park gezi i sprawa kurdyjska: ostatni akt post-osmańskiego melodramatu tureckiego?

Artykuł bardzo przypadł mi do gustu – ze względu na jakieś gówniane rozchwianie emocjonalne trochę czasu zajęło mi, żeby przetłumaczyć, ale wydawało mi się istotne, by wszyscy mogli wygodnie przyjąć tę treść. Chociaż nie wiem, na ile swobodnie będzie się czytało te moje tłumaczeniowe wypociny – serdecznie przepraszam.

Oryginał jest tutaj – cała poniższa treść to moje tłumaczenie.

“Międzynarodowa uwaga skupiona na ostatnich protestach w parku Gezi odsłoniła kolejny istotny nurt w dzisiejszej polityce tureckiej wyłoniony w kwietniu tego roku, gdy Abdullah Öcalan, osadzony w więzieniu przywódca Kurdyjskiej Partii Pracowniczej (PKK), wezwał do zakończenia walk zbrojnych i ogłosił zawieszenie broni z Turcją. Deklaracja Ocalana, ogłoszona w języku kurdyjskim i tureckim, została przyjęta z radością zarówno przez tłumy w położonym na południowym wschodzie mieście Diyarbakır jak i bankierów na stambułskim parkiecie oraz dała Turcji i regionowi szansę na obiecujący krok do przodu.

Ale mimo przekonującej logiki stojącej za wezwaniem do zakończenia walk zbrojnych prowadzonych przez PKK, w których uwikłany był południowo-wschodni region kraju, proces pokojowy nadal napotyka na opór w Turcji. Ale być może nieświadomie, rozwijające się w całym kraju niepokoje społeczne wyeliminują jedną z największych przeszkód na drodze do trwałego rozwiązania tego trzydziestoletniego konfliktu: ogólne przyzwolenie społeczeństwa na nową demokratyczną i obywatelską konstytucję – quid pro quo dla trwałego pokoju na południowym wschodzie kraju.

Demokratyczne przebudzenie i regionalny powerbroker

Wybory, które doprowadziły partię AKP do władzy w 2002 roku, oznaczały koniec długiej dekady znanej w Turcji jako “stracone 90’te” – lata hiperinflacji, kryzysu gospodarczego oraz koalicji obrotowych drzwi – i narodziny bezprecedensowej stabilności politycznej, która wyniosła wcześniej dysfunkcyjny kraj na pozycję rosnącej potęgi regionalnej. Partia AKP – która przeżyła dwa przypadki delegalizacji w ciągu ostatnich 10 lat bycia u władzy – przejęła kontrolę nad procesem demokratycznego przebudzenia: umieściła wojsko pod kontrolą cywilną, przyznała obywatelom prawo do odwołania się do sądu najwyższego i zwiększyła udział w wyborach powszechnych w trzech kolejnych wyborach z 32% do 49% poprzez wzmocnienie społecznie konserwatywnej, ale wcześniej politycznie i ekonomicznie marginalizowanej grupy społecznej oraz przygotowała podwaliny późniejszego cudu gospodarczego trwającego już dekadę. Pod rządami AKP Turcja utrzymała w ryzach galopującą inflację, przeprowadziła dawno zaległe reformy strukturalne i zrzuciła jarzmo kurateli MFW.

Dzisiaj, mimo szerzącego się nadużycia władzy oraz ograniczenia swobód obywatelskich i wolności prasy – tematów karmiących nagłówki zagranicznych gazet – kraj znajduje się w przededniu równie ważnego, ale o wiele mniej omawianego przewrotu demokratycznego, który miałby przyczynić się do rozwoju pluralizmu w Turcji równolegle z postępującym rozwojem gospodarczym. A wraz ze rosnącym zaangażowaniem gospodarczym w północnym Iraku – lukratywnym rynku zbytu tureckich towarów i usług oraz potencjalnym źródle bardzo potrzebnej w kraju i za granicą ropy i gazu – Turcja nie może pozwolić sobie na pozostanie w konflikcie z własnym, sporym społeczeństwem kurdyjskim zamieszkującym tereny przy granicy z Syrią, Irakiem i Iranem, bo mogłoby to stanąć na drodze realizacji geopolitycznych, strategicznych i ekonomicznych ambicji.

W związku z tym, w marcu tego roku został ostatecznie opracowany plan działania; przez ponad sześć miesięcy za zamkniętymi drzwiami pilnie negocjowany przez Abdullaha Öcalana i Tayyipa Erodğana wraz z pośredniczącym szefem tureckiego wywiadu. W zamian za wycofanie się PKK i wsparcie ze strony pro-kurdyjskiej BDP w procesach parlamentarnych, Kurdom zostaną przyznane podstawowe prawa długo ograniczane przez pierwszą w historii konstytucję cywilną Turcji.

Teraz nadszedł właściwy czas. Turecka ludność kurdyjska, na długo wyłączona z Wirtschaftswunder pod wodzą AKP, była otwarta na pojednanie. Ewidentna transformacja intelektualna Ocalana w więzieniu oraz jego nowo odkryte przekonanie co do przyszłości kurdyjskiej tożsamości narodowej w Turcji były instrumentalne do zawarcia porozumienia. Ponadto, armia turecka postrzegana nie tylko jako stróż świeckości, lecz także jako samozwańczy strażnik tureckiej tożsamości, była stopniowo neutralizowana w ciągu 11 lat rządów AKP. Ich siła sprawcza do podsycania konfliktu w południowo-wschodniej, kurdyjskiej części Turcji została wyeliminowana – ta taktyka była używana zbyt często w ostatnich latach do uzasadniania władzy i wpływów w polityce. Nawet Ameryka uchyliła kapelusza w uznaniu dla Erodğana, pomimo nieufności, z jaką przygląda się rosnącej bliskości między Turcją, a kurdyjskim rządem regionalnym.

Jednak przekonanie tureckiego elektoratu do zawieszenia broni okazało się być największym wyzwaniem. Trauma dziesięcioleci konfliktu jest wciąż świeża w społecznej wyobraźni, a blizny trzydziestoletniej wojny głębokie w kraju z obowiązkową służbą wojskową. Konstytucja Turcji nie jest tylko wojskową konstytucją; samo państwo turckie jest państwem wojskowym. (Więcej na ten temat można znaleźć w książce Aysegul Altinay). Wojsko pomagało zaszczepić stały lęk przed wewnętrznymi wrogami, w rezultacie nawet dążenie do uzyskania praw mniejszości narodowych zostało zakwalifikowane jako terroryzm. Wielu ludzi postrzega AKP i Erodğana jako zdrajców, którzy osłabiają kraj ulegając zawoalowanym żądaniom w sprawie kurdyjskiej autonomii. Jakiekolwiek próby kompromisu traktowane są jako wierzchołek góry lodowej. Tymczasem CHP i MHP, dwie główne partie opozycyjne, bojkotują opracowanie nowej konstytucji, twierdząc, że brakuje szerokiego konsensusu społecznego. Wodą na młyn dla opozycji jest fakt, że niektórzy w Turcji postrzegają wpieranie się Erodğana sojuszem między jego partią i pro-kurdyjską partią BDP jako analogię do Sinn Fein w Wielkiej Brytanii i jego próby przeforsowania konstytucji.

Dramatem jest to, że niewiele osób w Turcji zaprzeczy, że kraj rozpaczliwie potrzebuje nowej konstytucji. Obecny dokument, sporządzony przez wojsko w wyniku zamachu stanu w 1980 roku, został zaprojektowany, aby chronić państwo przed obywatelami. I choć mogło to mieć sens w kontekście istniejącej anarchii i przemocy politycznej w późnych latach 70-tych poprzedzających późniejszy zamach stanu, podstawy prawne ograniczające swobody obywatelskie są tak drastyczne, że konstytucja stoi na drodze do prawdziwie potrzebnego dzisiaj ustroju demokratycznego. Pomimo tych rażących uchybień, konsensus w sprawie nowej konstytucji jest jednak trudny do uzyskania.

Konstytucja z 1980 jest przesiąknięta językiem kemalistycznego dziedzictwa i pozostawia niewiele miejsca dla uznawania praw mniejszości w zakresie kultury, rasy i języka. Znacznie osłabiony, ale wciąż głośny establishment kemalistyczny kurczowo trzyma się tych przepisów jako uzasadnienia dla roszczenia sobie samozwańczego statusu spadkobiercy i obrońcy państwa i jego instytucji. Tymczasem ekstremalni nacjonaliści, z wewnątrz i zewnątrz frakcji, wykorzystują etniczną definicję tureckiej tożsamości określonej tymi przepisami by blokować żądania Kurdów do uznania ich praw. I nawet obecny rząd – głośny krytyk dokumentu – wykorzystuje ogromne uprawnienia przyznane państwu do uchylenia opozycji, gdy uzna to za wygodne. Co więcej, “w świecie nauk badających procesy wyborcze, Turcja znana jest z wyjątkowo wysokiego (10%) progu wyborczego. Lokalnie nazywany francuskim słowem “Baraj“, został prowadzony po przewrocie w 1980, rzekomo w celu zapobieżeniu wejścia ekstremistycznych partii politycznych do parlamentu. (PDF)” W rezultacie wpłynęło to pozytywnie na zdobycie większości mandatów poselskich przez AKP i przyczyniło się do poczucia osłabiena praw obywatelskich, co obecnie odczuwa wiele osób w Turcji.

Co faktycznie znajdzie się w nowej konstytucji będzie w dużym stopniu zależało od parlamentarnej arytmetyki. AKP potrzebuje 330 z 550 głosów w parlamencie, aby zgłosić projekt konstytucji w referendum. Obecnie ma 325 głosów. By dotrzymać warunków umowy z BDP, Erdoğan będzie musiał skonstruować konstytucję uznającą mniejszości narodowe, ochronę ich praw (między innymi do nauczania w języku kurdyskim, w co pokłada nadzieje społeczność kurdyska, a czego obawia się reszta społeczeństwa) i być może nawet zezwalającą na jakąś formę autonomicznego rządu regionalnego. Chociaż prace nad projektem konstytucji są nadal w toku, ogólny duch dokumentu stopniowo się klaruje. Wywrócenie do góry nogami całej filozofii obecnej konstytucji mającej zagwarantować prawa kurdysjiej społeczności być może po raz pierwszy w historii Turcji rozproszy niektóre uprawnienia państwa i ochroni wszystkich obywateli przed jego hegemonią.

To co komplikuje tę i tak już niepewną sytuację jest prezydenturalna dzika karta. Według statusu partii AKP Erdoğan nie może ponownie ubiegać się o stanowisko premiera w następnych wyborach. Dlatego chce wprowadzić reformę systemu prezydenckiego, w której pokłada nadzieję na możliwość utrzymania władzy jako prezydent do symbolicznego roku 2023. Czy będzie naciskał na wprowadzenie amerykańskiego stylu prezydentury, wzoru francuskiego czy nawet luźniejszej władzy wykonawczej, by zabezpieczyć swoje miejsce lidera republiki w jej 100. rocznicę, będzie w dużej mierze zależało od jego pozycji negocjacyjnej w najbliższych miesiącach. Ta chęć zagrabienia władzy jest zrozumiale traktowane z podejrzliwością, ponoć nawet w jego własnej partii.

Ruch Gezi i konstytucja

W ślad za protestami w parku Gezi i trzy miesiące po otwarciu się na sprawę kurdyjską w kraju wrze, przywództwo Erdoğana stoi pod znakiem zapytania, polityczna i finansowa stabilność kraju jest zagrożona, a wiarygodności AKP na arenie międzynarodowej sypie się niemal tak szybko, jak turecka giełda. Podczas gdy partyzanci PKK od miesięcy wycofują się ze swoich pozycji w górach południowej Turcji, na początku czerwca przetoczyła się przez miasta nowa forma niepokoju społecznego. Niektórzy twierdzą, że nadzieja Erodğana na ustanowienie nowej konstytucji szybko topnieje, a jego dni u władzy są policzone. Te obawy nie są całkowicie bezpodstawne. Tak doniosły, ryzykowny i tabu był jego pokojowy gest wobec Kurdów, a protesty tak powszechne, że wszelkie podwinięcie nogi po drodze może z łatwością przebić balonik władzy AKP, Erodğana lub co gorsza nawet sukcesu całej Turcji.

Głosy z placu Taksim nawołujące rząd do ustąpienia były delikatnie mówiąc przedwczesne. Ale nie należy przeoczyć autorytarnych tendencji Erodğana. Jego coraz bardziej autokratyczny ton, bezkompromisowy sposób prowadzenia polityki, pogłębiające się mikro-zarządzanie oraz pogarda dla publicznych protestów zmarginalizowały – i upolityczniły – cały przekrój społeczeństwa. Nowa klasa energicznej i wykształconej młodzieży, która wychowała się w prawdopodobnie jednej z najbardziej stabilnych politycznie i liberalnych epok Republiki, teraz reaguje na nową formę restrykcyjnego konserwatyzmu społecznego, szowinizmu i paternalizmu. I słusznie. To, czy ten ruch został zaanektowany przez siły próbujące osłabić partię AKP lub samą Turcję jest mniej istotne. Energia, kreatywność i pomysłowość, z jaką protestujący wyrazili swoje żądania wobec bezspornej brutalności policji świadczy o wielkiej potrzebie zmian.

Dotychczas Platforma Solidarności Taksim – nowo powstała grupa liderów z początkowej fazy protestu Gezi/Taksim – wyłoniła szereg wymagań, m. in. do pozostawienia parku Gezi w niezmienionej formie, zniesienia ograniczeń w zakresie swobody wypowiedzi, uwolnienia osób aresztowanych w czasie protestów, ukarania tureckiej policji za stosowanie nadmiernej siły, korekty oficjalnej liczby rannych, zakończenia represji policyjnej oraz zniesienia ograniczeń prawa do zrogmadzeń. Wymagania te są godne podziwu i sprawiedliwe. Ale wydaje się, że umknęło o wiele bardziej głębokie przesłanie, które prędzej czy później odbije się echem wśród dużo większej części społeczeństwa. Im dłużej trwają protesty na placu Taksim, ewidentne staje się, że w ruchu, który rozprzestrzenił się do miast na terenie całego kraju chodzi tak samo o usunięcie rozłamu w tureckim społeczeństwie, jak i o ograniczenie neoliberalnego modelu wzrostu Turcji i jego coraz bardziej autokratycznego premiera.

W odpowiedzi na brutalne działania policji tłumy świętujące na placu Taksim odłożyły swoje różnice na bok i połączyły siły dla wspólnej sprawy. Trwając przez dni w ciężkich oparach gazu łzawiącego, znosząc bezduszną brutalności policji, poniżanie, wykorzystywanie i demotywujące poczuci3 bycia zredukowanym do marginesu społecznego w ich własnym kraju, te tłumy wyłoniły się zjednoczone z chmur dymu. Członkowie BDP śpiewali w języku kurdyjskim i tańczyli obok kemalistycznej młodzieży, działacze na rzecz praw kobiet wyciągneli pomocną rękę do ekologów chroniących park, lewicowcy i grupy religijne maszerowaly ramię w ramię w dół Istiklal Caddesi obserwując odwrót policji. Ich wezwania do wolności, tolerancji, uniwersalizmu i zaprzestania represji, czy sobie z tego sprawiali sprawę czy nie, mają więcej wspólnego z trzydziestoletnim losem Kurdów niż z bojkotem nowej konstytucji przez partie opozycyjne. Usankcjonowane przywileje, korzyści i tak zwane uprawnienia, które ​​obecna konstytucja gwarantuje – służebnice tyranii autorytaryzmu i represji państwowych – nie były już źródłem władzy, ale instrumentem do stosowania przemocy i ucisku.

Jeżeli więc zdesperowanych wezwań i aspiracji ludzi na ulicach nie można oddzielić od nawołań do bardziej otwartego i liberalnego nastawienia wobec Kurdów, w jakim świetle stawia to nową konstytucję oraz proces pokojowy? Jednym z najbardziej ironicznych aspektów wydarzeń mających miejsce w ciągu ostatnich kilku miesięcy jest to, że Turcy, którzy wyszli na ulice, równie dobrze sami sobie sprzedali ideę nowej konstytucji. I być może nieświadomie wydarzenia ostatnich kilku tygodni sprawiły, że rozwiązanie kwestii kurdyjskiej jest bardziej akveptowalne, a młoda, miejska klasa średnia i kurdyjska partia tworzą nieprawdopodobnych sprzymierzeńców. Ponieważ wezwanie do poszanowania praw sytuowanych mieszkańców miast bez uwzględnienia praw kurdyjskich jest intelektualnie nie do obrony. Takie wezwanie rozbrzmiewa w słynnej satyrze George’a Orwella, Farmie Zwierząt: “wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych.”

Dlatego protestujący nie tylko potrzebują po swojej stronie Kurdów po swojej stronie do wzmocnienia własnej pozycji (jak zauważył jeden z komentatorów); bez nich zaczną przypominać srodze przegranych w walce z monopolem władzy gospodarczej i politycznej w wyścigu o wolność, a nie poważnie myślącego o prawdziwej demokracji społeczeństwa. Takie właśnie oblicze protestów chętnie promuje Erdoğan. Dotychczas nie zostało mu udowodnione, że sie myli.

I to częściowo w tym kontekście bezkompromisowe i twardogłowe podejście Erdoğana do protestów staje się jeszcze bardziej trudne do zrozumienia. Dlaczego Erdoğan, którego największym wyzwaniem było przekonanie tureckich obywateli do konstytucji, kontynuuje antagonizowanie własnych obywateli i polaryzację społeczeństwa zamiast przyjąć nowo znaleziony konsensus na placu Taksim jako sposób załagodzenia konfliktu?

Jakkolwiek trudne może to być dla wielu uczestników, którzy identyfikują się z celem protestujących czy też dla impulsywnej prasy międzynarodowej, która bardzo szybko zaszufladkowała Erdoğana jako dyktatora, trzeba przyznać, że konsensus uzyskany na placu Taksim nie jest jeszcze tureckim pojednaniem. Bezwzględne użycie siły i retoryki podziału przez władzię było w pewnym stopniu zapewne taktycznym wyborem mającym na celu przymilenie się do nacjonalistycznego elektoratu Turcji i rozwianie ich obaw. Biorąc pod uwagę, że Erdoğan prosi naród turecki o historyczne ustępstwo na rzecz Kurdów, nie może on sobie pozwolić na okazanie słabości w obliczu przeciwności i zagrożeń. Zwłaszcza, jeśli wyzwaniem dla państwa i jego władzy jest to, co on sam nazywa “skrajnym i nielegalnym elementem”.

Dopiero okaże się jak skuteczna jest ta strategia, jeżeli w ogóle to co się dzieje takową jest, gdy przyjdzie czas na zabezpieczenie wystarczającej ilości głosów, aby przeforsować nową konstytucję. Jeśli można ufać niektórym z ostatnich sondaży, odpowiedź Erdoğana na protesty znacząco obróciła się przeciwko niemu. Istnieje ryzyko, że wydarzenia na ulicy jeszcze bardziej wymkną się spod kontroli. Albo, że trwająca brutalność zrazi jeszcze większą część społeczeństwa. Albo jeszcze gorzej, że w wyniku politycznego uszczerbku, partia AKP podzieli się na frakcje pro i anty Erodğanowi.

Gdyby Erdoğan zagrał inaczej, protesty na Taksim mogłyby przejść do historii jako symbol przebudzenia, w którym społeczny, polityczny i kulturowy tygiel post-osmańskiego melodramatu zbliżyłby się ku końcowi, a Turcja po raz kolejny wykorzystałaby demokratyczny ruch do wybicia się do roli regionalnego zawodnika wagi ciężkiej. Pozostaje nadzieja, że ​​gdy już opadnie kurz, tłumy się wycofają, a gadające głowy w telewizji zabiorą sie za wyjaśnienie znaczenia tych wydarzeń, wyłoni się nowy konsensus. Podróż Turcji na pewno się nie kończy. W ciągu ostatnich kilku miesięcy podjęła w końcu historyczny krok w kierunku pogodzenia się ze swoją różnorodnością. Każdy melodramat przecież wymaga ostatecznego aktu.”

Żeby nie było tak sucho, drętwo i poważnie, załączam muzyczną pocztówkę od fantastycznie mrocznej, chłodnej i cynicznej Chinawoman, mojej kanadyjskiej ziomalki.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: