dzień -65

Czy nadejdzie taki dzień, kiedy bez zbędnych ceregieli po prostu pójdę i pobiegnę? Plan został już wcześniej ułożony: zostawiam w domu plecak, przebieram się w biegowe klamoty, idę po somsiedzku zrobić pazury, a następnie zaliczam pętelkę i z głowy. Ale nie może być tak łatwo, muszę trochę sobie pomarudzić, się ze sobą poprzekomarzać, siebie prosić i zachęcać, ostatecznie pogrozić. Koniec końcem dzisiejsza bitwa wygrana, 5.13km zamiast przewidzanych 4.8km. Z lakierem do paznokci w kieszeni.

Wcześniej, w trakcie dnia, o mały włos nie popadłabym w lekką paranoję. Ale nie oszukujmy się, skoro już zaczęłam wertować internety w tej sprawie, to popadłam. Chodzi o to, że od kiedy zaczęłam biegać, zaczęły mi puchnąć mięśnie. Łydki miałam jak buły, takie twarde i czułam jak nogawki spodni zrobiły się trochę ciaśniejsze, kostki też się zesłoniły. Zazwyczaj po biegu zalegam z nogami na poduszce, ale najwidoczniej zbyt niskiej. Dzisiaj zapodałam podwójną poduszkę, tak na 45cm wysokości. I voilà! Wszystko się rozeszło i jest dobrze. Ende gut, alles gut.


2 responses to “dzień -65

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: