antep (i nie tylko), dzień 1

Turcja jest dwa razy większa od Polski. A dokładnie dwa i pół. Podróżowanie ułatwia dobrze rozbudowana sieć dróg i lotnisk. Np. Turkish Airlines mają w swojej ofercie loty do 44 tureckich miast. Niektóre lotniska są bardziej, a inne mnie nowoczesne i jak wszędzie, pogoda może spłatać psikusa. Albo zaserwować przygodę – jak kto woli.

W poszukiwaniu kolejnych skarbów tureckiej kuchni wybrałam się do Antep (od 1921 oficjalna nazwa to Gaziantep, ale więszkość mówi Antep), 127km na północ od syryjskiego Aleppo. Wsiadłam do samolotu… i obudziłam się w Kayseri.

Okazało się, że mgła (!) spowiła antepskie lotnisko, które nie jest przystosowane do przyjmowania lądujących samolotów w takich warunkach i pilot zdecydował się nie lądować (!). W Kayseri zatankowaliśmy i ruszyliśmy jeszcze raz na Antep. Uuuurrraaaa! Znowu sen i… znowu Kayseri.

IMG_6114_1

Kayseri leży u stóp wygasłego wulkany Erciyes (3916m), ale jego szczyt schował się chyba tego dnia w chmurach. Można też zostać na kilka dni i pobuszować po okolicznych górach i pobawić się w rafting.

Tym razem pilot podjął decyzję o powrocie do Stambułu, a ja o opuszczeniu samolotu. Ustawiłam się w kolejce do taksówki i po chwili siedziałam w niej na przednim fotelu z trzema tureckimi panami z tyłu. Wszyscy chcieliśmy jechać na dworzec autobusowy, ale kierowca zgasił nasz zapał informując, że kolejny autobus od Antep będzie dopiero za 5 godzin. A za ile bylibyśmy samochodem? I negocjacje rozpoczęły się… szczegóły mi umknęły, ale to brzmiało mniejwięcej tak:

Kierowca: No mogę pojechać, ale to będzie kosztować tyle. Co wy mi tu proponujecie za śmieszną kwotę! Dajcie więcej, to za mało, jeszcze więcej!  To mi się nie zwróci! No dobra.
Męski chórek: Oj weź, no weź, no zawieź nas – nie rozbijaj banku! Hi hi hi, ha ha ha, to ubiliśmy targu, a jak masz w ogóle na imię?

Przed wyjazdem z miasta zakupiliśmy wodę i prowiant.

IMG_6113_1

Słona? Słodka? Drożdżówka. Pychutka. Bez nadzienia. Nazywa się Kayseri Ketesi.
Warto wrócić po mantı (maciupeńkie pierożki nadziewane mięsem), pastırma (wędlina z zuszonej wołowiny), sucuk (kiełbasa).

Pogoda nas nie rozpieszczała. Jechaliśmy w górę i w górę i w pewnym momencie mignęła mi tablica z 1650m n.p.m., a może byliśmy i wyżej? Deszcz zamienił się w śnieg. Było szaro i buro, potem dużo bieli, a gdy zbliżaliśmy się do celu, robiło się bardziej zielono. Próbowałam się wszystkiemu przyglądać, ale rytmiczne dźwięki tureckiej muzyki i ciepłe powietrze w samochodzie skutecznie mnie usypiały.

IMG_6116_1

IMG_6119_1

 IMG_6121_1 

IMG_6123_1

IMG_6129_1

To nie jest toaleta.

Kierowca pokazał nam zdjęcia swoich wnuków. Opowiadał nam o tym, że jego ślub był zaaranżowany. Czy kocha swoją żonę? Nie, nigdy nie kochał, ale jest szczęśliwy. Swaci patrzą na dwojga ludzi z boku, bez emocji, czy mają wiele wspólnego, czy “się ułożą”, czy ich związek jest logiczny. Swojej czwórce dzieci też w ten sposób ułożył życie. Najmłodszy syn nie chciał, ale głęboko w Anatolii nie sprzeciwia się słowu ojca. Syn też nie kocha swojej żony.

Minęły 4h podróży i dotarłam do Antep. Zostawiłam bagaż w hotelu, sprawdziłam kierunek na kible i Mekkę i wyszlam do miasta. Zjeść.

IMG_6157_1

 

Po drodze do Antep mijaliśmy stare zajazdy zwane z perskiego caravanserai lub po turecki han. Pełno jest ich rozsianych po całej Turcji – w miastach i na trasach pomiędzy nimi. Służyły jako schronienie dla podróżujących, głównie na trasach handlowych. Dzisiaj są restaurowane i służą jako centra handlowe, rozrywkowe lub restauracje.

IMG_6147_1

Polecona restauracja Bayazhan mieści się właśnie w takim odrestaurowanym hanie.

Lista potraw do spróbowania w Antep jest długa i poświęcenie nawet dwóch dni nie uchroni przed najedzeniem się do rozpuku. Może gdybym wylądowała w Antep zgodnie z planem o 7am, to jakoś przeturlałabym się od restauracji do restauracji, ale w tej sytuacji musiałam podjąć radosną decyzję o dodaniu Antep do listy miast odwiedzanych regularnie – a dzięki dogodnemu połączeniu i niskim cenom przelotów można bez większego spięcia zrobić z tego nawet jednodniowy wypad.

IMG_6139_1

W Turcji humus jest często podawany na ciepło i muszę przyznać, że to mu wychodzi na dobre. Tutaj dodatkowo z podduszoną pastırmą, która dodaje swojego aromatu. Muszę przyznać, że to najlepszy humus jaki dotychczas jadłam, a byłam swego czasu kulinarnie rozpieszczana przez libańską rodzinę prowadzącą swój lokal w Toronto.

IMG_6142_1

Patlican kebabı, czyli bakłażanowy kebab. To krążki bakłażana i mielonego mięsa przekładane na przemian. Trochę mnie rozczarowała forma, ale smak wszystko wynagrodził. Mięso było fantastycznie przyprawione i miało aromat pieczonego w prawdziwym piecu. Z resztą jak i bakłażan, którego delikatny miąższ ukrywał się pod spieczoną skórą (nie do jedzenia).

IMG_6140_1

Alinazik kuşbaşılı: niesamowicie przyprawione i marynowane kawałki mięsa z młodej jagnięciny podane na puree z bakłażanu, nie mogło zabraknąć jogurtu. Bakłażan jak i mięso były z rusztu, przesiąknięte dymem. Fantastyczne.

Ten region należy zdecydowanie do mięsożernych łakomczuchów. I słodkozębnych łasuchów. Antep słynie ze swojej baklawy. Jedna z koleżanek w fabryce pochodzi z Antep i kiedyś przywiozła tacę baklawy, na którą wszyscy entuzjastycznie rzucili się z achwalając i podkreślając jej antepowość. Faktycznie, to była najlepsza baklawa jaką dotychczas jadłam. Była lekka, krucha i nieprzesadnie słodka (oczywiście stosując turecką skalę słodkości). Spacerując po Antem ma się wrażenie, że co drugi sklep sprzedaje baklawę. Nawet firma przewozowa, z którą będę dalej podróżować ma alternatywną działalność gospodarczą – baklawę.

IMG_6160_1

IMG_6151_1

Przy takiej ilości lokali trudno dokonać wyboru, więc ponownie skorzystałam z polecenia i zawitałam do Imam Çağdaş. Do wyboru jest ponad 10 rodzajów baklawy, ale mi najbardziej smakował ten duży wystający na talerzu po prawej. Nazywa się havuç dilimi, czyli marchewkowy kawałek, ale zapewniam, że nie ma nic wspólnego z marchewką.

Po dniu pełnym wrażeń i pełnych talerzy miałam ochotę paść na łóżko, pępkiem do góry, ale po takim obżarstwie nie wypadało pójść do hotelu prostą drogą. Kluczyłam większymi i mniejszymi ulicami, na których pod wieczór pojawiają się uliczni sprzedawcy… jedzenia. Tu i tam spotykałam grupkę mężczyzn czekających na swoją przekąskę. Wszechobecne zapachy pieczonego mięsa, mimo pełnego żołądka, drażniły zmysły.

IMG_6154_1

Dzień 2 tutaj.


7 responses to “antep (i nie tylko), dzień 1

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: