urfa, w drodze do

Długo zaległa kontynuacja podróży po południowym wschodzie Turcji: Diyarbakır, Mardin, Hasankeyf, Midyat.

Po powrocie z Hasankeyf do Mardin zatrzymałam się na dworcu autobusowym w Meydanbaşı (część Mardin na uboczu), by zasięgnąć języka co do transportu do Urfy następnego dnia. W biurze jednego z przewoźników siedziało akurat kilku chłopaków i jadło kolację. Afiyet olsun, jutro jedzie coś do Urfy? Tak, jedzie, o 8am, ale bądź Pół godziny wcześniej. Poczęstujesz się? Podziękowałam, poszłam sobie.

DSCF1061_to_Urfa

Małe miejscowości mijane w drodzy do Urfy.

Następnego dnia rano nie zdążyłam zjeść śniadania. Pracownik hotelu odwiózł mnie na dworzec w Meydanbaşı. Mimo 8.35am, biuro przewoźnika było jeszcze zamknięte. Czekałam w towarzystwie młodego simitci – chłopaka sprzedającego simit, czyli tureckie obważanki z ziarnem sezamu. Nie byłam głodna, ale kupiłam na drogę. Chłopak był sympatyczny i uśmiechnięty, zadawał standardowy zestaw pytań, a okrągła deska z pięcioma poziomami obważanków cały czas balansowała na jego głowie. Wiem nawet jak to robią: nieduży ręcznik składany jest najpierw w podłużny prostokątny pasek, a następnie zawijany “na kółko”, które kładą między głową, a deską z towarem.

DSCF1047_to_Urfa

Gdy tak sobie stałam zadowolona z życia, pojawił się chłopak od autobusu. Wyglądał, jakby właśnie wstał z łóżka. Potwierdził, że autobus będzie o 8am zgodnie z planem. Niemniej, po 3 minutach oznajmił, że jednak został odwołany. Pomyślałam wtedy, że jednak nie wygląda na zaspanego. Rozczochrane włosy, rozdziawione usta, z których brakowało jedynie strużki śliny i mętne oczy – to wszystko składało się na twarz, której nigdy nie dotknęła myśl czy jakaś refleksja. Patrzyłam na dziewicę. Jak mogłam się na niego złościć?

DSCF1055_to_Urfa

Zatem nie złościłam się, nie spanikowałam. Byłam przekonana, że jakieś rozwiązanie się znajdzie – inşallah. Najwyżej zostanę trochę dłużej w Mardin. Turcja tak robi z człowiekiem. Mimo wszystko, chyba jednak trochę mnie ta bezsilność zgnębiła, bo na odchodne rzuciłam “powiem mężowi”. Akurat tutaj to jest groźbą.

Z młodym od obważanków poszliśmy jeszcze do dwóch biur po drugiej stronie ulicy, ale i tam niczego nie załatwiłam. Zadzwoniłam do hotelu, powiedziałam co się stało. Powiedzieli, że mam na nich czekać tam, gdzie jestem.
W międzyczasie przybył drugi chłopak z obważankami i tak sobie we trójkę gadaliśmy. Jeden miał 16 lat, drugi 14. Gdy zatrzymywał się jakiś samochód, ścigali się z tym towarem na głowie – kto pierwszy sprzeda.

DSCF1056_to_Urfa

Co i raz przyjeżdżały jakieś autokary, nawet jeden miał napisane na tabliczce Urfa, ale chyba akurat tylko z tamtąd przyjechał. Jeden z wysiadających z autokaru mężczyzn powiedział, że są jeszcze inne biura podróży w centrum
i akurat jedzie w tym kierunku i mnie podrzuci. Ponieważ dosyć długo już czekałam na pana z hotelu, a bałam się, że w międzyczasie umknie mi jakiś autobus, zgodziłam się.

DSCF1054_to_Urfa

Głupia. Nic mi się nie stało, ale mimo wszystko, nie powinnam była wsiadać do samochodu z obcym mężczyzną. Facet opowiadał mi, że ma firmę, która wykonuje okna do budynków. Pokazał mi jeden z nowych hoteli w stylu staromardińskim, czyli z piaskowca, z oknami w drewnianej oprawie – w jego wykonaniu. Poza tym, powiedział, że w mieście praca jest, ale za to niskie płace. Na życie w Mardin ok, ale nie wystarczy, żeby pojechać na wakacje na zachód Turcji.

DSCF1048_to_Urfa

W jednym z biur omawiałam już opcję trasy, gdy nagle pojawili się moi hotelowi wybawcy. Że przyjechali do Meydanbaşı, ale mnie nie zastali i ktoś im tam powiedział, że jestem tutaj. Powiedzieli, że mam z nimi iść, wsadzili mnie do samochodu i zaczęłiśmy krążyć po okolicznych uliczkach, żeby zaparkować… pod biurem znajdującym się dokładnie po drugiej stronie ulicy. Tam wytłumaczyli mój przypadek. Właściciel biura zadzwonił do kierowcy autobusu jadącego do Urfy. Miejsc nie ma, ale jakoś mnie wcisną. Będę musiała przesiadać się z miejsca na miejsce, w zależności od wsiadających
i wysiadających ludzi.

Czułam się jak mała, beztroska dziewczynka, trochę nieodpowiedzialna, trochę niepoważna (przez to, że nie poczekałam na nich), z trochę przypalonym przez południowe słońce mózgiem. Dorośli panowie wszystko za mnie załatwili, kazali mi usiąść (zawsze mi mówią usiądź, jakby czekanie na stojąco lub kręcąc się było czymś niewskazanym; w minibusie też mam nie stać). Później, moi tureccy znajomi stwierdzili, że nimi nikt by się nie przejął i czekaliby do następnego wolnego autobusu. Ach, uroki bycia jasnowłosą obcą w Turcji.

DSCF1052_to_Urfa

Pożegnanie na dworcu. Tradycyjny gest szacunku wobec starszych, nie tylko z rodziny. Najpierw całuje się dłoń, a następnie dotyka się nią swojego czoła.

DSCF1066_to_Urfa

Na dworcu. Nie zdziwiłabym się, gdyby cała ta gromadka należała do tej pani w czarnej chuście.

W połowie drogi była przerwa. Część osób rzuciła się na dziwne, nieznane mi (tak myślałam) owoce. Chciałam kupić jeden na spróbowanie, ale tu w sprzedaż pojedynczych sztuk nikt się nie bawi. Dostałam za darmo. Nagle zrobiło się zamieszanie, bo jakiś facet w fartuchu chyba z pobliskiej jadłodajni, podbiegł do mnie i przejętym głosem krzyknął hoşgeldiniz i wręczył mi solniczkę. Bo ten owoc, który wg. pana w fartuchu rośnie tylko w okolicach Urfy, je się z solą. Faktycznie, bardzo smaczny, jak ogórek. Znany jest jako kelek, ale tak naprawdę, to mały niedojrzały i niewyrośnięty melon piel de sapo. Turcy tak mają, że z uwielbieniem zajadają się niedojrzałymi owocami (np. zielonymi migdałami i śliwkami, których kwaśny smak neutralizują solą) i śmieją się z wykrzywionych min obcokrajowców, którzy nie wyrobili sobie podniebienia do tych smaków .

DSCF1064_to_Urfa

Kelek

W drugiej połowie drogi, już do Urfy, siedziałam obok młodej kobiety z dwójka małych dzieci – marudna dziewczynką i wystraszonym chłopcem z oczami wielkimi i ciemnymi jak kasztany. Niestety, nie zapamiętałam imion, nawet ich nie zrozumiałam. Gdy przedstawiała dzieci, wspomniała, że chłopiec za mało waży, bo nie chce jeść. Wydało mi się dziwne, że mówi mi o tym
w przysłowiowym drugim zdaniu, ale to jest dla niej ważne, to się tym dzieli.

DSCF1057_to_Urfa

Pomiędzy miejscowościami płaskie pola. I przydrożne wysypisko śmieci. Tu zatrzymaliśmy się do kontroli wojskowej.

DSCF1059_to_Urfa

Wojskowy punkt kontrolny.

Było mi strasznie głupio, bo wyglądało na to, że wciśnięto mnie na miejsce jednego z dzieciaków. Chciałam wziąć jedno z nich na kolana. Dziewczynka posiedziała u mnie chwilę, potem jednak przytuliła się do wielkich piersi swojej mamy i tak sobie leżała i mruczała, a mama głaskała ją po plecach. W pewnym momencie chłopiec położył się brzuchem na jej udzie, a głowę przytulił do jej brzucha. I tak, gdy patrzyłam jak ona trzymała córkę lewym ramieniem, prawą dłonią drapała syna po plecach, poczułam, że chce się zamienić miejscami z jej córką. A ona siedziała uśmiechnięta jak Mona Liza z zamkniętymi oczami
i zrozumiałam, że oni są teraz bardzo razem w swoim własnym świecie.

DSCF1067_to_Urfa

Gdy jej synek jeszcze trochę marudził, puściłam mu zdjęcia w aparacie i przez długi czas miał zajęcie. Gdy już był czas mojego wysiadania, dostałam od niej lusterko kieszonkowe, a ja jej dałam chustę kupioną na bazarze w Diyarbakır. Obydwa nasze prezenty to kiczowate przedmioty za 5TL, ale chyba nie o to chodziło.


3 responses to “urfa, w drodze do

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: