dobra turecka kawa bez przyjemności

Po zjedzeniu gęstej jak masło śmietany z ciastem przesiąkniętym przesłodkim syropem pozostało nam jedynie obniżyć poziom cukru we krwi turecką kawą. W Kadıköy Balık Pazarı na turecką kawę chadza się do Fazıl Bey’in. Żeby nie błądzić, zapytałyśmy sprzedawcę wcześniej zjedzonych słodkości o drogę. Być może myślał, że nie zrozumiemy, ale ja wolę myśleć, że jest to kolejny przykład tureckiej życzliwości – nasz sprzedawca zaprowadził nas do kawiarni (dwie uliczki dalej), wskazał dłonią na wejście, oznajmił to tu, ukłonił i pożegnał się.

Zanim jeszcze zobaczyłam kawiarnię, już ją czułam. Zapach unosi się na całej uliczce. Drzwi do kawiarni są otwarte, a przy stolikach na zewnątrz siedzący patroni mierzą wzrokiem wszytkich wchodzących, wychodzących i przechodzących. W środku jest mnóstwo worków z kawą, maszyna do prażenia (?), kilku jegomości uwijających się przy robieniu kawy i głównodowodzący wąsacz, który gromkim głosem woła hoş geldiniz – witajcie. Idziemy na górę, bo tylko tam są jeszcze wolne miejsca. Usiadłyśmy przy stole i zamówiłyśmy trzy kawy.

Do tureckiej kawy cukier dodaje się podczas gotowania, dlatego przy zamówieniu należy sprzecyzować jak ją chcemy – sade (gorzka), orta (średniosłodka) lub şekerli (słodka) – zdecydowanie odradzam picia tureckiej kawy z cukrem.

Gdy czekałyśmy na naszą kawę, na piętro zajrzało kilku nowych gości, ale zawrócili widząc, że nie ma wolnych miejsc. Za chwilę jednak pojawił się głównodowodzący wąsacz, zaobserwował, że dziewczyny obok wypiły już swoją kawę i wyprosił je bezceremonialnie. Miejsce jest małe i czytałam w recenzjach, że nie na dłuższe posiadówy, ale… za chwilę zostały przyniesione nam nasze kawy i incydent poszedł w zapomnienie. Kawa jest dobra. Serio.

IMG_7416_1

Po wypiciu kawy zaczęłyśmy bawić się we wróżenie z fusów. Dla niewtajemniczonych, należy odwrócić filiżankę do góry nogami, poczekać aż ostygnie i wyczytać przyszłość z zacieków na ściankach filiżanki. Bawilyśmy się przednio, w końcu dla nas yabancı to praktycznie nadal atrakcyjna nowość. Wśród moich tureckich znajomych mam dwie takie osoby, które wyczytują z tych zacieków jak z książki, nam szło to trochę dużo toporniej.

W pewnym momencie przyszedł młodszy kelner, nieśmiało się uśmiechnął i coś tam powiedział. Nie bardzo zrozumiałyśmy i ponownie wetknęłyśmy nosy w nasze filiżanki. Nie na długo, bo po chwili przybył głównodowodzący wąsacz i krzycząc na nas wspomniał coś o policji, raporcie, że zabronione i że w ogóle mamy sobie iść. Szczerze, byłam w szoku. Nigdy w tureckich restauracjach, kawiarniach i innych miejscach usługowo-handlowych nie spotkałam się choćby z cieniem nieuprzejmości. No… może od taksówkarza, ale to chyba ponad narodami. Gdy zeszłyśmy na dół, wąsacz stał już przy kasie i miałam wrażenie, że cała uliczka słyszała jego przedstawienie. Wydusiłam z siebie jedynie, że jest nieuprzejmy, ale nic więcej już nie powiedział. Cel osiągnął – kolejny stolik się zwolnił.

Później dowiedziałam się, że w Turcji wróżenie z fusów za pieniądze jest zabronione. Wąsacz zapewne przestraszył się, że nagle wpadnie jakiś patrol, zobaczy nasze odwrócone filiżanki i posądzi go o świadczenie nielegalnych usług. Ale my o tym nie wiedziałyśmy, nie było nigdzie informacji, tabliczki z przekreśloną odwróconą filiżanką. Można nam to było powiedzieć inaczej, spokojniej, ciszej, nie wypraszać jak złodziei. Facet spieprzył mi tak miło przebiegające popołudnie.

Zastanawiałam się czy pisać o tym miejscu. W końcu przyznając, że serwują dobrą kawę, robię im reklamę. Z resztą nie potrzebują jej zbytnio. To kolejne miejsce, które ma już swoją stałą pozycję na turystycznym szlaku (z niejedną lokalizacją).

Ale zdecydowałam się opisać jak traktuje się tam klientów. I przy okazji polecić inne miejsce, w którym można napić się bardzo dobrej tureckiej kawy i to robionej od 17-stu lat przez jednego i tego samego pana, w typowym miedzianym tygielku na gazie (a nie w elektrycznym czajniku jak w Fazıl Bey’in). Gdzie można siedzieć długo, odrabiać lekcje lub rozmawiać, albo gapić się w telewizor lub sufit. Można też wróżyć sobie z fusów. To Mandabatmaz przy Istiklal Cad., po tej samej stronie co Galatasaray Lise, w drugiej uliczce za liceum w kierunku Galata. Latem można się tam też schronić przed chłodem. A jeżeli ktoś nie lubi tureckiej kawy, to możne napić się herbaty, zwykłej lub szałwiowej.

photo by Nicki Sobecki, source: http://istanbuleats.com/

Aha. Apple tea, czyli herbata jabłkowa, to jakiś wymysł dla turystów, dla których smak normalnej tureckiej herbaty jest za mocny. Turcy tego nie piją, a niektórzy nawet nie wiedzą o co chodzi.


4 responses to “dobra turecka kawa bez przyjemności

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: