Monthly Archives: October 2013

z pamiętnika meteopaty

zajumane całe miasto
krople wody wiszą nad głowami ciasno

Stambuł, 30 października 2012, nad ranem

DSCF4249_istanbul_fog_or


bbc zapodaje

Dzisiaj miałam okazję stanąć w tłumie i nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć Sayın Başbakan w mieście daleko na wschodzie Turcji. Akurat tak się jednak zgrało, że miałam randkę z kebabem, zatem Erdoğana obejrzałam w telewizorze. Zakończyło się to niestrawnością, ale to mogła być też końska dawka antybiotyków, którą spożywam od kilku dni bez osłony. Już abstrahując od różnic w światopoglądach, Erdoğan po prostu ma bardzo agresywną barwę głosu, krzyczy i w końcu chrypnie. Poza tym, w pierwszym rzędzie za premierem wygłaszającym poważne przemówienie siedziała pani premierowa, którą wykorzystano w przedwyborczej grze o dusze i która to uśmiechała się jak infantylna i szalona teyze w kierunku kamery sprawdzając czy wszyscy widzą jak bawi się z wnuczką (?) jakąś zabawką. Tzn. tak myślę, że to może scenariusz PR, chociaż obstawiam, że to mogła być ich (premiera i premierowej) własna decyzja.

DSCF3684_Van

W każdym razie, premier coś tam mówił o naciskach, jakieś lobby, obce siły (na wszelki obejrzałam się za siebie). Gdy wspomniał o jednej fladze, panowie kebabowcy spojrzeli na siebie z dziwnymi uśmieszkami i tylko powtórzyli po premierze jedna flaga.

Na szczęście wiec się skończył, miasto odblokowali, helikopter przestał krążyć nad miastem, zniknęli uzbrojeni w karabiny mężczyźni w cywilu i kamizelkach kuloodpornych (ale bez kasków), równie uzbrojona policja i pancerne pojazdy wojskowe. Życie toczy się dalej. A ja trafiłam na film BBC o wpływach islamu na historię Europy. I tak, w świetle wznowienia rozmów o przyłączeniu Turcji do Unii Europejskiej, zaciekawiłam się jaki wpływ na Europę miałaby Turcja dzisiaj, pod przywództwem Erdoğana, który chciałby pewnie być okrzyknięty Sułtanem Nowej Ery.


ogłoszenie parafialne

Z natury jestem leniwa i mam słomiany zapał. Dlatego wiele wpisów zalega u mnie jak składki w ZUSie. Ale jak się już wezmę i zorganizuję, to mam taki zwyczaj, że większość wpisów staram się publikować z datą, kiedy to coś opisywanego miało miejsce. Czyli z datą wsteczną. A to oznacza, że jeżeli ktoś zagląda tutaj tylko od czasu do czasu, by sprawdzić, czy coś nowego pojawiło się na głównej stronie, to tego nowego nie zobaczy. Dlatego proponuję albo subskrypcję via email (kliknąć w darmową prenumeratę po prawej), w jakimś czytniku lub polubić koszyczka na fejsbuniu. Howgh!


czy mówiłam, że już jesień?

Z rowerowej wyprawy do  Polonezköy.

DSCF2388_Pkoy

DSCF2390_Pkoy


La Diva Polca-Turca

gencer

Dla tropicieli polskich akcentów w Turcji dzisiejszy dzień powinien być gratką – a może wszyscy wiedzą, tylko ze mnie taki głąb i burak. 10 października przypada rocznica urodzin Leyli Gencer (Ayşe Leyla Gencer), światowej sławy sopranistka o polskich i tureckich korzeniach.

Mówi się o niej, że jest ostatnią diwą dwudziestego wieku. Wyróżniała się nie tylko wspaniałym i charakterystycznym głosem, ale też jako główna odtwórczyni i propagatorka oper Donizettiego* i zapomnianych oper.

Leyla Gencer urodziła się w położonej nieopodal Stambułu wiosce Polonezköy (albo inaczej Adampol), którą założyli polscy osadnicy w 1842r. Jeszcze mnie tam nie było, ale dla porządku może bryknę tam na rowerku.

Ojcem śpiewaczki był bogaty biznesmen z sunnickiej rodziny muzułmańskiej, a matka pochodziła z katolickiej rodziny należącej do litewskiej arystokracji. Po śmierci męża, matka Gencer przyjęła islam.

Od 1953r. Leyla Gencer do końca swojego życia mieszkała we Włoszech, a po śmierci jej prochy zostały rozsypane nad Bosforem, bo tak chciała.

*Szukając informacji o Leyli przeskoczyłam w polskie Wikipedii do hasła na temat włoskiego kompozytora Donizettiego. I tam, ku memu zaskoczeniu, wyczytałam, że ojciec urodzonego w Bergamo Domenica Gaetana ma na imię… Andrzej.


lazurowy romantyczny bosfor

Podtytuł: zdecydowanie i definitywnie jesień.

DSCF2172_Bosphorus


kozy i rowery na bosforskich wojażach

Nie oceniaj stambulskiego dnia po jego poranku. Gdy kończy się lato, jesienne dni często zaczynają się od zachmurzeń i deszczu, ale potem słonecznie promienieją.

Along_EB_Bicycle

Czerwony prawie cały sztywny ze strachu, ale przynajmniej nie zzieleniał.

DSCF2164_Bicycle_Ferry

Ruch na Bosforze jak na Marszałkowskiej. Uwielbiam obserwować wielkie statki, chociaż czasem może być niebezpiecznie. Ostatnio nawet o mało nie doszło do zderzenia między moim promem a jednym takim transporterem. Jego donośny gwizd wybudził mnie z lektury, a naszego kapitana chyba ze snu. Ale raczej nie głębokiego, bo szybko wyłączył silnik i nastawił dziub w odpowiednim kierunku, ratując nas od bosforskich kąpieli.

DSCF2218_EB

Wioski zaczynają się za Ortaköy, za pierwszym mostem. Wcześniej, od Beşiktaş, brzegu nie widać, a to hotel, jakiś pałac, tudzież muzeum. Jak mówię, za Ortaköy zaczyna prześwitywać między willami za wysokimi murami.

DSCF2191_EB

Im dalej od centrum, tym więcej yalı – drewnianych willi tuż nad brzegiem morza. Kiedyś służyły jako bazy wypadowe dla mieszkańców dużo mniejszego Stambułu. Dzisiaj te wioski są jego częścią, ale utrzymały swój nadmorski, kameralny klimat. Oprócz Bebek, które jest pełne nowobogackiejczesnej architektury, starbaksów i pierdzącyh lamborghini.

DSCF2190_E

DSCF2313_EB

DSCF2253_EB

Wspaniałym miejscem jest Arnavutköy, czyli albańska wioska. Gdy kręciłam się tam podczas gorących letnich wieczorów, miałam wrażenie, że jestem gdzieś w Hawanie – przynajmniej takie skojarzenia mam po filmach z Hawaną w tle. Stojące w szeregu majestatyczne i dotknięte przez czas yalı wyznaczają dawny brzeg Bosforu. Teraz przed nimi jest wąski kanał, następnie nowa droga z dwoma pasami w jednym kierunku i dopiero wtedy Bosfor.

DSCF2290_EB

Natomiast po ich drugiej stronie, z dala od ruchu toczy się życie na małych, wiejskich uliczkach.

DSCF2289_EB

DSCF2285_EB

Im dalej, tym mniej zabudowań przy wodzie i więcej jachtów, łodzi, łódeczek. Droga robi się coraz bardziej kręta wijąc się wzdłuż brzegu usianego zatokami.

DSCF2266_EB

DSCF2260_EB

DSCF2230_EB

DSCF2298_AEB

Tam gdzie bulwar z ławkami, tam też wędkarze. Siedzą sobie panowie całą grupką przy biwakowych stolikach, na biwakowych krzesłach. Pozwalają zrobić zdjęcie, ale wskazując na wąskie wysokie szklanki z charakterystycznym mlecznym płynem stojące na stoliku mówią, żeby ostrożnie z tymi zdjęciami, bo jeszcze premier zobaczy. Premier kto?

Podczas gdy z nimi rozmawiam, wyjmują z pod stołu butelkę rakı i wlewają do pustych szklanek. Nawet się z tym specjalnie nie kryją, butelki stoją pod stołem, szklanki na. Poza tym talerze pełne przekąsek. Ot, dzień jak co dzień nad Bosforem.

DSCF2227_EB

DSCF2242_EB

Tutaj też już widać, że ludzie nadal żyją z rybołówstwa. Mnóstwo małych przystani i łodzi, średnich kutrów i mężczyzn reperujących rozerwane sieci. Jeden z nich mnie zawołał, by pokazać, jak “łata” dziury. Inni sprzedają z łodzi albo w namiotach ustawionych tuż przy brzegu to, co dopiero złowili. Jeszcze kilka tygodni temu, gdy obowiązywał zakaz łowienia, nie było takiego ruchu na wodzie.

DSCF2270_EB

DSCF2233_EB

A na tej łodzi żyje sobie wesoła koza, ma chyba osiem miesięcy, jeżeli dobrze pamiętam. Reaguje na zawołania jak pies i generalnie tak się zachowuje. Zapytałam, czy to na nadchodzące Święto Ofiarowania czy jako przyjaciel (nie wiedziałam jakiego innego słowa użyć). Okazało się, że przyjaciel. Ciekawe na jak długo.

DSCF2298_AEB_Sariyer

PS W drodze powrotnej minęłam parę turystów rowerowych z wypchanymi sakwami i wesoło wiszącymi na nich kubeczkami emaliowanymi. Są z Anglii, oszacowałam ich na 50-55. Zjechali większość Europy, na liście było już około 10 krajów, a może i więcej, w tym też Rumuni i Bułgaria. Zostają tydzień w Stambule, a potem lecą do Bangkoku. Tam cieplej.

DSCF2327_Bicycle_Ferry