mardin, miasto na wzgórzu

Dzień wcześniej Diyarbakır. Więcej zdjęć z Mardin tutaj.

Z Diyarbakır wyjechałam o 9.10am, podróż minibusem trwała niecałe półtorej godziny. Po drodze pierwszy raz widziałam wojskowe punkty kontrolne. Nas nie zatrzymali, ale inne samochody tak.

DSCF0841_Mardin

Siedziałam obok kierowcy. Zbyt blisko i chyba wykorzystywał to przy zmianie biegów, wtedy mógł mnie niechcący musnąć kciukiem po udzie. Z prawej strony siedział chłopak, który spał całą drogę. Ściupciałam się w sobie jak mogłam, bolało mnie kolano i drętwiała stopa.

DSCF0836_Mardin

Kierowca robił się coraz śmielszy w rozmowie. Że trochę chyba mi się przytyło w Turcji, ale wyszło mi to na korzyść (!), czy wszystkie kobiety w Polsce mają blond włosy, czy mam niebieskie oczy (kiedyś na targu sprzedawca zapytał mnie czy mogę zdjąć okulary słoneczne, bo chce zobaczyć kolor moich oczu).

DSCF0883_Mardin

To jest tak, że jak już zaczną gadać, to po jakimś czasie się rozkręcają i przestają ukrywać prawdziwe motywy. Są bezpośredni. W ich głowach, zachodnia kobieta to łatwa kobieta. Można sobie pozwolić na dużo więcej, można powiedzieć to, czego nie mówi się tureckim kobietom. Dlatego rozmawiam tak, by cały czas zachować dystans – w razie potrzeby będę mogła łatwo wycofać się z rozmowy. Mogłabym w ogóle nie rozmawiać, ale nie mogę sobie odmówić.

DSCF0810_Mardin

Tam gdzie byłam widziałam niewiele kobiet, a z tych, które są, nie wszystkie chętnie się otwierają, zwłaszcza do takiej z ich punktu widzenia dziwaczki jak ja. Dlatego muszę nauczyć się stawiać barierę pomiędzy mną a mężczyznami, która pozwoli na rozmowę bez naruszania mojego komfortu. Chociaż jak trafiają do tureckich mediów informacje o Polce, która chce podróżować po świecie i przespać się z 100.000 mężczyznami, to chyba trochę trudno będzie.

DSCF0840_Mardiin

Deyrülzafaran

Gdy byliśmy już w Mardin, kierowca zdenerwował pasażerów zmieniając trasę w mieście. Okazało się, że zrobił to, by wyjechać na trasę do Midyat, mojego jutrzejszego celu.

– Nie jedziesz tam teraz? Bardzo rozczarowany. A ja specjalnie dla Ciebie w to miejsce przyjechałem. Razem byśmy pojechali.

DSCF0866_Mardin

Wysiadłam gdzieś na obrzeżach miasta. Zapewne by uczcić mój przyjazd, tubylcy zarżnęli kozę na przystanku autobusowym. Niestety, jakiś dzieciak uciekł z jej głową. Zupy nie będzie. Zatem czekałam na autobus miejski, który mnie zabierze do centrum.

DSCF0861_Mardin

Też takie gały zrobiłam na fioletowe migdały. Nie udało mi się dowiedzieć dlaczego taki kolor. Bo to z Mardin, taka odpowiedź powinna wystarczyć.

W autobusie ciemnorudy, a raczej miedziany chłopak zbierał pieniądze i przestawiał pasażerów z jednego kąta do drugiego, wskazywał wolne miejsca. Ma 23 lata i już był w wojsku. To ważny etap w życiu tureckiego mężczyzny, bo tu ze służby można już nie wrócić jeżeli trafi się do zagrożonego regionu – przynajmniej tak było gdy bojówki PKK były w pełni aktywne. Zadał standardowy zestaw pytań (już bez telefonu) i poinformował, że jest arabem. Że też yabancı (obcy) i zaśmiał się do mężczyzny obok, wszyscy jesteśmy tu yabancı. A ten mężczyzna był ciekawy kim jestem, ale nie rozmawiał ze mną bezpośrednio. Dopiero pod koniec podróży zdecydował się na mnie spojrzeć i lekko uśmiechnąć.

DSCF0846_Mardin

Flaki, wątroba, nie wiem co tam jeszcze. Przed sklepem, w misce z wodą, w około czterdziestostopniowym upale, w towarzystwie chmary much. Zapach powalał. Ale zaraz przypomina mi się opowieść o moim dalekim wujku, który mawiał, że mięso jada gdy już lekko śmierdzi. To musiał być bardzo daleki krewny.

W autobusie siedziały też dwie starsze kobiety, jedna przyjazna i ciekawa mnie – przyglądała się, pytała. Druga mniej. Nie wiem o czym rozmawiały i czy po arabsku czy kurdyjsku, ale ta nieprzyjazna wydawała się mówić coś nieprzychylnego. Czasem sobie myślę o takich kobietach co za czarownica, ale zaraz mi przechodzi – jak sobie spróbuję wyobrazić jakie te kobiety mają tu życie, to się wcale nie dziwię, że można być zgorzkniałym i psioczyć na wszystko w około.

DSCF0865_Mardin

Tak jak w Diyarbakır i tutaj popularny jest sok z korzenia lukrecji. Tu: sprzedaż obnośna.

Sam Mardin jest niesamowity. Położony na szczycie, wtapia się w kolorystycznie monotonne beżowe tło. Widok z daleka nie zapowiada wrażeń, jakie daje bliskie spotkanie. A w Mardin jest tak, że można zgubić się labiryncie małych uliczek. Mają swoje nazwy, ale też dla ułatwienia numery. I tak, mimo mapy, w pewnym momencie przestałam szukać drogi do kolejnego zabytku i starałam się chodzić o prawej do lewej, od lewej do prawej.

DSCF0882_Mardin

W ostatnich latach do Mardin zaczęło przyjeżdżać coraz więcej turystów (głównie tureckich) ze względu na stabilizującą się sytuację z bojownikami PKK. Miasto przeszło szereg zabiegów restauracyjnych (nie mylić z restauracjami) i wygląda jak z żurnalu. Powstało mnóstwo hoteli ulokowanych w przepięknie odnowionych domach wykupionych przez firmy od zwykłych ludzi. Ci z kolei przeprowadzają się do nowego Mardin. Z resztą nowe miasto rośnie. Młoda dziewczyna w autobusie pokazała mi gdzie właśnie budują nowy dworzec autobusowy. Daleko od miasta, mówię. Ale za 2-3 lata miasto dojdzie do dworca, mówi. Są też podejmowane starania, by uczynić z Mardin centrum kultury regionu. Swoją siedzibę ma tutaj Galeria Sabancı, jest uniwersytet (chociaż trudno mi powiedzieć jaka jest jakość nauczania). Mardin walczy o wpisanie na listę UNESCO.

DSCF0885_Mardin

To tutaj podczas mojego kilkudniowego wypadu do południowowschodniej Turcji zaczęłam tracić kontakt z rzeczywistością. Chodzi o to, że to co widziałam było mi obce w kontekście prawdziwego życia. Architektura, język (dużo arabskiego), osiołki jako forma transportu, stroje ludzi i ich rysy twarzy znałam z filmów, zdjęć. Teraz to widziałam i słyszałam, czułam się jak w bajce. To wszystko oraz lejący się żar z nieba powodowało, że chodziłam po Mardin jak pijana.

DSCF0893_Mardin

Ser? Nie, mydło.

Nie docierało do mnie, że tutaj toczy się normalne życie, czasem, a raczej często, ciężkie życie pełne trudu bez perspektyw na łatwiejsze. Niemniej, ludzie są dumni ze swojego miasta. W rozmowach pytanie o to, czy podoba mi się Mardin padało tak często jak to czy jestem mężatką. A poza tym, wiadomo – im więcej turystów, tym więcej pieniędzy. Warto tylko pamiętać, że to nie muzeum, a miejsce, gdzie mieszkają ludzie z krwi i kości z różnymi problemami, o których taka właśnie oderwana od rzeczywistości turystka nie ma pojęcia.

DSCF0850_Mardin

DSCF0849_Mardin

W Mardin czułam się bezpieczniej niż w Diyarbakır, niemniej starałam się być czujna na wszelkie możliwe niebezpieczeństwo. Tak sobie mówię, a drugiego dnia mojego pobytu wybrałam się rano (7am, zanim słońce zacznie swoje tortury) na wzgórze. Tam, pod zagrodzonym przez wojsko zamku, spotkałam starszego pana, z którym wieczór wcześniej piłam herbatę w centrum. Teraz siedział na kamieniu przy wydeptanej ścieżce, z widokiem na miasto, wzgórza i mezopotamskie równiny hen po horyzont. Obok niego siedział młody chłopak z wielkim tłustym jointem. Gdy opowiedziałam to mojemu przyjacielowi, nie zdziwił się. Powiedział, że to normalne w tym regionie, że dużo palą.

DSCF0909_Mardin

Zinciriye Medresesi

Chwilę z nimi posiedziałam i pogadałam, starszy pan miał atak śmiechu, że ze wszystkich miejsc tutaj musiałam go spotkać. Młodszemu spodobał się mój plan na kolejne kilka dni i chciał dołączyć. Co kilka zdań pytał mnie o imię. Zapytał też czy może napić się trochę mojej wody.

DSCF0923_Mardin

Haiku a la Madin
Miasto wzgórza horyzont
stary i młody
jara jointy..

Gdy już wracałam do miasta, chciałam z ukrycia zrobić zdjęcie rodzinie budzącej się ze snu na dachu ich domu (ludzie śpią na dachach, bo chłodniej). Zostałam przyłapana. I zaproszona na śniadanie. Zaproszenie przyjęłam – to tak w ramach bycia czujną i ostrożną. Wszyscy byli bardzo serdeczni, przywitali mnie uściskiem dłoni i podwójnym policzkobuziakiem. Nastoletnie dziewczynki były pogodne i uśmiechnięte, były ciekawe jaką wiarę wyznaję. Zjedliśmy śniadanie w postaci białego sera, pomidorów, ogórków, białego chleba i dżemu z fig zrobionego przez jedną z kobiet w rodzinie. Herbatę piliśmy z podwójnego czajnika. Do większego dolnego wlewa się dużo wody, do mniejszego na górze wsypuje herbatę. stawia na palnik. Jak już woda na dole się zagotuje, dolewa się jej trochę do mniejszego czajnika na esencję. na minimalnym ogniu grzeje się jeszcze przez piętnaście minut. Potem wlewa się do szklanki najpierw esencję – ilość w zależności od tego czy herbata ma być mocna czy nie i dolewa wody. To jest standard robienia herbaty i tak jest w każdym domu, każdym przybytku gastronomicznym.

Inny przykład życzliwości i ciepłości ludzi, których spotkałam: akurat skończyła się piątkowa msza – mężczyźni wychodzili z meczetu, do którego chciałam wejść i zwiedzić. Po krótkiej rundce wyszłam i jeszcze się krótko rozglądałam na zewnątrz. Podszedł do mnie starszy pan i wręczył kawałek jakiegoś chleba, którym dzielił się też z innymi mężczyznami.

DSCF0887_Mardin

Po mszy. Mężczyźni mają w siatkach specjalny chleb, niestety nie załapałam nazwy. To coś w stylu chałwy, ale o smaku lekko spokrewnionym z piernikiem. Zaskakująco smaczne. W tle jeden z hoteli.

Z ciekawostek, wieczorami jeździ samochód typu pick up z jakąś maszyną rozpylającą… środek przeciwko komarom. Wtedy też dowiedziałam się, że jestem komarem, bo jako jedyna na ulicy natychmiast zaczęłam się krztusić i dusić, załzawiłam się i w ogóle porażka.

DSCF0897_Mardin

Z frontu kulinarnego mogę donieść, że kuchnia mardińska jest bogata w potrawy z różnych kręgów kulturowych. Niestety, nie udało mi się spróbować różnych dań. Znalazłam informację o jednej restauracji w mieście, gdzie byłoby to możliwe, ale z wieloma nieprzychylnymi recenzjami (odnośnie relacji jakość vs. cena oraz poziomu obsługi). Potwierdziła się kwestia obsługi już na początku, poza tym dostałam stolik na tarasie w ciemnym kącie, tuż przy punkcie serwisowym kelnerów. Tak skutecznie zepsuło mi to humor, że zrezygnowałam z kolacji. Mam nadzieję, że uda mi się te niedociągnięcia nadrobić – do Mardin jest bezpośrednie połączenie lotnicze ze Stambułu.

DSCF0804_Mardin

Kebapçı Rıdo. Cebula posypana przyprawą sumak i skropiona cytryną to zupełnie nowa jakość, jak to się mawia w pewnych kręgach. Tu smaki dopisały.

DSCF0806_Mardin


22 responses to “mardin, miasto na wzgórzu

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: