midyat, miasto bez puenty

Wcześniej tego dnia Hasankeyf, a w ostatnich dniach Diyarbakır i Mardin.

Z Hasankeyf wsiadłam do minibusu jadącego do Midyat. Jazda jak jazda, jedyną rozrywką (oprócz widoków na wysuszoną ziemię tu i ówdzie upaćkaną równie suchymi krzakami – jak na westernach) była rozwścieczona matrona ubrana w czarną szatę zasłaniającą całe jej ciało oprócz twarzy. Tzn. nie wiedziałam, że jest rozwścieczona, do czasu gdy nie wysiadła. Wtedy otworzyła ciasno zaciśnięte usta, a jej twarz wykrzywił grymas, jakby od bólu rodzenia gromadzącego się w niej jadu. Opluła nim kierowcę wyciągającego jej bagaż, na powitanie spoliczkowała syna (wnuka?) czekającego na nią na przystanku z resztą młodzieży. W minibusie nikt się nie odzywał. – Ne oldu? (co się stało) Rozładowałam atmosferę. A… kierowca się spóźnił coś tam coś tam.

DSCF1016_Midyat

Devlet Konuk Evi, zasłynął dzięki scenom z tureckiej opery mydlanej.

DSCF1018_Midyat

DSCF1026_Midyat

Szalenie podoba mi się prostota połączenia drewna z kamieniem.

W Midyat poszło dosyć sprawnie. Po 2h byłam gotowa wracać do Mardin. Dla pewności, stojąc na tarasie widokowym całkiem fajnej chałupy, zapytałam innych tureckich turystów czy to wszystko. Niby tak. No to nic tu po mnie. Zwiedzanie Hasankeyf w samo południe mnie wykończyło. Żałowałam wtedy, że nie wzięłam niczego z długim rękawem, żebym słońce przestało parzyć mnie w skórę. W Hasankeyf widziałam też plączącą się samotną turystkę, Brytyjka albo Amerykanka. W każdym razie nie wyglądała świeżo i gdy ją ponownie zobaczyłam na dworcu autobusowym w Midyat, miałam wrażenie, że panujące tutaj warunki wykończyły ją jak mnie.

DSCF1019_Midyat

Sypialnia.

DSCF1023_Midyat

Wieczorem spotkałam ją ponownie w autobusie miejskim w Mardin. Amerykanka, mieszka w Stambule, uczy angielskiego. Ja jechałam do hotelu – ona, nie wiedziałam dokąd, ona z resztą też nie. Zwiedzała okolicę, a nocowała najpierw u znajomych jej znajomego, potem u znajomych tamtych znajomych i tak dalej. Nie była pewna, czy w Mardin też się tak uda – czekała na kontakt. – Chodź, poczekaj ze mną. Mam wino, możemy wypić na dziedzińcu mojego hotelu, zaproponowałam podstępnie. Białe, słodkie jak ulęgałka, dodałam w myślach, sama nie dam rady.

DSCF1022_Midyat

DSCF1024_Midyat

Mor Sarbel, syryjski kościół prawosławny.

Zgadałyśmy się, że trafiłyśmy w internetach na te same bzdury o Midyat i szukałyśmy nie wiadomo czego, pozostałyśmy rozczarowane (chociaż z mojego punktu widzenia to nie rozczarowanie samym miastem, a raczej rozbuchanymi obietnicami głupich internetów). Potem zadzwonił znajomy znajomych znajomego i wyszłyśmy poczekać na niego przed hotel. I tak czekałyśmy i czekałyśmy, w międzyczasie poszłam do okupowanego wieczorową porą przez mężczyzn çay bahçesi vis à vis i poprosiłam o tacę z dwoma herbatami. I tak stałyśmy przed hotelem, żeby przypadkiem nie umknął nam człowiek, na którego czekałyśmy, ale którego twarz była nam nieznana.

DSCF1008_Midyat

DSCF1009_Midyat

DSCF1010_Midyat

Wszechobecne piece.

Wracając do Midyat: podobnie jak w Diyarbakır, chociaż na mniejszą skalę, i tam dzieci pragną dorobić na oprowadzaniu. Dorośli im w tym pomagają. I tak, gdy zapytałam mężczyznę o drogę do dworca autobusowego, zawołał dwie dziewczynki kręcące się w okolicy. Tak właśnie, chcą nie chcąc, zatrudniłam przewodników. Jednym z nich była dziewczynka z jasnymi włosami i wesołymi oczami, z których płynął naturalny spokój i nieskrępowanie. Po drodze minęłyśmy grupę chłopaków zdecydowanie w wieku pomaturalnym, z którymi nawiązała jakąś żartobliwą rozmowę (po kurdyjsku).

DSCF1021_Midyat

Rzymska księżniczka.

DSCF1011_Midyat

Na zdjęciu nie widać, ale pani w bordowym ma tatuaże na brodzie i czole. Sporo tak oznakowanych kobiet widywałam na południowym wschodzie Turcji. Pozdrowiłam je, chwilę porozmawiałyśmy i odeszłam. Zaraz potem wróciłam i zapytałam, czy mogę zrobić zdjęcie. Dobra lekcja asertywności.

DSCF1025_Midyat

Na dworcu im podziękowałam (nie chciałam dawać pieniędzy), ale nie odchodziły. Wypytały kierownika dworca o mój autobus, wskazały mnie jako pasażera i nadal się kręciły. Zaczęłam przeglądać zdjęcia, zaglądały mi przez ramię, to im opowiadałam co tam napstrykałam. A w międzyczasie zdecydowałam, że dam po piątaku – nie wiem czy dużo czy mało za niechcianą usługę. Zapytałam czy chcą pieniądze. Pokręciła przecząco głową, co mnie zaskoczyło. Po jakimś czasie wyszły na chwilę. Po powrocie moja jasnowłosa przewodniczka powiedziała: abla, moja koleżanka chce pieniądze. No to dałam. Tej co chciała.

Potem przyjechał minibus, zajęłam dobre miejsce i czekałam na odjazd. Dziewczynki czekały ze mną. I w końcu ta jasnowłosa też poprosiła o swoją dolę. Stojący obok niej starszy chłopak zapytał ile dostały. Powiedziały. A ja nadal nie wiem czy dużo czy mało za taką niechcianą usługę.

DSCF1027_Midyat

Bardziej od towaru w sklepie z pamiątkami zainteresowało mnie zaplecze. Zawsze gotowe na sjestę.

DSCF1031_Midyat

Biuro dworca autobusowego i mini europaleta do modlitwy.

Droga do Mardin znowu prowadziła przez wysuszone pola i wioski z kilkoma kwadratowymi domami przy ulicy, niektóre z piaskowca,  przypominające te w Mardin, inne jak te w Radomiu lub Kielcach. Jazda jak jazda, jedyną rozrywką było starcie między kierowcą, a młodym, nowocześnie wyglądającymi chłopakiem. Rozłożenie sił było wyjątkowo nierówne. Kierowca, z grubym wąsem i koszulą rozpiętą pod szyją na dwa-trzy guziki, wyglądał jak İbrahim Tatlıses i był bezsprzecznie wielkim miłośnikiem głośnej muzyki w wykonaniu właśnie tegoż İbrahima Tatlısesa oraz innych utworów przypominających, że na tym terenie kultura arabska jest bardzo obecna.

DSCF1034_Midyat

Głośnik z muzyką był tuż nade mną, a młody siedział o dwa miejsca dalej. Niemniej, cierpiał. Bardzo. W międzyczasie kierowca wywijał dłonią w rytm muzyki przez otwarte okno, nucąc pod nosem. Ci wszyscy pasażerowie, którzy przekrzykiwali hałas chcąc zasygnalizować chęć opuszczenia minibusu, zmuszali do chwilowego ściszania ukochanej muzyki. To chyba tylko jego dobre serce, że nie zatrzymał pojazdu przy drodze i nie zażądał tańca z męską załogą przy zachodzącym słońcu.

Młody mógł wygrać pojedynek, ewentualnie zremisować. Mógł medytować, próbować wejść w fazę zen, pozostać w minibusie ciałem, a duchem i umysłem bujać w obłokach. Mógł myśleć o mardińskich fioletowych migdałach. Ale nie, on przegrał, bo poprosił o ściszenie muzyki. Od tego czasu, palce prawej dłoni kierowcy pieściły pokrętło głośności, ale głównie w prawą stronę. Młody nie wyrabiał, trzymał głowę w dłoniach, desperacko rzucał kolejne prośby, a kierowca tylko patrzył w lusterko, w jego oczach złośliwa radość.

DSCF1028_Midyat

Zgodnie ze standardami moralności tylko oczy.

DSCF1033_Midyat

Ręcznikowe wyznanie miłości.

– Kierowca cię bardzo lubi – rozładowałam atmosferę. Zaśmiała się dziewczyna siedząca obok mnie, ale co najważniejsze – zaśmiał się młody, co nie umknęło uwadze kierowcy. Zaciekawiony odwrócił się z pytaniem co jest. Młody z uśmiechem na twarzy powtórzył co powiedziałam. Jakoś potem już było raźniej – kierowcy, któremu raźno było od samego początku i młodemu, którego z dziewczyną wciągnęłyśmy do rozmowy (o wojsku, durnym zwyczaju użyźniania ziemi pożarami, nowym dworcu autobusowym i rosnącym Mardinie).


4 responses to “midyat, miasto bez puenty

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: