piąteczek

W czwartek wieczorem koleżanka kończąca zmianę zatrzymała się przy mnie przed wyjściem z fabryki i złożyła życzenia, to mi się przypomniało. W sumie nie celebruję, ale dzień wolny od pracy zawsze jest miły, więc… w piątek miałam wolne. Słyszałam już usprawiedliwienia nieobecności w pracy czy też szkole w związku ze śmiercią babci lub cioci, a tu proszę: szefie, Jezus mi umarł…

W sumie to był całkiem przyjemny dzień, ale bez nerw: dzisiaj wszystko dobrze się zakończyło. Byłam znowu na koncercie, w tym samym miejscu, więc zatrzymałam się też w tej samej restauracji. Zamówiłam wino, pizzę, wino, wino, deser i kawę. Panowie kelnerzy dzisiaj jakby bardziej się o mnie troszczyli – podejrzewam, że ze względu na nieobecność mojego męskiego towarzystwa. Podczas mojej wizyty w toalecie sprawdzili bilet leżący na stoliku i gdy już później dogryzałam deser, przypomnieli mi, że mam jeszcze 5 minut. Miło.

Gdy już szłam do koncertowni, po drodze minęłam młodzież palącą blanty i pijącą wódkę z gwinta oraz butelki po piwie równo poustawiane pod ścianą budynku.

Na rozpoczęcie koncertu czekaliśmy tylko 10 minut. Przede mną stał ojciec z nastoletnim synem, obydwoje sięgali mi do brody. Robili na mnie wrażenie bardzo irytującego Woody Allena, starego i młodego. Podsłuchałam ich rozmowę. Ojciec: – Spóźniają się. Syn: – Anglicy, oni tak mają (chodzi o muzyków). I tak konwersowali sobie o punktualności Turcy, którzy jako nacja zaginanie czasu mają we krwi.

W końcu wyszli na scenę oni. The Tiger Lillies. Bardzo ciekawy występ, nie powiem. Frontmen zespołu miał wymalowaną twarz niczym klaun, robił różne dziwne miny i wydawał jeszcze bardziej dziwne dźwięki gdy nie śpiewał. A gdy śwpiewał, no cóż… z opery by go nie przegonili. Na mnie robił wrażenie Wielkiego Jaszczura, czasem łypnął okiem na słuchających. Grał na akordeonie i fortepianie.

Konbrabasista to taki wesoły Felek, jakby z błędnie działającym błędnikiem, poza tym obsługiwał elektryczną i analogową piłę. A perkusista… może był w depresji.

Koncert trwał ponad 2h nie wliczając 20-minutowej przerwy. Fantastyczny show. Były piosenki wesołe, ale też bardzo smutne i piękny i mocny głos Wielkiego Jaszczura wprowadzał w nostalgię.  Z całego repertuaru (między innymi Depression, Boredom, Jealousy; o dziwkach, gangrenie i narkotykach) udało mi się wyłuskać dwie piosenki, które mogę zadedykować, proszę zatem niewymienionych by nie czuli się pominięci. Natomiast bardzo polecam lekturę słów – ciekawe.

Ze specjalną dedykacją dla naszego dyżurnego Dostawcy Dobrych Wiadomości, pana Makowskiego – The Crack of Doom.

I dla pana Romka Samolota, bo jak sam Wielki Jaszczur wyjaśnił, “jest piątek”:


7 responses to “piąteczek

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: