dzień -61

Obudziłam się około 5:30am, odrobiłam lekcje i miałam jeszcze trochę czasu, więc pojechałam do mojej łaźni tureckiej (po drodze do szkoły, otwierają o 8am, minimalnie spóźniam się na lekcje).

Po szkole poszłam do mojego ulubionego sklepu z winem, ale oni otwierają jak przyjdą, więc usiadłam w ogródku restauracji obok, wyciągnęłam książkę i zamówiłam podwójne campari z trzema kostkami lodu. Z campari mniej marszczy mi się czoło. Za to marszczy się wątroba, ale jej nie widać, więc jest ok.

Sklep otworzyli, kupiłam wino, dojechałam do domu i poszłam biegać. 14.5km. Nie chciałam się najadać przed biegiem, ale poranna kanapka okazała się być niewystarczająca i na 11-tym km zgłodniałam – tzn. sięgnęłam po glikogen:

“Wysiłek o umiarkowanej intensywności prowadzi do wyczerpania zapasów glikogenu po 2-3 godzinach. Jest on wtedy szybciej zużywany we włóknach wolnokurczliwych. Spada stężenie glukozy we krwi. Zmęczenie w czasie wysiłku o średniej intensywności wynika głównie z wyczerpania zapasów glikogenu.”

W sumie ta poranna łaźnia zadziałałaby jak balsam na moje mieśnie, gdybym poszla po treningu, ale logistycznie byłoby to niemożliwe. W zamian za to, lub w nagrodę, zorganizowałam sobie mini pasta party: mantı, czyli tureckie mini pierożki. Aha, z tym campari to był błąd. Trzy kostki lodu to zdecydowanie za mało.

anatolia_manti


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: