ramadan

Wielki Post zaczął się kilka dni temu. Dla mnie objawiło się to tym, że rozpadła się nasza codzienna paczka obiadowa. Poza tym, zapytałam mojego biurkowego sąsiada czy pości, żeby go przypadkiem nie poczęstować np. wielkimi czereśniami napoleońskimi, które właśnie są w sezonie. Dwa razy go zapytałam dla pewności, bo kolega ma zwyczaj odpowiadania przytakiwaniem i uśmiechem, czym przypomina mi mojego dziadzia, który robił tak samo, gdy jako dziecko pytałam go w kościele czy długo jeszcze.

W moim betonowym i nowoczesnym Ataşehir praktycznie nie czuć, że trwa ramadan (po turecku ramazan) – w przeciwieństwie do niektórych, bardziej tradycyjnych dzielnic. Bębniarza i wspomniany przez Eyen “chór sztućców, szklanek, talerzy” miałam okazję doświadczyć w małej wiosce nadmorskiej rok temu.

Tutaj, u siebie, słyszę jedynie dźwięki wieczornego przerwania postu, czyli iftar, dochodzące z tego wielkiego meczetu widocznego z okien mojego mieszkania. Całkiem radosne, jest chyba jakiś wodzirej, nowoczesna muzyka prawie dyskotekowa… chyba się wybiorę na zwiady.

Dzisiaj, w ramach prawdziwego spontanu, kupiłam iftarową bułkę, czyli pide. Z za samochodowej szyby zobaczyłam typowy dla ramadanowych wieczorów ogonek przed piekarnią i powiedziałam stop, ja chcę. Ale czy chcesz ciepłą, padło pytanie. Tak.

I tak stanęłam w kolejce z innymi, mniej lub bardziej głodnymi. Ja akurat byłam bardziej głodna, więc czułam napięcie, jakie musi towarzyszyć osobom, które w tym roku poszczą chyba 17h na dobę. W pewnym momencie kolejka drgnęła, szybko znalazłam się przy ladzie i złożyłam zamówienie na iki sıcak pide, czyli dwie gorące. Czułam się jak dziecko składające ważne zamówienie w restauracji lub sklepie pod bacznym okiem rodzica.

Gorąca pide jest faktycznie bardzo gorąca, prosto z pieca. Jest zapakowana w cienki papier i parzy w palce i uda, gdy głodny pasażer próbuje odrywać kawałki by ukoić pierwszy głód swój i kierowcy. Zanim dotarłam do domu, wstąpiłam do sklepu po pastirma, wędlinę, która ponoć jest popularnym dodatkiem do pide na iftar. Kupiłam też jeszcze jedną pidę (już chłodną, bo z supermarketu) i małe opakowanie pastirma dla czekających na mnie przed sklepem chłopaków zbierających śmieci na recycling i mogłam jechać do domu.

Próg mieszkania przekroczyłam akurat gdy z mojego meczetu wybrzmiał sygnał, że już można jeść. Oczywiście bez znaczenia dla mnie. Iftar sprofanowałam nie tylko wcześniejszym skubaniem pide, ale dodatkowo plastrami wieprzowego pastrami prosciutto* (patrz: komentarze) i szklanką białego wina.

IMG_8452_1


8 responses to “ramadan

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: