dzień +2

wpis z 26 maja 2013
edytowany 23 czerwca 2013

Jest niedziela, kwadrans po północy, jestem na mecie. Kartę podbiłam, właśnie piję ciepłą herbatę z kilogramem cukru i czuję jak spływa ze mnie adrenalina. Zaczyna mi się robić zimno, nie zdejmuję nawet plecaka, bo jeszcze osłania plecy przed kompletną utratą ciepła. Czekam na przygotowanie i wręczenie pucharu, bo nie zostaję na niedzielne uroczystości. Muszę wstać przed 5:00 rano, by zdążyć na samolot z Warszawy o 15:00, a nie śpię od piątkowego poranka. Kierat trwa…

W piątek wyruszyłam na trasę o 18:00.

Przypomnę, że rok temu spóźniłam się kilka minut i jeszcze biegałam po sklepach za bateriami do czołówki. Tym razem wystartowałam równo z moimi kolegami, z którymi chodziłam razem od moich kieratowych początków, ale wiedziałam, że idę zbyt wolno. Chyba tylko z przekory przebiegłam za nimi do pierwszego punktu, a dalej już ruszyliśmy osobno.

W nocy było zimno – temperature była w granicach 0 – 5 stopni. Będąc w ruchu nie zwracałam uwagi, ale gdy tylko zatrzymałam się na punkcie kontrolnym lub wychodziłam na wietrzną polanę, natychmiast traciłam ciepło i szczękałam zębami. Uciążliwa była też mgła, bo ze światłem z czołówki tworzyła jasną ścianę i na otwartej przestrzeni trudno było się zorientować jak iść. I błoto było, dodatkowo utrudniało chodzenie.

Co wspominam:

Punkt kontrolny 7 – ognisko pod wiatą przy kościele. Przysiadłam na chwilę przy ognisku, zasnęłam na 20 minut. Jakiś jegomość mnie obudził. Złapał za ramię i pokrzykiwał: nie śpimy, nie śpimy, idziemy. Nieprzytomna posłusznie wstałam i poszłam.

Pomiędzy punktem 8 a 9 – łapanie zająca na błocie, złamany nowy kijek, poluzowany bukłak i potop w plecaku. Dobrze, że wszystko miałam popakowane w plastikowe torebki.

Z punktu 10 do 11 – szłam sama, ale co chwila napotykając jednego z kieratowiczów. Na azymut, przez łąki, wzdłuż skraju lasu. Fajna trasa, było rano, słońce świeciło.

Do punktu 12 – musiałam przejść przez rzekę. Wyszłam akurat w miejscu bez mostu, a brzeg był tak stromy, że nie dało się nim iść wzdłuż. Wejście na góre było już niemożliwe. Butów też nie chciałam ściągać, bo wiadomo co na dnie leży?

Punkt 13 – to kompletne zagubienie, atak paniki, deja vu z zeszłego roku z drogi do punktu 12.

Punkt 14 – totalne wychłodzenie. Na trasę do punktu 15 wyszłam kompletnie zesztywniała z zimna, szczękając zębami. Miałam iść z dwoma chłopakam spotkanymi wczesniej po drodze, ale okazało się, że zasnęłam idąc i musiałam tak iść powoli i śpiąc z 10 minut, bo gdy się obudziłam, kolegów już nie było. Na szczęście był zielony szlak, którym miałam przez chwilę wędrować. Trochę przyspieszyłam i po jakimś czasie zobaczyłam kolegów w oddali, ale już nie dołączyłam do nich. Spotkałam inną grupkę, z którymi dotarłam do punktu 15.

Punkt 15 – ostatni przed metą. Mieliśmy problem ze znalezieniem go, a byliśmy tak blisko. Poza tym, jeden chłopak z grupy miał tak odparzone stopy, że trudno było mu iść dalej.  Na punkcie podbiłam kartę i pobiegłam do mety. Tak, pobiegłam. Po już przebytych 90km. Po pierwsze, przy biegu działają inne mięśnie, inaczej układają się stopy. To może być nawet ulgą. Po drugie, chciałam zmieścić się w limicie, czyli 30h. Po trzecie, gdy tylko zatrzymywałam się na chwilę, natychmiast zasypiałam w marszu. Po czwarte, chciałam mieć to już za sobą. Niestety, limit czasu przekroczyłam o 11 minut, ale na szczęście rajd został mi zaliczony.

Dodane 23 czerwca 2013:

Poniżej ilustracja części trasy, bo bateria wytrzymała tylko do niecałej połowy. Laps na trasie to punkty kontrolne. Nie wszystkie mi się odkliknęło w odpowiednim momencie, nie miałam jakoś do tego głowy, ale na oko jest ok. Widać też przewyższenia, dla przypomnienia – w tym roku było ich w sumie 3500m.

kierat_map_2013 kierat_elevation_2013


5 responses to “dzień +2

  • zet00

    ja to jestem za leniwy
    mogę gonić byleby mi ktoś poznaczył gdzie
    gratuluję pani
    ja w niedzielę biegam po tatrach w biegu marduły
    mam nadzieję, że wrócę w jednym kawałku😉

    • koszyczek

      No nam też mówią gdzie. Nawet rysują punkty na mapie…😉 A co do tego tatrzańskiego, to powodzenia. Kolega, który brał udział, opowiadał horrory. Pan na siebie uważa, każdy krok przemyśleć.

  • zeen

    To trzeba mieć bardzo mocny charakter, szacun – jak mawia młodzież.
    Przełamywanie słabości, chwile rezygnacji, zwątpienia, ból i inne atrakcje…
    Książkę można napisać.

  • uzupełnienie | koszyczek

    […] tylko zilustrować trasę Kieratu 2013. A w sumie część trasy, bo bateria wytrzymała tylko do niecałej połowy trasy. Laps na trasie […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: