szczęśliwe lądowanie, czyli antep jeszcze raz

*Przepraszam za jakość zdjęć, są przepalone i tego dnia nie mogłam sobie poradzić z tym fenomenem.*

Podczas mojej pierwszej podróży do Antep pogoda nie dopisała i samolot wylądował nie tam gdzie trzeba.

Tym razem sprawdzałam prognozę już na kilka dni przed podróżą i nie wyglądało dobrze. Chmury i deszcz, deszcz i chmury. Idealny przepis na mgłę i kolejne awaryjne lądowanie gdzieś.

A przecież specjalnie wstanę w środku nocy, wsiądę do samolotu o 5:45am, żeby zdążyć przed 11am nim przestaną wydawać śniadania w Metanet Beyran Salonu. A na śniadanie wydają oczywiście słynną zupę Beyran, o której pisałam już w relacji z pierwszej wyprawy.

Jednak tym razem wszystko odbyło się po mojej myśli, na czas. Z lotniska do centrum Antep można dojechac taksówką za 50tl lub wygodnym i klimatyzowanym autokarem za 10tl. Podróż autokarem trwa 30 minut i można wysiąść po drodze, gdzie się chce.

Po przybyciu to Metanet powitał nas ten sam Mr. Dowodzący. Może nas poznał, może i nie, ale w tureckich restauracjach/sklepach (oprócz wyjątkowych wpadek) człowiek zawsze czuje się jak ten gość, na którego wszyscy czekają. Gdy się rozsiadaliśmy, poprosiłam mojego towarzysza, by zapytał Mr. D czy mogę zrobić zdjęcia kuchni, tam gdzie przygotowują zupę. Nie musiałam czekać na tłumaczenie. Mr. D powiedział chodź i wskazywał kolejne miejsca do obfocenia – zgodnie z procesem przygotowywania zupy.

IMG_7439_1

Na wielkiej tacy leży ryż, a na ryżu owcze mięso, które powoli gotowało się przez 12h. Po lewej stronie tacy, za garnkiem, jest mniejszy pojemnik z owczym tłuszczem. To pierwszy etap przygotowywania zupy. Na dno stalowej miski układa się owczy tłuszcz, ryż i mięso.

IMG_7440_1

Miska przenoszona jest na kosmiczny palnik, a jej zawartość szczodrze posypywana suszonymi płatkami ostrej papryki pul biber.

IMG_7444_1

Po kilku sekundach wlewany jest wywar…

IMG_7442_1

…i w ten sposób ten mężczyzna utrzymuje naramienny zarost pod kontrolą.

IMG_7438_1

To wszystko trwa 15-20 sekund, a gotowa zupa – dzięki secret ingredient w postaci spalonego owłosienia kucharza – nabywa specjalnych właściwości i nie spływa z talerza nawet pod dużym nachyleniem. To pewnie jeden z powodów, dla których zupa zdobyła popularność wśród pasterzy na anatolijskich wzgórzach i stepach jako rozgrzewające i sycące śniadanie na chłodne poranki.

Jednym z powodów, dla których wróciliśmy do Antep, to decyzja o odwiedzaniu tego miasta dwa razy w roku tylko dla tutejszego jedzenia. Zazwyczaj nie lubię wracać do tego samego miejsca, bo mam poczucie straty czasu – już to widziałam, a jest tyle innych czekających na odkrycie. Ale z Antep jest inaczej. Jest tyle innych potraw czekających na zjedzenie.

Np. katmer. To również śniadanie. Serwowane w Katmerci Zekeriya Usta do godziny 11am. Na słodko.  Mehmet Usta (usta = mistrz) jest trzecim z rzędu mistrzem, który przejął pieczę nad zakładem i karmi lokalesówi oraz rzesze turystów. Katmer to cienkie ciasto nadziewane gęstą śmietaną kaymak i kruszonymi pistacjami. Jest robione na bieżąco i dostarczane do stołu świeże, chrupkie, gorące. Ten smak, to czysta dekadencja. Tyle w tym temacie.

IMG_7456_1

Tu lokalesi. Po drugiej stronie turyści. Pan w beżowej marynarce właśnie wychodzi i zwalnia nasze miejsce.

IMG_7457_1

Mehmet Usta przy pracy. Moja znajomość niemieckiego przydaje się w Turcji. Sporo Turków zna ten język ze względu na spędzanie wczasów pracowniczych w tym kraju. Możemy razem porozmawiać w tym języku i każda ze stron ma z tego powodu satysfakcję, a nawet osobistą korzyść. Np. mój pan od pomidorów zawsze rozmawia ze mną po niemiecku i pozwala samej wybierać pomidory (są tacy, kórzy tego nie lubią). Gdy powiedziałam Mehmet Usta po niemiecku i turecku jak pyszny jest jego katmer, widziałam jak bardzo był dumny z tego co robi. I słusznie. Mam nadzieję, że ma następcę.

IMG_7459_1

Katmer w całej okazałości. Podobno tradycja nakazuje młodej parze zjeść katmer na śniadanie po nocy poślubnej.

Po rozchodzeniu śniadania przyszedł czas wczesnego obiadu. Wizyta u Halil Usta to główny punkt antepskiego programu. W sumie nawet przyspieszyliśmy ten moment o godzinę pod pretekstem jeżeli pójdziemy za późno, możę skończyć się dzisiejsza porcja mięsa. Standardowo i nadal idealne: küşleme, czyli kawałek jagnięciny (około 150g z jednej i drugiej strony kręgosłupa) i şiş kebap, sałatka, ayran.

Kolejne pozycje, znane z poprzedniej wyprawy, to kawa po turecku i menengiç kahvesi (z ziaren dzikiej pistacji). I oczywiście deser u İmam Çağdaş.

IMG_7533_1

Havuç Dilimi Baklava

IMG_7530_1

Tace świeżej baklawy schodzą na bieżąco. Do stolików, na wynos, wysyłane daleko daleko.

Na koniec dnia wizyta w restauracji Bayazhan. Tu już byliśmy i wróciliśmy dla podawanego na ciepło humus z pastırma i Alinazik kuşbaşılı: marynowanych kawałków mięsa z młodej jagnięciny podanych na puree z bakłażanu i jogurtu, wszystko owiane dymem z rusztu.

IMG_7561_1

To zdjęcie już było, ale teraz chyba bardziej udane. Niestety, Alinazik kuşbaşılı, mimo że pstryknięty, zaginął w drodze. Można zobaczyć tutaj.

Relacje z poprzednich wizyt do Antep:
Dzień 1
Dzień 2


5 responses to “szczęśliwe lądowanie, czyli antep jeszcze raz

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: