dzień -70

Wczoraj po treningu padłam na pysk i obudziłam się dzisiaj rano kilka minut po piątej, znowu bez budzika. Otworzyłam okno, a na zewnątrz ciemno i wichura. I płacz kobiety, chyba piętro wyżej. Słyszałam ją wyraźnie, też musiała mieć otwarte okno. Wylewała cały smutek poza własne cztery ściany.

Mimo okropnej pogody musiałam pobiec rano, bo wieczorem będę biesiadować w meyhane. Zamknęłam okno, ubrałam się i wyszłam. Wicher paskudny, na szczęście było w miarę ciepło.

Dzisiaj zaliczyłam 9.93km. Trening jest intensywny i jestem zmęczona, ale czuję też wielką satysfakcję, że nie odpuszczam nawet kilometra. Muszę tylko zmodyfikować dietę i zacząć pić więcej wody, bo zaczynam słabnąć. Jutro mały bieg, w niedzielę najdłuższy w tygodniu, a w poniedziałek odpoczynek.

Nakręciła mnie pierwsza piosenka dnia. Czas przygotować sobie jakieś treningowe tło muzyczne.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: