dzień -64

Budzik zadzwonił o 5am. Potem jeszcze dzwonił trzy razy, zanim w końcu tuż przed 6am wygramoliłam się z wyra. Kręciłam się po mieszkaniu trochę nieprzytomna, zbierając z różnych kątów biegowe klamoty. Musiałam pobiec rano, bo wieczorem będę bawić w Europie. Przynajmniej taki jest plan.

A poranny bieg nie był taki zły, najgorsze było zebranie się. W trakcie pierwszej pętelki uskuteczniłam na mojej drodze slalom gigant pomiędzy jeszcze śpiącymi lub już budzącymi się psami. Mało ludzi, mało samochodów, sennie. Przy drugiej było już ruchliwiej. Pojawili się wcześniej wspomnieni panowie i towarzysząca im rozentuzjazmowana banda psów z podniesionymi ogonami, szczekająca na prawo i lewo i na posterunkowego psa za ogrodzeniem.

Jeden z psów biegł centralnie do mnie i nie, że mnie nie widział, wyraźnie byłam obiektem jego zainteresowania. Nie wiedziałam jakie są jego zamiary, więc na wszelki wypadek wyciągnęłam rękę, gotowa do wytarmoszenia ucha lub złapania za mordkę – wszystko z kręgu przyjaznych gestów. Koniec końcem musnęliśmy się w biegu i na tym skończyła się nasza przygoda. Dodam, że nie jesteśmy kompletnymi nieznajomymi dla siebie; kiedyś poczęstowałam go kośćmi jagnięcymi.

 A, bym zapomniała. 8.13km zaliczone.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: