przeprawa

Miałam ze sobą plecak, zawsze noszę plecak. Czasami ten plecak w ogóle nie pasuje, bo chcę założyć sukienkę lub spódnicę, sandały może na obcasie, ale to wygląda tak, że jeszcze by tylko brakowało tych cielistych podkolanówek za 2zł. A z torbą na ramię jakoś nigdy mi nie wyszło.

No ale wtedy miałam plecak, spodnie jakieś i trampki, czyli wygodnie. I anonimowo, nikt na mnie nie zwraca uwagi. Bo kogo interesuje jakaś dziewczyna, może młoda, może stara, trudno powiedzieć. Mam odpowiedni kolor włosów, potrafię się też ładnie uśmiechnąć. Ale gdy idę ulicą, widać sznurówki niezawiązane, jakiś t-shirt, jakieś szczątki lub w ogóle brak makijażu ograniczającego się do tuszu na rzęsach, pot na czole.

W każdym razie chciałam przedostać się na drugą stronę rzeki, ale było już późno. Z innymi, którzy też chcieli, poszukałam schronienia w tym budynku, chyba jakimś centrum handlowe. Tak, chyba centrum handlowe, bo po jakimś czasie kręcenia się – nie wiem ile to było czasu – zaczęłam zbliżać się do stoisk typowych dla food court.

Niby się wszyscy już zwijali, ale z daleka namierzył mnie jeden ze sprzedawców i nawoływał – jak na tureckim targu. Nalał mi na płaski talerz jakąś czarną ciecz, wyglądała jak sos sojowy. Tak niezgrabnie ten talerz chwyciłam, że wlała mi się ta ciesz do laptopa. Nie wiem skąd on się wziął – był otwarty, włączony, działający. A wlało się tak dokładnie w złącze między ekranem, a tą częścią z całą elektroniką i klawiaturą – jakimś wąskim przesmykiem. I ani kropli w około.

Laptop przestał działać, zniknął tak szybko jak się pojawił, a ja byłam nadal głodna, mimo że przed chwilą zjadłam coś wielkiego. Nie wiem co, bo nadal miałam w pamięci tylko tę czarną ciecz i próbowałam to wyjaśnić sprzedawcy z tego samego stoiska, który nieskrycie dziwił się, że byłam nadal głodna.

I dziwne, że to u niego zamówiłam kolejne danie i że to z nim rozmawiałam, bo mogłabym przysiąc na cokolwiek jest mi drogie w życiu, że podeszłam do zupełnie innego stoiska szukając zupełnie innej potrawy. Dzwoniłam też do ciebie, że będę jutro rano. Nie wiem, czy mówiłam prawdę. Chyba kłamałam.

Potem już leżałam na piętrze, próbowałam spać. Było jasno jak za dnia, mimo, że był środek nocy. A może było już rano? Byłam otoczona jakimś marginesem społecznym, wiecznie pijanymi kobietami z szarymi włosami i szarymi twarzami, z dziurami w skórze jak po ospie.

Jedna z nich nagle pojawiła się obok mnie, przypełzła jak ta obrzydliwa biała larwa muchy i wymamrotała, że musi zapalić. Wydawało się jej, że może mam ukrytą paczkę w tylnych kieszeniach jeansowych spodni – takie diyshorty do kolan, ostatnio nosiłam takie w 1997 w Kanadzie. No i ona zaczęła się na mnie wgramalać i szperać po kieszeniach i urwała mi te dwie na pośladkach tak do połowy szukając tej paczki papierosów, której nie było, bo przecież nie palę.

Musiałam wyjść, inaczej stałoby się coś złego, tak czułam. Na parterze nie było ciekawiej. Ludzie uciekali przed ochroną lub policją, nie wiem, ale ja też uciekałam, bo nagle pojawił się obok mnie pocisk z gazem. Po podłodze rozchodziła się chmura dymu, a ja biegłam. Nie miałam maski, ale też nie broniłam się przed wdychaniem. Chciałam poczuć ten ból, to pieczenie. Słyszałam od innych, że w tym dymie czujesz się, jakbyś miał umrzeć i ja chciałam to poczuć. Nawet się na chwilę zatrzymałam, żeby mi nic nie umknęło.

Wydostałam się na ulicę i szłam w kierunku mostu. Weszłam na górę po schodach. Chciałam przejść przez ulicę na moście, jakby to wytłumaczyć – żeby iść nie po jego południowym chodniku, ale po północnym. Przejście, które mnie interesowało, znajdowało się w pomieszczeniu, jakby muzeum technicznym z eksponatami sprzed wojny, tej pierwszej. Duże koła zębate wprawiające w ruch kolejne machiny.

Najpierw musiałam przejść przez bramki z takim obrotowymi ramionami, jak do metra, albo jeszcze trafniej – jak do mojego biura. Tylko, że te ramiona były wąsko rozstawione i wykończone fantazyjnymi koronkami wykutymi w metalu. Trochę się bałam, że przebiją się przez ubranie, porwą skórę. Ale jakoś dałam radę.

Potem kolej na przeskoczenie nad mniejwięcej metrową dziurą w podłodze, prowadzącą prosto do rzeki, gdyby w nią spaść. Przede mną dziewczyna dała radę, całkiem zgrabnie. A działało to tak, że był mechanizm, który co chwila wysuwał spod podłogi mały pomost, który zakrywał dziurę i można było po nim przejść. Ale trzeba było wyliczyć odpowiednio kroki, bo mogło być tak, że ten pomost właśnie skończy swój obrót i zamiast pomostu pod stopą pojawi się dziura.

Udało mi się przejść, ale ledwo ledwo. Poza tym, przechodząc złapałam dla wsparcia ręką za jakiś inny ruchomy element, który prawie przyciął mi palce i ten pan co nadzorował przejście popatrzył na mnie z dezaprobatą.

Dalej, dziwnie jakoś tak, ale przejście wiodło schodami w dół przez jakieś studio lub mieszkanie nieznanych mi pięknych i młodych, modnych i przeintelektualizowanych jak na moje możliwości ludzi. Niespostrzeżona minęłam ich siedzących na sofie i fotelach, z drinkami w dłoniach i na ławie, pogrążonych w jakiejś ważnej dyskusji.

Weszłam po schodach na górę i znalazłam się na zewnątrz, na umownie północnym chodniku mostu. Wiał wiatr, na plecach miałam plecak.


10 responses to “przeprawa

  • japonki

    tak to jest jak się późno zje kolację, ma się koszmary😉

  • romeksamolot

    Tak, w Polsce nie wolno jeść po 18:00, wiele razy to słyszałem. Tutaj zaczyna się o 20:00 ( nie wspominając o Włoszech czy Hiszpanii gdzie biesiaduje się do północy).
    Jednym słowem zakochała się pani w swoim kompjuterze.

    • koszyczek

      Jednym słowem tak, ale myślę, że można jeszcze doszukać się paru innych “tematów”🙂

      Co do jedzenia, u mnie też nie przestrzega się tej zasady, no ale to dziki wschód i to muzułmański w dodatku. Kto by pomyślał, że takie podobieństwo do zgniłego zachodu, tfu.

      A jeszcze zupełnie od czapy: ostatnio widzę często wypowiedź o Turcji wśród ekspatów, polskich i niepolskich, ze to ich “addopted country/homeland, etc.”. Kto tu kogo qrwa adoptował???

      • koszyczek

        Chociaż Hiszpania już raz muzułmańska była i może jeszcze będzie, więc kto wie. A jeszcze zaraz zacznie się Ramadan (po turecku Ramazan) i już w ogóle będą jedli po nocach przez cały miesiąc…

        Pani Japonki, bez urazy, taką nam pani dała pożywkę tym komęciem🙂

      • romeksamolot

        Muzułmański i homeland dla Polaka – co się wyprawia.

      • koszyczek

        no żeby być fair, to chyba głównie to byli brytole, no ale oni to historycznie wszystko adoptują

      • romeksamolot

        E no, oni rządzili światem mieli Palestynę Indie, Afganistan i insze kraje muzułmańskie. Jutro w drodze po wino będę przejeżdżał kolo 2 meczetow i pewnie 0 kościołów papistów co już wprawia mnie w dobry humor.

      • koszyczek

        Mają z czego być dumni. Nigdy już nie będą mieli łatwo ze względu na lokalizację i obce wpływy, ale gdyby i tak trzymam kciuki.

  • romeksamolot

    No nie będą – geopolityka się zmienia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: