dzień -50

Czwartkowe 9.60km pozostało w sferze planów.

Serio, muszę zaczynać dzień od biegania, bo pozostawianie tego na wieczór jest zbyt ryzykowne. Np. dzisiaj szef mojego szefa umówił się ze mną na krótkie spotkanie o 6:30pm. Około 6:45pm powiedział, że “będę musiała dać mu jeszcze 30 minut”. Około godziny 10pm miałam już odrobione zaległości w podręczniku do tureckiego i prawie połowę pracy domowej. Zaraz potem zostałam ponownie zaproszona do gabinetu na owo krótkie spotkanie dotyczące mojej przyszłości w fabryce. Trwało ono całe 5 minut (!). W sumie wiedziałam co usłyszę, zgodziłam się i podziękowałam korporacyjnym bożkom za ciągłe tasowanie kart i sprawianie, że zaraz i tak wszystko się zmieni. A w międzyczasie rozeznam się co to jest ten zen i jak go osiągnąć. Z fabryki wyszłam około 10:30pm.

Na bieganie w ogóle nie miałam już ochoty. Zadowoliłam się porcją – ok, dwiema porcjami szkockiej. Potem, już w łóżku, otworzyłam książkę na stronie …? i zasnęłam.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: