zanim koguty zapieją

To jest naprawdę niesamowite, że gdy w ciągu tygodnia ledwo spełzam z łóżka i do fabryki wpadam zawsze gdy inni już są zalogowani i właśnie idą na śniadanie, w niedzielę potrafię zerwać się prawie w środku nocy (4:30am) po wieczorze z butelką wina i trzech godzinach snu i zapłacić jak za zboże za trasport taksówką. Po co? Żeby pojechać na uliczny bazar w dzielnicy Kasımpaşa. Podobny do każdego innego bazaru ulicznego w Stambule. Też w jeden dzień w tygodniu, pod charakterystycznymi płachtami, z podobnie ułożonym towarem.

Jednak jest trochę inaczej. Ale najpierw dlaczego tak wcześnie: w internetach wyczytałam o stambułskim bazarze, na którym sprzedaje się produkty z Kastamonu. To miejscowość w regionie Karadeniz (czarnomorski), która słynie z naturalnej i zdrowej żywności oraz pysznych domowych wyrobów.

Wyczytałam też, że podobno sprzedaż zaczyna się o 5:00am i wpadają wtedy chefs z tych lepsiejszych restauracji, wykupują to co najlepsze i dla tych co przychodzą o normalnej godzinie pozostawiają spusztoszenie z marnymi odpadkami. Samych restauratorów nie widziałam, ale między 5-6:00am podjeżdżały pod niektóre stoiska taksówki, do których sprzedawcy ładowali swoje produkty.

Nie czekałam do 10tej, bo bazar opuściłam tuż po 7:00am. Gdy przybyłam o 5:30am, prawie wszystko było już ustawione. Było spokojnie i cicho, hałasowały tylko koguty gdy wschodziło słońce, a ich sprzedawcy próbowali je uciszyć jakby to były szczekające psy.

Jest kameralnie. Bazar jest ustawiony wzdłuż uliczki, która chyba nawet nie ma 500m długości. Sprzedawcy się znają. Wszyscy są z Kastamonu (chociaż pan od herbaty powiedział, że też z Inebolu).

Następnym razem już się nie zerwę o tej porze, dojadę normalnie transportem publicznym, ale dzięki temu jednemu poświęceniu doświadczyłam czegoś bardzo przyjemnego. Przyglądałam się jak bazar budzi się ze snu, jak sprzedawcy rozmawiają ze sobą jak starzy znajomi. Gdy chodziłam od stoiska do stoiska, to co kupiłam, zostawiałam u sprzedawców by nie dźwigać i odebrać już na sam koniec. Czułam się jak na jakimś wspólnym spotkaniu znajomych, a nie na wielkim, bezosobowym targu (chociaż na tych większych też już mam “swoich sprzedawców”, którzy mnie znają i pozdrawiają).

DSCF0437_Kasimpasa_Kastamonu

Po szybkim rekonesansie, to był mój pierwszy przystanek na bazarze.

DSCF0472_Kasimpasa_Kastamonu

A tak stoisko wygląda za dnia. Siedziałam na białym taborecie po lewej…

DSCF0435_Kasimpasa_Kastamonu

…i pijąc herbatę obserwowałam bazarowe krzątanie się. Pan od herbaty opowiadał mi, że to ciężka praca, ale pamięta jak 50 lat temu produkty na sprzedaż najpierw transportowało się z głębi kraju do portu nad Morzem Czarnym, tam ładowało na statki, przypływało Bosforem do Złotego Rogu, tu rozładowywano i transportowano w miejsce targu. To była dopiero ciężka robota. Teraz ładuje się na ciężarówki i hop siup.

DSCF0434_Kasimpasa_Kastamonu

Inni odsypiają to hop siup.

DSCF0433_Kasimpasa_Kastamonu

Bazarowe dobra pod światłem żarówek.

DSCF0432_Kasimpasa_Kastamonu

DSCF0438_Kasimpas_Kastamonu

DSCF0431_Kasimpasa_Pazari

Kury w środku miasta. Obok targu, nie częścią targu.

DSCF0440_Kasimpasa_Kastamonu

Ponieważ na targu jeszcze “nic się nie działo”, wyszłam na główną ulicę poszukać lokalu na pierwsze śniadanie. Ten tutaj prowadzony jest przez młodego mężczyznę i jego żonę. Mówił, że o tej porze turyści i kobiety do niego nie przychodzą, raczej mężczyźni idący do pracy, kierowcy ciężarówek i śmieciarek. Wiele z nich bierze paczkę z jedzeniem na wynos. Wyjaśniłam, że przyszłam na targ produktów z Kastamonu. Mężczyzna uśmiechnął się (jeszcze bardziej, bo i tak cały czas być roześmiany) i wyjaśnił, że razem z żoną są z Kastamonu. Żona z zakrytą głową, uśmiechała się nieśmiale i wydaje mi się, że powinna była coś robić, ale jej mąż podekscytowany rozmową zaczął robić wszystko (przyjmować i realizować zamówienia, wydawać resztę, serwować jedzenie) nie przestająć mówić. Ona stała z boku, nieśmiale. Zaproponowali mi jeszcze jedną herbatę, od nich w prezencie, ale podziękowałam, zapłaciłam i wyszłam.

DSCF0439_Kasimpasa_Kastamonu

Gdy usiadłam przy stoliku na chodniku, na małym taborcie, właściciel lokalu podszedł, by ustawić stół szeroką stroną do mnie, pozostałe taborety poustawiał z drugiej strony, żeby mi nie przeszkadzały. Tym ludziom naprawdę zależy na klientach, na zaprezentowaniu siebie, swoich usług i produktów z jak najlepszej strony.

DSCF0474_Kasimpasa_Kastamonu

Grzyby wyglądające jak huba. Jak przyrządzać? Jak rydze.

DSCF0469_Kasimpasa_Kastamonu

Ostre papryczki, te mniejsze zą zazwyczaj marynowane i podawane jako dodatek do głównego dania, np. döner. Po prawej owoc z dzikiej róży, kuşburnu. Do czego? Np. do herbaty albo do robienia przepysznej marmolady.

DSCF0468_Kasimpasa_Kastamonu

Po lewej ser lor – robi się z serwatki, coś w stylu włoskiej ricotta. Po prawej masło, a wyżej twardy biały ser. Masło kupiłam, jest delikatne i lekko kwaskowe – z mleka krowiego. Niestety, na targu raczej nie ma koziego. Ser był dla mnie za słony. Na innym stoisku był większy wybór i tam kupiłam.

DSCF0467_Kasimpasa_Kastamonu

Jogurty są trzymane albo w plastikowych pojemnikach, albo takich wielkich koszach jak ten tutaj.

DSCF0466_Kasimpasa_Kastamonu

Na pierwszym planie pazı ekmeği, czyli miękki wilgotny chleb nadziewany różnym zielskiem.

DSCF0471_Kasimpasa_Kastamonu

Pigwa taka, jaką znam z mojego polskiego ogrodu. Zazwyczaj w sezonie (późna jesień), są większe niż jabłka.

DSCF0459_Kasimpasa_Kastamonu

Te małe, beczułkowate zielone papryczki są głównie wykorzystywane do nadziewania. Można wykorzystać świeże albo odciąć “główkę”, wyjąć pestki i ususzyć. Takie suszone często wiszą przed sklepami ze zdrową żywnością.

DSCF0458_Kasimpasa_Kastamonu

Pan od herbaty, çaycı, roznosi herbaty. Napierw przechodzi się po targu zbierając zamówienia. Ten pan odbierający właśnie szklankę zamówił dla siebie i jego współpracowników i dla kręcących się w około klientów. Między innymi dla mnie. Wziął potem ode mnie pustą szklankę. Bazarowy çaycı odbierze podczas kolejnej rundy.

DSCF0454_Kasimpasa_Kastamonu

Mleko, jogurty, marmolady.

DSCF0464_Kasimpasa_Kastamonu

Ogórki.

DSCF0450_Kasimpasa_Kastamonu

Podejrzewam, że to różańce z pigwy.

DSCF0449_Kasimpasa_Kastamonu

DSCF0448_Kasimpasa_Kastamonu

Ten chłopak kręcił się między stoiskami wybierając to tu, to tam. Widać było, że nie jest tutaj obcym.

DSCF0453_Kasimpasa_Kastamonu

Pszenica, groch, makaron i yufka.

DSCF0470_Kasimpasa_Kastamonu DSCF0465_Kasimpasa_Kastamonu DSCF0463_Kasimpasa_Kastamonu DSCF0457_Kasimpasa_Kastamonu DSCF0451_Kasimpasa_Kastamonu
DSCF0447_Kasimpasa_Kastamonu DSCF0446_Kasimpasa_Kastamonu DSCF0445_Kasimpasa_Kastamonu DSCF0444_Kasimpasa_Kastamonu

DSCF0484_Kasimpasa_Kastamonu

A to już śniadanie. Tuż poniżej marmolady jest słynny kaymak, czyli gęsta śmietana.

DSCF0485_Kasimpasa_Kastamonu


16 responses to “zanim koguty zapieją

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: