smile and smile and smile

Szczerze, osłabłam i lekko spanikowałam gdy dowiedziałam się, że sama mam iść do tłumacza przysięgłego, notariusza i urzędu skarbowego. Ale nie taki diabeł straszny jak go malują. W związku z tym, że nadal nie znam tureckiego na tyle, by swobodnie się dogadywać, pozostaje mi mój uśmiech i zaufanie w osoby, z którymi załatwiam sprawy. Na razie okazuje się to być skuteczną strategią. Mimo panujących zwyczajów biurokratycznych, które Polacy powinni dobrze znać, spotykani przeze mnie ludzie starają się pomóc.

1:00pm (około): Panika – aaaa, na jutro rano mam dostarczyć nostryfikowane tłumaczenie paszportu i numer podatkowy, o który wcześniej nie aplikowałam. Sprawdzam w internetach gdzie jest najbliższe biuro tłumaczeń. O numerze podatkowym na razie jeszcze nie myślę.

1:50pm Wsiadam do taksówki, kierowca dzwoni z mojego telefonu do tłumacza i ustala jak dojechać.

2:00pm Biuro tłumaczeń. Pan Tłumacz czeka na mnie na balkonie i wyjaśnia, że wejście jest za rogiem. W biurze siadam przy biurku, pan Tłumacz zabiera się za pracę, a ja zaczepiam przystojnego rudzielca o miedzianopomarańczowych oczach. Pan Tłumacz w międzyczasie pyta co to jest łojełoda.

translator_umraniye1

translator_umraniye2

2:15pm: Płacę 30TL (~50PLN), wsiadam do taksówki, jadę do notariusza. Tym razem sama mówię jak i gdzie, bo wiem.

2:25pm: Jestem przed biurem notarialnym… lekko zaparowane szyby, a za nimi tłum wąsatych panów w różnym wieku czekających na swoją kolejkę. Na oko jest jakieś 20 osób. Oddycham głębiej i przypominam sobie polskie urzędy. Biorę numerek. Jeden z wąsaczy wskazuje mi wolne krzesło. Uśmiecham się i dziękuję, ale nie korzystam. Na wszelki wypadek podpytuję jedną z kilku pań Urzędniczek, że chcę do notariusza i czy mam czekać. Nie czekać. Wskazuje na koniec sali i siedzącą tam Matronę – panią Notariusz. Podchodzę do biurka i siadam na wskazanym mi fotelu. Jestem w zupełnie innym świecie, tu jest ciszej, dostojniej, lepsze powietrze. Pani Notariusz wyciąga rękę po dokumenty. Porównuje tłumaczenie do oryginału. Coś tam mruczy pod nosem. Orientuję się, że to do mnie. Szukamy w paszporcie numeru, które wpisał na tłumaczeniu pan Tłumacz. Szukam w paszporcie, kurrrrrw… zbyt łatwo szło, będę musiała wrócić… A! Jest, stop! Tu na hologramie. Ja zadowolona, pani Notariusz zadowolona – podpisuje. Mam wrócić do dusznej sali. Myślę, że teraz poczekam, ale czekam tylko na jedną osobę przede mną i nadchodzi moja kolej: dokument zalicza 10 stępli, a ja płacę. 55TL (96PLN).

2:40pm: Wychodzę z biura notarialnego, wracam do biura. Myślę o numerze podatkowym. Kadry w mojej fabryce się wypinają, to muszę sobie sama załatwić. Szukam instrukcji w internetach. Mam mieć ze sobą paszport i jego kopię.

3:20pm Taksówka. Mówię taksówkarzowi nazwę ulicy, ale nie rozumie. Orientuję się jak ważne jest niewymawianie i bez kropki jak i z kropką.

3:35pm Biuro podatkowe – jak urząd skarbowy w Polsce. Matko, co za szkarada – w konkursie o najgierkowski budynek, ten byłby w czołówce. W recepcji mówią, że mam iść na drugie piętro. Na drugim piętrze skręcam na wszelki wypadek w lewo, a potem w prawo. Wszyscy urzędnicy zwracają na mnie uwagę, bo przecież od razu widać, żem obca. Podchodzę do pierwszego z brzegu pana Urzędnika, mówię, co chcę. Podaję dokumenty. Pan Urzędnik przegląda i zaczyna pisać za mnie podanie – że chcę numer podatkowy. Gdy kończy, mówi: idź tam. Czyli dosłownie do urzędnika za moimi plecami. Czekam, aż skończy obsługiwać petenta przede mną. Moja kolej. Bierze moje dokumenty, zaczyna coś wpisywać do komputera. Podchodzi do niego inny, zaciekawiony kolega Urzędnik. „Nie przeszkadzaj, nie widzisz, że Obcego robię?” Ale uśmiecha się takim skrytym uśmiechem urzędnika, trochę mu kiepsko wychodzi, widać, że zazwyczaj pozuje na twardego i bezdusznego – na wszelki wypadek spuszcza głowę, żeby nikt nie widział. Po chwili wyciąga jakiś biały kartonik, na którym wypisuje moje dane i MÓJ NUMER PODATKOWY. Pokazuje oszklone pomieszczenie kilka kroków dalej i mówi – idź tam. Tam plotkują sobie trzy panie i w ogóle na mnie nie zwracają uwagi. Wychodzę, myśląc, że może miałam iść za oszklone pomieszczenie, ale tam mówią, że jednak nie – mam wrócić do oszklonego pomieszczenia. Ok, wchodzę ponownie, ale teraz bliżej. Wyciągam kartonik, żeby było z daleka widać, że nie przyszłam podsłuchiwać. Jedna pani zachęca mnie do śmiałego podejścia machnięciem ręki, ta za biurkiem bierze ode mnie kartonik, podpisuje, stempluje i z uśmiechem mi go oddaje. Zadaję moje ulubione pytanie w takich sytuacjach: Bitti mi? Skończone? Tak, skończone. Jestem szczęśliwa, wszystko załatwione, macham pierwszemu panu Urzędnikowi – temu od podania – i jeszcze raz dziękuję.

4pm: Jestem na ulicy, łapię taksówkę do fabryki. Czuję, że mogłabym iść spać. Albo na drinka.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: