diyarbakır, miasto spotkań

Więcej zdjęć i opisów tutaj. Trochę tego jest, więc rozbiłam na dwa miejsca. Nie wiem czy dobrze, post jest tutaj krótszy, ale sumując czytania i oglądania jest tyle samo. Zdjęcia na flickr chyba się powoli ładują? Ciekawa jestem wszelkich uwag i sugestii.

DSCF0800_Dbakir

Około 9am wylądowałam w Diyarbakır, wg. Wikipedii – oficjalnej stolicy północnego Kurdystanu. Teren terrorystycznej partii PKK. Groźny
i niebezpieczny południowy wschód Turcji. Gdy podekscytowana jak dziecko opowiadałam koleżance z fabryki dokąd jadę, widziałam jak uśmiech znikał jej
z twarzy.

DSCF0649_Dbakir

Fantastyczne widoki z samolotu podpowiadają, że życie tutaj nie jest zbyt łatwe.

Miałam cały jeden dzień na zwiedzanie. Jako pilny turysta zrobiłam listę obowiązkowych punktów programu, ale mój plan został zdezorganizowany przez krótsze i dłuższe spotkania i interakcje z mieszkańcami miasta.

Wrażenia?

Gorąco. Bardzo gorąco – podobno przyjechałam w najgorętszy dzień lata. Powietrze było gorące i suche, więc czułam się jakbym wsadziła głowę do piekarnika albo skierowała na siebie strumień gorącego powietrza z suszarki.

Diyarbakır to miasto pełne przesympatycznych, życzliwych i chętnych niesienia pomocy ludzi. Czasem bywa to męczące, zwłaszcza gdy się jest jasnogłową kobietą z obcego kraju. Chcesz tylko zapytać o drogę, a odprowadzi cię 10 osób
i wtedy już cała ulica się przygląda. W ogóle się przyglądają i przestałam liczyć mężczyzn, którzy po drodze mówili mi hello where are you from. Trudno się też wtopić w tłum, bo nietureckich turystów nie widziałam.

Tutaj też spotkałam sporo otwartych i przyjaznych kobiet, które w Turcji
z założenia okazują dystans do obcych.

Jest też bardziej orientalnie. Starsi mężczyźni w szarawarach, specyficznie zawiązanych chustach na głowach i z drewnianymi laskami; kobiety w białych chustach i strojach, których wcześniej nie widziałam, siedzące na rozłożonej na chodniku tekturze sprzedają rano jogurt, pewnie przywieziony z okolicznych wsi. Jest więcej tureckiego, niż sobie wyobrażałam – praktycznie nie było problemu się porozumieć. Ale też sporo kurdyjskiego, który rozpoznaję tylko dlatego, że go nie rozumiem. Rysy twarzy też inne, mocniej zarysowane, ciemniejsza karnacja.

Jest to też szorstkie miasto ze swoją ciemną stroną i trzeba być po prostu czujnym i rozsądnym. Sama świadomie wystawiłam się na niebezpieczeństwo zapuszczając się tam gdzie nie trzeba, ale cały czas miałam ludzi, kótrzy chcieli mi pomóc. Terrorystami, którzy uprzykrzali mi dzień, okazały się być hordy dzieciaków w różnym wieku, które biegały za mną krzycząc money money. Czułam się nieswojo mając w pamieci dzieciaki z Gaziantep, którze obrzuciły mnie małymi kamykami.

~

Na lotnisku zignorowałam taksówkarzy, o drogę do autobusu zapytałam policjanta na lotniskowym posterunku.
– Autobus? Weź taksówkę. Tu jest niebezpiecznie. Rozumiesz słowo złodziej? Wyrwą ci torbę, aparat.
– Naprawdę? Pytam naiwnie, mimo że czytałam o tym w internetach.
– Oczywiście, że naprawdę. Przecież jestem policjantem, to wiem. Urażony moim powątpiewaniem.

DSCF0657_Dbakir

Widok z okna hotelu na Gazi Caddesi, główną drogę przez stare miasto.

~

Kierowca autobusu zwrócił na mnie uwagę nagle, gdy na końcowym przystanku wysiedli już wszyscy pasażerowie. Jego twarz wyraźnie się rozjaśniła, w oko wskoczył figlarny figielek.
– Skąd jesteś? Po co tu przyjechałaś? Sama? Dasz numer telefonu? Oprowadzę cię.

DSCF0710_Dbakir

~

Wysiadłam przy Dağkapı i kręciłam się po okolicy szukając hotelu. Podszedł do mnie chłopak, który wcześniej w autobusie wskazał mi wolne miejsce.
– Czego szukasz? Hotelu? Którego? A, wiem. Chodź, zaprowadzę cię. Skąd jesteś? Co robisz? Przyjechałaś zwiedzać? Sama? Dasz numer? Oprowadzę cię. Patrz, tu jest fajne miejsce na śniadanie, chcesz to pójdziemy, potem cię oprowadzę. Wymienimy się telefonami.
– Mam przyjaciela, mężczyznę (w jęz. tureckim nie ma rozróżnienia na płeć – do słowa arkadaş dodaje się erkek – mężczyzna lub kız – dziewczyna by doprecyzować, że chodzi o kogoś bliższego niż tylko znajomy/a).
– Chciałem ci tylko pomóc, jeżeli mi nie ufasz to zadzwonię po moje koleżanki, żebyśmy nie byli sami.
Chyba naprawdę miał dobre intencje, a ja go obraziłam, bo nic już nie mówił aż do hotelu.

DSCF0707_Dbakir2

~

Po drodze zatrzymał nas starszy pan z kopertą w dłoni.
– Czy ona jest z Holandii? Bo mam list do wysłania, zabrałaby ze sobą.

DSCF0755_Dbakir

~

Po zameldowaniu w hotelu wstąpiłam do wcześniej polecanej śniadaniowni na kawę. Mieści się ona na piętrach historycznego karawanseraju. Podszedł do mnie jeden ze sklepikarzy, mówił po angielsku.
– Wiesz, musisz uważać, bo tu może być niebezpiecznie, dzieciaki okradają turystów. My się władzy wielokrotnie skarżyliśmy, ale ci motherfuckers (policja) nic z tym nie robią, bo to nieletni, są bezkarni. Myślę, że są z nimi w zmowie.
A potem idzie fama w świat, że tu jest niebezpiecznie. Musisz powiedzieć, że jesteśmy serdeczni. Sama jesteś? Może Cię oprowadzę?

DSCF0674_Dbakir

Hasanpaşa Hanı. Niesamowite miejsce. Można siedzieć, popijać herbatę cały dzień. Na piętrze śniadania – chyba całodniowe🙂

~

Wzdłuż głównej ulicy starego miasta natknęłam się na parę policjantów. Byli ubrani w kuloodporne kamizelki, z karabinami przyciśniętymi do piersi, trzymanymi w pełnej gotowości do strzelania. Widziałam ich potem jeszcze kilka razy w ciągu dnia.

DSCF0745_Dbakir

~

W recepcji dostałam mapę, ale z fatalnego świecącego się papieru, który pękał na zgięciach. Szukałam informacji turystycznej, może mieliby coś lepszego. Gdy zastanawiałam się w którą stronę iść, podszedł do mnie mężczyzna, chyba w moim wieku. Mówił bardzo dobrze po angielsku. Pracuje jako tłumacz dla włoskiej firmy współpracujące z Shell. Tu na południowym wschodzie,
w kurdyjskiej krainie, wydobywają ropę. Że mnóstwo tego jest, a u Arabów coraz mniej. A jeszcze gaz łupkowy. – Wiesz, bo na zachodzie Turcji i Europy mówią, że tu jest źle i niebezpiecznie, ale tak nie jest. Bo my tutaj jesteśmy bardzo serdeczni i gościnni i tylko chcemy, żeby turyści czuli się jak u siebie w domu
i potem powiedzieli, że tu nie jest źle. To nieduże miasto i każdy sobie pomaga. Patrz, stoimy tu już tyle czasu i rozmawiamy i w międzyczasie przeszło już chyba ze dwadzieścia osób, które mnie zna… Dasz numer? Oprowadzić cię?

DSCF0742_Dbakir

Na dziedzińcu Ulu Cami.

~

Zatrzymałam starszego mężczyznę, pokazuję na mapie, tu ma być informacja turystyczna, to w tym kierunku? Zaraz zebrała się przy nas grupka młodych chłopaków. Wszyscy zdecydowali, że mnie tam razem zaprowadzą. Chłopcy przodem, trochę sobie żartowali z całej sytuacji, że swoich znajomości kilku słów angielskiego, trochę z tego starszego pana, który szedł obok mnie
i opowiadał coś o piłce nożnej i mową ciała ilustrował grę – nie miał im za złe. Wszyscy się śmiali dobrodusznie. Mój starszy przewodnik kilkukrotnie kazał mi schować mapę. Przecież nie idę sama. W końcu doprowadzili mnie do miejskiego centrum kultury. Trochę im się łyso zrobiło, ale zaśpiewałam ej, Turcy, nic się nie stało…

DSCF0735_Dbakir

~

Çiğ köfte z mięsem. Surowym. Dla niewtajemniczonych, ugniata się surowe mięso mielone z gotowaną kaszą bulgur i przyprawami, aż powstanie gładka pasta. Trwa to długo i wymaga sporo siły. Tej okazji nie mogłam zaprzepaścić. W Stambule wersja z mięsem raczej niespotykana, podobno nie można sprzedawać. Weszłam do małego parku, w którym znowu przede wszystkim przesiadują mężczyźni. – Abla, gel gel (siostro, chodź chodź) – właściciel stoiska zaprosił mnie do swojego stołu, on też akurat jadł. Gdy się później żegnaliśmy, nie chciał wziąć ode mnie pieniędzy. Ma czterech synów, sam pochodzi z dużo liczniejszej rodziny – jest ich czternaścioro. Jego matka musi być cyborgiem. Może i dobrze, że nie wiem jak to powiedzieć po turecku.

DSCF0703_Dbakir

Gdy dosiadł się jego jego znajomy zrobiło się ciekawie, bo to światowy człowiek. W Stambule był, dziwne rzeczy widział. Piliśmy herbatę, a on opowiadał.
– Życie w Stambule jest złe. Cały dzień pracujesz i wracasz do domu spać. Potem rano wstajesz i znowu do roboty. I tak cały czas. A w Beyoğlu (dzielnica z placem Taksim i deptakiem Istiklal) same knajpy i ludzie piją alkohol
i imprezują. I kobiety nawet piją! Jak mężczyźni, na ulicy!
– Kobiety?! Ts ts ts….
Spojrzeli obydwoje na mnie, a ja z ubolewaniem pokiwałam głową nad stanem tego świata…
– A Polska, taki średni kraj, słabą ma gospodarkę, niespecjalnie się tam dzieje.

DSCF0723_Dbakir

Z Gazi Caddesi skręca się w labirynt małych uliczek. Najpierw targ spożywczy, potem warsztaty. Stałam tu przez chwilę i chłonęłam atmosferę pracy: stukanie maszyn i młotków, zapach smarów
i dymu. Wszystko przy otwartych drzwiach lub na ulicy.

~

Weszłam do środka rozejrzeć się po zabytkowym wnętrzu budynku, w którym obecnie mieści się poczta. Z końca sali pomachał do mnie kierownik, akurat rozmawiał z klientem, niechybnie znajomym. Po pogawędce kupiłam znaczki, których nie miałam zamiaru kupić. Szkoda, że nie spotkałam nigdzie sprzedawcy pocztówek…

DSCF0762_Dbakir

~

Zapędziłam się w dzielnicę pod murami, tu się kończy miasto. Trochę straszniej. Wiem, że powinnam się wycofać, ale wyłączyłam system ostrzegawczy. Za pierwszymi rzędami domów przy ulicy panuje Jedna Wielka Rozpierducha. Zburzone domy. Trafiłam na piekarnię, w niej piekarz i dwie kobiety. Myślałam, że może tu pieką dla innych piekarni, na sprzedaż, ale to była jedna
z sąsiedzkich piekarni. Ludzie nie mają w domach pieców, więc np. robią ciasto
w domu i przynoszą tu. – Dlaczego jesteś sama? Nie spaceruj tutaj, to zła dzielnica. Gdy już odeszłam parę kroków, zawołali mnie, bym wróciła. Jedna
z kobiet, Dursun, powiedziała, że mnie zaprowadzi do głównej ulicy, nie chciała mnie puścić dalej samej. Ale najpierw zatrzymałyśmy się na herbatę z innymi kobietami siedzącymi przed jednym z jeszcze ocalałych domów. – Ta dzielnica zostanie wyburzona, zostaną zbudowane nowe historyczne budynki – muzeum dla turystów. – A co z wami? – Wysiedlą nas. Gdzieś poza miasto.

DSCF0764_Dbakir

~

Dursun postanowiła jeszcze pokazać mi po drodze starożytny kompleks kościelny Matki Boskiej (Meryem Ana Kilisesi). Nadal mieszka tu kilka rodzin chrześcijan – asyryjskich jakobitów i odprawiane są msze. Kompleks był zamknięty dla turystów, ale ona skutecznie się dobijała – znała pracującego tam ochroniarza. Gdy skończyłyśmy zwiedzać (a z nami para turystów, którzy wcześniej pocałowali klamkę), czekała na mnie policja. Trzech młodych panów w cywilu, z pistoletami i kajdankami przy pasie. Okazało się, że ochroniarz zauważył dwóch wyrostków śledzących mnie i Dursun. Przegonił ich i wezwał policję. Powiedzieli, że teraz pójdę z nimi. Pożegnałam się z Dursun, której ewidentnie spadł kamień z serca i powtarzała w kółko, że ona coś takiego przeczuwała. Pomyślałam sobie, no to mam przesrane (czytałam relację chłopaka, który też się tu zaplątał, ale jego policja wylegitymowała i raczej nie była zbyt uprzejma), ale panowie policjanci okazali się być przesympatyczni. Jeden z nich, ten po mojej lewej, był najbardziej rozmowny i ćwiczył na mnie niemiecki z podstawówki. Bardzo mnie to bawiło, bo ten rosły facet z gnatem za pasem zdawał się być przy tym bardzo speszony, natomiast jego kolega, po mojej prawej, starał się zamaskować swoje rozbawienie tą sytuacją. Trzeci, idący za nami, robił wrażenie niedostępnego romantyka. Przy hotelu podziękowałam za eskortę i przeprosiłam za stworzenie problemu moją lekkomyślnością. – Ależ nic się nie stało, buzi buzi, pa pa. No prawie, tylko bez tego buzi buzi.

DSCF0767_Dbakir

~

Miałam dosyć wrażeń, było już ciemno i chciałam tylko coś zjeść. I wyskoczyć taksówką do nowego miasta do sklepu z syryjskimi winami. Zapytałam
w recepcji o lokalizację bankomatu mojego banku. Dostałam eskortę w postaci bellboya o imieniu Hüseyin. W pełnym, hotelowym mundurze. Po drodze opowiedział mi, że pracował w Stambule, zarabiał niezłe pieniądze. A potem musiał iść do wojska, armia rozbiła mu to co miał. Wrócił do Diyarbakır. Teraz pójdzie na kurs podszlifować angielski, bo trochę mówi i dlatego znalazł pracę
w hotelu. A potem powiedział, że pojedzie ze mną autobusem do sklepu z winami, ale wcześniej wstąpimy do Sülüklü Han, której właściciel też sprzedaje wino własnej roboty. Nie miałam już siły odmawiać i nawet byłam wdzięczna, że mogłam się oddać pod czyjąś opiekę. Wino kupiłam, nawet kilka butelek. Ponieważ moim jedynym bagażem był mały plecak, najpierw chciałam kupić tylko jedną butelkę, ale tureccy handlarze nie puszczają klienta tak łatwo. Sprzedawczyni zaproponowała, że wyśle mi pozostałe butelki do Stambułu. Wow, zaryzykowałam. Mój towarzysz bellboy Hüseyin wziął ich wizytówkę i dał mi swój numer telefonu – w razie problemów osobiście je wyjasni. Byłam miło zaskoczona, że nie prosił o mój numer telefonu (który i tak jest w kartotece hotelowej ;)) Update: wino dotarło tego dnia, na który się umówiłyśmy. Koszt przesyłki to 15TL, jeżeli dobrze pamiętam.

DSCF0781_Dbakir

Pół porcji jagnięciny, pół porcji wątróbki. Ta ostatnia jako szaszłyk, przekładana kawałkami tłuszczu, dzięki czemu jest soczysta. Papryka na ostro. Muszę przyznać, że wątróbka z Edirne może się przy tej, z tego regionu, schować.

DSCF0787_Dbakir

Gdy wcześniej stałam wśród zgiełku pracujących na tyłach targu, jeden z mężczyzn gestykulował – wydawało mi się, że miałam sobie pójść. Zniecierpliwiony wstał i kilka kroków dalej pokazał mi wejście do Sülüklü Han, w którym w kontraście do hałasu na zewnątrz panuje sielanka,
z alternatynwą world music z głośników i rozwieszonych cienkich przewodów, z których rozpylana jest co chwila woda, by schłodzić atmosferę. Właściciel sprzedaje czerwone wino własnej roboty,
a w piwnicy jest księgarnia. Menu jest w dwóch językach – tureckim i kurdyjskim. Taka oaza nowoczesności w otoczona konserwatywnym starym mieście. Dzień zakończyłam przepyszną lekko słodzoną wersją kawy menengic (z dzikich pistacji), którą pierwszy raz piłam w Gaziantep. Ta tutaj była gęsta i kremowa, nieziemsko pyszna.


10 responses to “diyarbakır, miasto spotkań

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: