zaproszona byłam ja, ja i ja.

W przededniach tegorocznych świąt nie planowałam potraw, nie sprawiłam sobie choinki, bo ostatnimi dniami oderwałam się od stambułskiej codzienności; odkrywałam nowe miejsca i smaki, które niespecjalnie podsycały świąteczne sentymenty.

No i dzisiaj troszku spanikowałam gdy z różnych stron docierały do mnie życzenia (i relacje z przedwczesnego opróżniania stołu wigilijnego), a u mnie na obiad znowu (wtf?!) brokuły z doradą i śpiew muezzina zamiast gwiazdy betlejemskiej. Ale zaraz się uspokoiłam, bo przypomniałam sobie, że przecież lubię śpiew muezzina, a dzwony kościelne n*p**r*al*ją i że ostatnimi dniami  było wyjazdowo, odpoczynkowo i kulinarnie jakby jakieś święta były.

Cały rok, a w tych dniach szczególnie, kochajcie siebie i róbcie sobie dobrze.

IMG_6107_1


antep, dzień 2

ciąg dalszy relacji z grudniowej wyprawy, dzień 1 tutaj

Łudziłam się. Jestem w tym dobra. Łudziłam się, że będzie ładniejdzy dzień, że chociaż parasol zostawię w hotelu, ale zaraz po dźwięku budzika, do moich uszu dotarł hałas stukających kropli o szybę…

IMG_6158_1

Dokładnie w takie poranki można docenić to, co robią panowie w Metanet Beyran Lokantası. Robią najlepszą na świecie zupę z ryżem i jagnięciną.

IMG_6165_1

Jest gorąca, pikantna i sycąca. Smakowo kompletna. I jest śniadaniem. Bo w Metanet zupę Beyran można zjeść tylko do godziny 11am. Gdyby nie fakt, że przez resztę dnia miałam jeść i jeść i jeść, zjadłabym dwie porcje. Albo nawet trzy.

IMG_6164_1

Po takim śniadaniu mogłam spokojnie stawić czoło mało przyjaznej aurze. I przy okazji wyrobić trochę kilometrów przed kolejnym posiłkiem.

Oh, wait. Zapomniałam o drugim śniadaniu. Lahmacun i ayranİmam Çağdaş.

 IMG_6282_1

IMG_6285_1

Ok, teraz ten spacer.

IMG_6202_1

IMG_6203_1

IMG_6204_1

IMG_6207_1

IMG_6209_1

IMG_6254_1

Chodząc po Antep, zwłaszcza starej części miasta, nie da się nie myśleć o jedzeniu.

IMG_6174_1 IMG_6307_1

IMG_6311_1  IMG_6277_1

IMG_6201_1 IMG_6172_1

IMG_6170_1 IMG_6169_1

IMG_6212_1 IMG_6211_1

Na starym targu, niedawno odrestaurowanym, można kupić garnki, talerze, tace, tygielki do robienia kawy po turecku, sporo ręcznie zdobionych. Pracę można obserwować na tyłach targu. Można obserwować jak wykuwane są szpikulce na szaszłyki. Podobno są również eksportowane do innych krajów, np. Niemiec.

IMG_6175_1  IMG_6188_1

IMG_6195_1

IMG_6182_1 IMG_6198_1

Antep (dzisiaj Gaziantep) jest jednym z najstarszych miast na świecie, zamieszkałe od czasów jego powstania. Więcej można przeczytać w niezawodnej Turcji w Sandałach i w Wiki. Dałabym link do polskojęzycznej, ale pod hasłem Gaziantep są tylko trzy zdania. A historia miasta jest imponująca. Polecam muzeum Zeugma z niesamowitą kolekcją mozaik z czasów, gdy mieszkali tutaj Rzymianie. Mistrzowie hedonizmu. Np. mozaika na dnie wypełnionego wodą basenu były tak ułożone, by kafelkowe ryby robiły wrażenie żywych i pływających.

IMG_6217_1 IMG_6220_1 IMG_6221_1 IMG_6227_1 IMG_6228_1 IMG_6229_1 IMG_6231_1 IMG_6233_1 IMG_6239_1 IMG_6241_1

Historia historią, a w brzuchu burczy. Na szczęście dwie ulice dalej za muzeum Halil Usta piecze najlepsze mięso w mieście (albo i w całej Turcji). Restauracja jest czynna tylko przez 4 godziny, do 3pm, a potem Halil Usta odpoczywa. Serwowane są tylko dwie mięsne potrawy: küşleme, czyli kawałek jagnięciny (około 150g z jednej i drugiej strony kręgosłupa) i şiş kebap. Niesamowicie przyprawione, delikatne, nieziemskie. Nie ma się co szczypać, jeżeli ktoś nie mieszka w Antep na codzień, warto zamówić dwie porcje.

IMG_6250_1

IMG_6248_1

Sałatka przychodzi w zestawie, ayran do popicia.

IMG_6243_1 IMG_6249_1

Wszyscy kochają Halil Usta!

IMG_6253_1

Moja wizyta w Antep dobiegała końca, zatem czas na adekwatne zamknięcie. Najpierw ponowna wizyta u  İmam Çağdaş, tym razem na deser i słynną antepską baklawę.  İmam Çağdaş wysyła swoje słodkości do innych miast Turcji i poza jej granice. Najbardziej smakowała mi baklawa o nazwie havuç. Na szczęście z marchewką ma tylko wspólny kształt – stąd nazwa.

IMG_6151_1

Na kawę poszłam do Tahmis Kahvesi, kawiarni mieszczącej się w budynku z 1635r.

IMG_6272_1

Zamiast zwykłej kawy zamówiłam menengiç kahvesi. Napój jest przygotowywany i serwowany jak zwykła kawa po turecku, ale tylko w dwóch wersjach: sade (czarna) i sütlü (mleczna). Menengiç to taki krzak, chyba z rodziny pistacjowatych i oprócz kawy widziałam również zastosowanie w produkcji mydła.

IMG_6264_1

Półtora dnia w Antep, półtora dnia jedzenia… warto wrócić, bo jeszcze całego miasta nie zjadłam.


antep (i nie tylko), dzień 1

Turcja jest dwa razy większa od Polski. A dokładnie dwa i pół. Podróżowanie ułatwia dobrze rozbudowana sieć dróg i lotnisk. Np. Turkish Airlines mają w swojej ofercie loty do 44 tureckich miast. Niektóre lotniska są bardziej, a inne mnie nowoczesne i jak wszędzie, pogoda może spłatać psikusa. Albo zaserwować przygodę – jak kto woli.

W poszukiwaniu kolejnych skarbów tureckiej kuchni wybrałam się do Antep (od 1921 oficjalna nazwa to Gaziantep, ale więszkość mówi Antep), 127km na północ od syryjskiego Aleppo. Wsiadłam do samolotu… i obudziłam się w Kayseri.

Okazało się, że mgła (!) spowiła antepskie lotnisko, które nie jest przystosowane do przyjmowania lądujących samolotów w takich warunkach i pilot zdecydował się nie lądować (!). W Kayseri zatankowaliśmy i ruszyliśmy jeszcze raz na Antep. Uuuurrraaaa! Znowu sen i… znowu Kayseri.

IMG_6114_1

Kayseri leży u stóp wygasłego wulkany Erciyes (3916m), ale jego szczyt schował się chyba tego dnia w chmurach. Można też zostać na kilka dni i pobuszować po okolicznych górach i pobawić się w rafting.

Tym razem pilot podjął decyzję o powrocie do Stambułu, a ja o opuszczeniu samolotu. Ustawiłam się w kolejce do taksówki i po chwili siedziałam w niej na przednim fotelu z trzema tureckimi panami z tyłu. Wszyscy chcieliśmy jechać na dworzec autobusowy, ale kierowca zgasił nasz zapał informując, że kolejny autobus od Antep będzie dopiero za 5 godzin. A za ile bylibyśmy samochodem? I negocjacje rozpoczęły się… szczegóły mi umknęły, ale to brzmiało mniejwięcej tak:

Kierowca: No mogę pojechać, ale to będzie kosztować tyle. Co wy mi tu proponujecie za śmieszną kwotę! Dajcie więcej, to za mało, jeszcze więcej!  To mi się nie zwróci! No dobra.
Męski chórek: Oj weź, no weź, no zawieź nas – nie rozbijaj banku! Hi hi hi, ha ha ha, to ubiliśmy targu, a jak masz w ogóle na imię?

Przed wyjazdem z miasta zakupiliśmy wodę i prowiant.

IMG_6113_1

Słona? Słodka? Drożdżówka. Pychutka. Bez nadzienia. Nazywa się Kayseri Ketesi.
Warto wrócić po mantı (maciupeńkie pierożki nadziewane mięsem), pastırma (wędlina z zuszonej wołowiny), sucuk (kiełbasa).

Pogoda nas nie rozpieszczała. Jechaliśmy w górę i w górę i w pewnym momencie mignęła mi tablica z 1650m n.p.m., a może byliśmy i wyżej? Deszcz zamienił się w śnieg. Było szaro i buro, potem dużo bieli, a gdy zbliżaliśmy się do celu, robiło się bardziej zielono. Próbowałam się wszystkiemu przyglądać, ale rytmiczne dźwięki tureckiej muzyki i ciepłe powietrze w samochodzie skutecznie mnie usypiały.

IMG_6116_1

IMG_6119_1

 IMG_6121_1 

IMG_6123_1

IMG_6129_1

To nie jest toaleta.

Kierowca pokazał nam zdjęcia swoich wnuków. Opowiadał nam o tym, że jego ślub był zaaranżowany. Czy kocha swoją żonę? Nie, nigdy nie kochał, ale jest szczęśliwy. Swaci patrzą na dwojga ludzi z boku, bez emocji, czy mają wiele wspólnego, czy “się ułożą”, czy ich związek jest logiczny. Swojej czwórce dzieci też w ten sposób ułożył życie. Najmłodszy syn nie chciał, ale głęboko w Anatolii nie sprzeciwia się słowu ojca. Syn też nie kocha swojej żony.

Minęły 4h podróży i dotarłam do Antep. Zostawiłam bagaż w hotelu, sprawdziłam kierunek na kible i Mekkę i wyszlam do miasta. Zjeść.

IMG_6157_1

 

Po drodze do Antep mijaliśmy stare zajazdy zwane z perskiego caravanserai lub po turecki han. Pełno jest ich rozsianych po całej Turcji – w miastach i na trasach pomiędzy nimi. Służyły jako schronienie dla podróżujących, głównie na trasach handlowych. Dzisiaj są restaurowane i służą jako centra handlowe, rozrywkowe lub restauracje.

IMG_6147_1

Polecona restauracja Bayazhan mieści się właśnie w takim odrestaurowanym hanie.

Lista potraw do spróbowania w Antep jest długa i poświęcenie nawet dwóch dni nie uchroni przed najedzeniem się do rozpuku. Może gdybym wylądowała w Antep zgodnie z planem o 7am, to jakoś przeturlałabym się od restauracji do restauracji, ale w tej sytuacji musiałam podjąć radosną decyzję o dodaniu Antep do listy miast odwiedzanych regularnie – a dzięki dogodnemu połączeniu i niskim cenom przelotów można bez większego spięcia zrobić z tego nawet jednodniowy wypad.

IMG_6139_1

W Turcji humus jest często podawany na ciepło i muszę przyznać, że to mu wychodzi na dobre. Tutaj dodatkowo z podduszoną pastırmą, która dodaje swojego aromatu. Muszę przyznać, że to najlepszy humus jaki dotychczas jadłam, a byłam swego czasu kulinarnie rozpieszczana przez libańską rodzinę prowadzącą swój lokal w Toronto.

IMG_6142_1

Patlican kebabı, czyli bakłażanowy kebab. To krążki bakłażana i mielonego mięsa przekładane na przemian. Trochę mnie rozczarowała forma, ale smak wszystko wynagrodził. Mięso było fantastycznie przyprawione i miało aromat pieczonego w prawdziwym piecu. Z resztą jak i bakłażan, którego delikatny miąższ ukrywał się pod spieczoną skórą (nie do jedzenia).

IMG_6140_1

Alinazik kuşbaşılı: niesamowicie przyprawione i marynowane kawałki mięsa z młodej jagnięciny podane na puree z bakłażanu, nie mogło zabraknąć jogurtu. Bakłażan jak i mięso były z rusztu, przesiąknięte dymem. Fantastyczne.

Ten region należy zdecydowanie do mięsożernych łakomczuchów. I słodkozębnych łasuchów. Antep słynie ze swojej baklawy. Jedna z koleżanek w fabryce pochodzi z Antep i kiedyś przywiozła tacę baklawy, na którą wszyscy entuzjastycznie rzucili się z achwalając i podkreślając jej antepowość. Faktycznie, to była najlepsza baklawa jaką dotychczas jadłam. Była lekka, krucha i nieprzesadnie słodka (oczywiście stosując turecką skalę słodkości). Spacerując po Antem ma się wrażenie, że co drugi sklep sprzedaje baklawę. Nawet firma przewozowa, z którą będę dalej podróżować ma alternatywną działalność gospodarczą – baklawę.

IMG_6160_1

IMG_6151_1

Przy takiej ilości lokali trudno dokonać wyboru, więc ponownie skorzystałam z polecenia i zawitałam do Imam Çağdaş. Do wyboru jest ponad 10 rodzajów baklawy, ale mi najbardziej smakował ten duży wystający na talerzu po prawej. Nazywa się havuç dilimi, czyli marchewkowy kawałek, ale zapewniam, że nie ma nic wspólnego z marchewką.

Po dniu pełnym wrażeń i pełnych talerzy miałam ochotę paść na łóżko, pępkiem do góry, ale po takim obżarstwie nie wypadało pójść do hotelu prostą drogą. Kluczyłam większymi i mniejszymi ulicami, na których pod wieczór pojawiają się uliczni sprzedawcy… jedzenia. Tu i tam spotykałam grupkę mężczyzn czekających na swoją przekąskę. Wszechobecne zapachy pieczonego mięsa, mimo pełnego żołądka, drażniły zmysły.

IMG_6154_1

Dzień 2 tutaj.