Monthly Archives: February 2013

45 centymetrów

Podobno tyle właśnie wynosi nasza przestrzeń osobista (inne źródła mówią o 64cm). W Turcji nie zauważyłam większej fizycznej ingerencji w moją strefę komfortu, może oprócz irytującego mnie poruszania się całą szerokością chodnika. O ile rozumiem, że mnie nie widać gdy idę za taką grupą, to już mniej wyrozumiałości mam dla idących z naprzeciwka. I mimo, że czasem ma miejsce zderzenie ramion czy toreb, to w większości przypadków osoba najbliżej mnie jednak wymanewruje w ostatniej chwili tak, by do kontaktu cielesnego nie doszło (zupełnie jak kierowcy, ale to inna historia). Poza tym, na pewno musiałam przyzwyczaić się do kompletnego braku nawet zachowania pozorów jakiejkolwiek intymności pomiędzy kobietami w takich sytuacjach jak wizyta w salonie kosmetycznym czy łaźni. Z czasem nawet zaczęłam to doceniać.

To, co czasem przeszkadza, to nadmierne przyglądanie się. Częściej przez mężczyzn, ale również kobiety, dzieci. I uważnemu oku tureckiemu nie umknie, że jestem yabanci. Znany wszystkim obcokrajowcom w Turcji zestaw pytań to standard: skąd jesteś, co tu robisz, gdzie pracujesz (nie wystarczy podać branży, trzeba wymienić firmę z nazwy), masz dzieci, jesteś mężatką (to pytanie pada zazwyczaj po pytaniu o dzieci, zapewne moi rozmówcy zakładają, że w tym wieku nie mogę być niezamężna), Türkiye güzel mi – czy Turcja jest piękna? Grzecznie odpowiadam na te wszystkie pytania, zwroty z tych rozmów mam wykute na blachę i mimo, że jeszcze nie wydobywam ich z siebie z prędkością karabinu maszynowego, to pewnie obudzona w środku nocy będę mogła recytować.

Kobiety są dużo bardziej zdystansowane. Najczęściej rozmawiam z mężczyznami. Zazwyczaj uśmiecham się, jestem żółtą gwiazdą w centrum zainteresowania. Cieszę się z komplementów pod adresem mojej znajomości tureckiego, ale to nic nie znaczy, chociaż jest miłe – moja amerykańska koleżanka usłyszała to samo gdy tylko wypowiedziała jedno słowo: evet – tak. Niemniej, moje ego połechtane. Ale też pilnuję słów i gestów, by moja swoboda w kontaktach międzyludzkich nie została zinterpretowana opacznie. Gdy widzę, że rozmowa idzie w tym kierunku (albo nie mam ochoty na pogadanki), mówię, że mam tureckiego męża. Bardzo często wtedy właśnie rozmowa się kończy. I nie tylko w przypadku “zawiedzionych” rozmówców, ale chyba też tych bardziej tradycyjnych. W jednym tylko przypadku rozmówca automatycznie zerknął na moją dłoń tak ewidentnie, że musiałam jakąś ściemą wyjaśnić brak obrączki.

Pomyślałby ktoś, że taki narcyz jak ja byłby w raju i to prawda, chociaż czasem cała ta uwaga bywa uciążliwa. Niemniej, ingerencję w moja prywatność podczas rozmów jestem w stanie kontrolować – właśnie przy pomocy gestów, mimiki twarzy, przekazywanych treści.

Inaczej sprawa się ma w relacjach zinstytucjonalizowanych. Gdy zamawiałam kablówkę, formularz był dłuższy niż umowa z bankiem, a jedną z wymaganych informacji było nazwisko panieńskie matki, które jak wiadomo – zazwyczaj jest wymagane jako jedna z danych potwierdzajacych naszą tożsamość w banku. Uparłam się, że nie dam tej informacji i na szczęście wypełniający o to nie pytał (jak i o połowę innych “wymaganych” danych).

Kolejną kuriozalną dla mnie sytuacją jest zbieranie danych klientów sklepów. Przy płatnościach, do systemu sklepowego wpisywane jest moje imię i nazwisko i zadeklarowane miejsce zamieszkania. Na początku mojego pobytu w Turcji bardzo się tym bulwersowałam i wręcz groziłam, że wyjdę ze sklepu bez zakupów – skonsternowani moim sprzeciwem sprzedawcy wpisywali fikcyjne dane, a raz nawet stojąca za mną w kolejce kobieta powiedziała, że jej to nie przeszkadza i podała swoje. Podobno systemy w kasach sklepowych są tak skonstruowane, a dane są potrzebne do fatura.

Nie wszędzie tak jest. I tak, supermarkety, spożywczaki, fryzjerzy/salony kosmetyczne, kawiarnie, restauracje czy jakieś inne małe sklepiki niekoniecznie spożywcze operują paragonami i moje dane nie są im do szczęścia potrzebne. Natomiast sklepy z odzieżą, kosmetykami, sprzętem AGD/RTV, księgarnie i inne prowadzą swoje bazy danych. Na razie nikt mi nie wyjaśnił zasad tej gry. Z moich tureckich znajomych nikt nie wie i nie zagłębiał się w temat i też nie przejmuje się tym za bardzo, a w sklepach jestem informowana, że system tego wymaga. W pewnym momencie nawet chciałam zrezygnować z płatności kartą kredytową, ale dałam sobie spokój i teraz już olewam. Chociaż nadal ściemniam z miejscem zamieszkania i zdecydowanie odmawiam podania numeru telefonu.

Kult ochrony danych osobowych jak np. w Polskce tutaj nie istnieje (chociaż można się pokusić o stwierdzenie, że ochrona danych osobistych w dzisiejszych czasach to w ogóle fikcja, tylko niektórzy nie starają się robić z tego gry pozorów – vide Turcja). Gdy wprowadziłam się do mieszkania, które wynajmuję od właściciela (osoby prywatnej), musiałam udać się do biura firmy zarządzającej budynkiem i zostawić całą masę niepotrzebnych im danych osobowych: kopię umowy najmu zawartą miedzy mną, a właścicielem mieszkania; kopię dowodu osobistego; informację na temat zatrudnienia; zdjęcie.

To wszystko mnie irytuje, chociaż powoli (bardzo powoli!) uczę się na modłę autochtonów olewać sprawy, których zmienić nie mogę. Ale dzisiejszy przypadek mnie rozśmieszył. Aby zamówić newsletter z muzeum, muszę podać imię i nazwisko, rok urodzenia oraz zadeklarować wykonywany zawód. I tylko dzięki tym danym muzeum będzie miało możliwość dostosowania swojej oferty specjalnie do moich potrzeb i zainteresowań. A może się mylę i całą potrzebną wiedzę wróżą z fusów kawy.

pera_newsletter

Advertisements

30 kwietnia – zapisz datę, zapisz link

jazz_fest2

I w ładnie akustycznym miejscu będą grali.


damn that dam

Turkey wants to be one of the most visited places on earth. Right now it’s Number 7. The most visited place is France. (…) Perhaps it’s the presence of exquisitely preserved cultural treasures (…) and the absence of billboards, trash and Walmarts. People don’t cross oceans and continents to see what they can see at home. (…) Turkey has absolutely unique places, important to the whole world, for Turkey is geographically and historically in the center.

Trici Venola, The Drawing On Istanbul Blog, Rocking the Cradle of Civilization.

***

The Minister of Forestry and Environment, Veysel Eroğlu, on a number of platforms, declared that the government would build the Dam despite all obstacles. The Ilısu Dam became a “project of honour” for the Turkish State which becomes clear in the words of Eroğlu “We do not need their money. We will construct this dam at any cost”.


czas teorii spiskowych, czas pakowania

No to ktoś ma haka na papieża, albo sam papież zdeycydował w jakiś sposób zapisać się na kartach historii (ta sama refeksja znaleziona też u Pana od Krawatów).

Co nas to tutaj w muzułmańskim mieście położonym na siedmiu wzgórzach interesuje… Eeeh, moment. Chyba jednak tak. Na pierwszej stronie dzisiejszego wydania jednego z tureckich tabloidów widnieje zdjęcie potencjalnego zastępcy Ratzingera (nomen omen niejaki P. Turkson), scharakteryzowanego krótko, acz dosadnie: islamofob. Ponadto, wspomnienie o… przepowiedni papieskiej związanej właśnie z miastem położonym na siedmiu wzgórzach.

Nie wiem które to już moje podejście do przygotowania zestawu na wypadek trzęsienia ziemi, ale jest okazja do kolejnego.

Dla znudzonych teoriami spiskowymi rodem z nad Wisły proponuję dla rozrywki coś egzotycznego.


drogi rozdziale

Książko, sago. Nie zamknęłam Cię, nie było kiedy, nie było jak. Twoje historie towarzyszą mi gdy robię śniadanie, oglądam film, wspominam to czego już nie ma. Jesteś w moich snach, czasem wplatasz się niespodziewanie w wypowiadane słowa. Tak będzie, to się już nie zmieni.


gdzie podziało się moje samozadowolenie

Zaraz pewnie posypią się wiadomości o londyńskiej dzielnicy terroryzowanej przez mieszkających tam muzułmanów. O wybrykach niemuzułmańskich dzieciaków nie mówi się, bo jest ok, gdy “nasi” napierdalają (“co się k… gapisz”). A islam jest świetnym tematem.

Mieszkanie w kraju muzułmańskim nie spowodowało, że nagle stałam się adwokatem islamu. Ale też nic nie jest już tak oczywiste. Nie potrafię powiedzieć kto ma rację, kogo popierać, co się za danym zjawiskiem kryje. Nadal patrzę na muzułmanów przez pryzmat chrześcijańskiej/zachodniej kultury, w której się wychowałam i krytykuję interpretowanie dla własnej korzyści czegoś w założeniu dobrego. Przede wszystkim myślę o roli kobiety w muzułmańskim społeczeństwie. Dalej jest fundamentalizm i dżihad, wystarczy spojrzeć na ostatnie wiadomości z Mali. I tak mi się to wszystko kłębi w tej łepetynie, mądrzejsza od tego nie jestem. Czytam gazety i najpierw łapię się za głowę, że co to za zacofany lud, ale zaraz słyszę jak gdzieś bije dzwon – ja to już znam z poprzedniego świata.

Gdy wkracza się do innego społeczeństwa z głęboko zakorzenionym przekonaniem, że jest ono złe, bo od zawsze własna (pod)świadomość karmiona była sensacyjnymi i subiektywnymi skrawkami wiedzy, to można dla własnego spokoju utrzymywać kurs arogancji i ignorancji. Wszystko jest jasne i proste w odbiorze. To jest głupie, to bez sensu, a tamto w ogóle zacofane. 

Powoli, z wielkim trudem i bólem, udaje mi się dokonywać dekonstrukcji schematów mojego myślenia w postrzeganiu mojego nowego otoczenia. I na razie zostaję z mętlikiem w głowie, wielkimi znakami zapytania, przesadną chyba dozą antypatii dla moich rodaków (zwłaszcza tych polonijnych) i być może na szali przechylonej bardziej w drugą stronę – czy aby nie za bardzo staram się zracjonalizować coś, co może jednak wymaga potępienia? Nie wiem, a tak bardzo chciałabym mieć jakieś zdanie.

Na zakończenie ciekawy wykład w odpowiedzi na huligańskie wybryki muzułmańskich “dresów” w londyńskiej dzielnicy. Niestety, jest w języku angielskim, ale za to jest kilka arabskich wstawek z koranu. Polecam wysłuchać do końca.


rakı meze muzyka

Miejsce: Taşplak meyhanesi w Kadiköy, Azja.

IMG_6936_1

Moim zdaniem to jest najlepsza z produkowanych w Turcji rakı. Nie wiem, czy potrafiłabym rozpoznać tę jedyną w ślepym teście. Natomiast zostało to potwierdzone empirycznie, że potrafię rozpoznać, gdy piję coś innego.

IMG_6965_1

Stoliczku nakryj się – czyli czas przystawek. Jeżeli jest to kolacja à la carte, wtedy przychodzi kelner i pokazuje czym chata bogata i moża sobie od razu wziąć z tacy. My najczęściej decydujemy się na fixed menu – hors d’œuvre, główne danie, deser i alko są z góry ustalone.

IMG_6969_1

Pierwsze zdjęcie tych oto kalmarów było z rakı w tle, ale znajomi zdecydowali, że powinno być z piwem – a zatem: voilà!

IMG_6999_1

Z czasem otoczenie zaczęło robić się coraz mniej wyraźne…

IMG_6945_1

…i nadszedł czas śpiewania.

IMG_6998_1

Ryba jaka jest każdy widzi.

IMG_6972_1

Ciekawy zestaw dekoracyjny.

IMG_6952_1

Dla spragnionych polski akcent – Nâzim Hikmet. Odświeżyłam sobie przy okazji tego zdjęcia cyrylicę, ale czy M nie jest czytane jako T?